RWK: 7-9-68 czyli pierwszy lot Zeppelina (Wideo)

Michał Kwiatkowski | Utworzono: 2015-09-07 07:01 | Zmodyfikowano: 2015-09-07 07:00
A|A|A

Tysiąc dwustu nastolatków, bo tyle pomieściła szkolna sala w Gladsaxe, było świadkiem debiutu kwartetu, mającego za sobą zaledwie kilkanaście godzin wspólnych prób.
Część publiczności nie kryła jednak zaskoczenia czy wręcz pewnego niedosytu. Lars Abel, który zapowiadał zespół, przedstawił grupę jako kontynuację znanego i cenionego bandu, The Yardbirds. Sęk tkwił jednak w tym, że ze starego składu formacji pozostał jedynie Jimmy Page, a miejsce na scenie dzielił z tak mało znanymi wtedy muzykami jak np. Robert Plat. Plat, bo tak właśnie Planta zapowiedział Lars Abel, w Danii był jednak na tyle zestresowany, że zupełnie nie zawracał sobie głowy tym, że ktoś przekręcił jego nazwiska.

"W Skandynawii nie mieliśmy jeszcze pojęcia o niczym. Z jednej strony dopiero się poznawaliśmy, a z drugiej towarzyszyła nam niepewność odnośnie tego czym to się wszystko skończy".

Po występie w Gladsaxe, The New Yardbirds zagrać mieli jeszcze na przedmieściach Kopenhagi (Led Zeppelin Official).

W lipcu 1968 r. The Yardbirds dali ostatni koncert w Anglii. Grupa poszła w rozsypkę, a jedyną osobą zainteresowaną kontynuowaniem tego projektu był Page. Na niego spadły więc zobowiązania kontraktowe wobec Columbia Records. Zobowiązania jakimi było 9 koncertów w Szwecji i Danii.

Żeby zagrać w Skandynawii i zainkasować pieniądze, Page znaleźć musiał nowych muzyków. Polecony mu został wokalista Band of Joy – Robert Plant. Plant zaproponował swojego przyjaciela, perkusistę... Band of Joy – Johna Bonhama. A na końcu do Page'a zadzwonił John Paul Jones, którego gitarzysta doskonale znał. Oboje byli w końcu wziętymi muzykami sesyjnymi w Londynie.

Poniżej: Band of Joy czyli Robert Plant i John Bonham w 1967 r. oraz maj 1966 r. Jimmy Page i John Paul Jones wspomagają Jeffa Becka w studiu.

Pierwszy występ Led Zeppelin trwał około 40 minut. Otworzył go standard The Yardbirds "Train Kept a Rollin'", a zaraz potem zespół zagrał kilka własnych interpretacji piosenek Willie Dixona, Joan Baez czy Jake'a Holmesa. Enigmatycznie, ale jak napiszę, że chodzi o "Babe I'm Gonna Leave You", "You Shook Me" czy "Dazed and Confused" – wszyscy zaczynamy słyszeć tę muzykę.

Mimo że już pierwsze dźwięki zagrane wspólnie zwiastować miały, że między muzykami jest łatwo wyczuwalna chemia, Page nie był do końca pewny, czy ten skład wypali. Jak sam przyznawał pod koniec 1968 r.

"Byliśmy przerażeni, w końcu do tej pory graliśmy wspólnie może jakieś 15 godzin. Traktowałem to jako rodzaj eksperymentu, sprawdzenie czy to w ogóle ma szansę wypalić"

Jak wiemy, wypaliło. Sobotnie popołudnie w Egegård School w Gladsaxe stanowiło znakomitą zapowiedź tego co nastąpiło potem.

I pewnie nikt spośród szczęśliwców zebranych w pewne sobotnie, wrześniowe popołudnie w szkolnej sali nie przypuszczał, że za blisko 40 lat, w 2007 r., kiedy Zeppelin po raz ostatni wzniesie się w powietrze w O2 Arena w Londynie, pułap sukcesu i klasy zespołu będzie tak duży, że zapotrzebowanie na bilety przekroczy 20 milionów zgłoszeń...

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama