Budrewicz o płk Kuklińskim: "Zdrajca-bohater na ekranie"

| Utworzono: 2009-01-21 20:25 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

(Fot. Wikipedia / Senat RP)

Reżyserowi Dariuszowi Jabłońskiemu udało się - w wyniku długoletnich starań - pokazać obok siebie w filmie Amerykanów jak Zbigniew Brzeziński, Polaków jak gen. Wojciech Jaruzelski, czy Rosjan z marszałkiem Kulikowem. Świetnym pomysłem było pokazanie ewentualnej wojny jądrowej (nieżyjący już amerykański futurolog Herman Kahn określił ją jako "wargasm") w konwencji gry komputerowej (film ma zresztą tytuł "Gry wojenne").

Zapiera nam dech w piersiach, gdy specjalista z CIA pokazuje malutką zapalniczkę - aparat fotograficzny, tłumacząc, że był to najlepszy "zwód", bo... wszyscy oficerowie Układu Warszawskiego palili.

Denerwująca jest natomiast maniera reżysera, który na pierwszy plan wysuwa siebie. Robi to tak samo irytująco i ze szkodą dla filmu jak Michael Moore, na którym zapewne się wzorował.

Film byłby "na piątkę", gdyby reżyser nie bał sie postawić pytania, dlaczego Stany Zjednoczone - znając decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego - nie ostrzegły "Solidarności".

Odpowiedź udzielana była już wiele razy, więc jest to tym bardziej dziwne. Zwłaszcza, że w filmie stawiane są bardziej drażliwe pytania. Trudno zresztą spokojnie patrzeć jak amerykańscy pracownicy CIA jeden po drugim powtarzają, że widzą tylko zbieg okoliczności w nagłej, tragicznej śmierci obu synów Kuklińskiego w ciągu jednego roku w Stanach Zjednoczonych.

Pominięty został także fakt skrzywdzenia Kuklińskiego we wrocławskiej szkole oficerskiej: jego przynależność w czasie wojny do organizacji "Miecz i Pług" omal nie zagrodziła mu drogi do kariery, czego późniejszy pułkownik nigdy nie zapomniał "komunie".

Amerykanie zapewniają, że Kukliński nie brał nigdy pieniędzy. A gen. Czesław Kiszczak przyznaje, że Kukliński był ostatnim z jego współpracowników, którego podejrzewałby o cokolwiek.

Ale po tym filmie bez odpowiedzi pozostaje pytanie o realnym wpływie szpiega, każdego szpiega, na wynik zimnej wojny. Jasna jest natomiast cena, jaką ktoś taki musiał zapłacić. Obecna na sali w "Heliosie" pani Kuklińska, wdowa po pułkowniku, była jedynym żyjącym członkiem rodziny najbardziej znanego polskiego zdrajcy-bohatera ostatnich dziesięcioleci.


(Zdjęcie przy tekście pochodzi z Wikipedii. Trafiło tam z zasobów Senatu. Objęte jest licencją GNU FDL).

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama