Czekali na to 3 miesiące! Miedź znów wygrała w Ekstraklasie

BT, PAP | Utworzono: 2018-12-01 20:33 | Zmodyfikowano: 2018-12-01 20:42

Po dziewięciu meczach z rzędu bez wygranej i czterech spotkaniach bez strzelonego gola Miedź się przełamała i w sobotę ograła Wisłę Kraków 2:0. Goście niemal przez całe spotkanie przeważali, ale nie potrafili znaleźć sposobu na obronę rywali i przegrali drugie spotkanie z rzędu.

Lepiej dla Miedzi ten mecz nie mógł się rozpocząć, bo nie minęło 120 sekund a było już 1:0. Legniczanie wyprowadzili doskonałą kontrę, gdzie najpierw Petteri Forsell zagrał na prawe skrzydło do Pawła Zielińskiego, a ten podciągnął w pole karne i podał do wbiegającego Henrika Ojamy, który z bliska wepchnął piłkę do siatki. Był to pierwszy gol podopiecznych trenera Dominika Nowaka od czterech spotkań.

Wisła szybko chciała odrobić straty i rzuciła się do ataku. Krakowianie uzyskali zdecydowaną przewagę, zepchnęli gospodarzy do głębokiej defensywy, ale zamiast zdobyć gola, stracili drugiego. Miedź zadała cios ponownie po kontrataku. Lewą stroną popędził na bramkę Wisły Ojamaa, na wysokości pola karnego przełożył piłkę na prawą nogę i uderzył w dalszy róg. Strzał nie wydawał się precyzyjny i Mateusz Lis pewnie by go obronił, ale lot piłki przeciął Maciej Sadlok. Uczynił to tak niefortunnie, że ta wpadła do siatki.

Kolejne minuty wyglądały tak samo, jak przed drugim golem. Wisła zdecydowanie przeważała, była w posiadaniu piłki i atakowała. Miała jednak duże problemy z przebiciem się przez potrójną linię obrony Miedzi. Pierwszą naprawdę groźną sytuację goście mieli dopiero po pół godzinie gry, kiedy Jesus Imaz zakręcił obrońcami Miedzi i znalazł się w sam przed bramkarzem, ale zamiast do bramki trafił piłką w rywala. Kilka chwil później Hiszpan znowu mógł mieć szansę na kontaktowego gola, lecz będąc sam w polu karnym źle przyjął piłkę i nie zdołał nawet oddać strzału.

Legniczanie natomiast w tym okresie wyczekiwali na przeciwników na własnej połowie i kontratakowali. Po jednej z takich akcji, w starciu z Zoranem Arseniciem, w polu karnym padł Mateusz Piątkowski, lecz arbiter, po konsultacjach z sędziami VAR, nie zdecydował się odgwizdać przewinienia zawodnika Wisły. Gospodarze z trenerem Dominikiem Nowakiem na czele długo nie mogli pogodzić się z tą decyzją.

Po zmianie stron obraz meczu się nie zmienił i gra nadal toczyła się głównie na połowie Miedzi. Wisła atakowała, ale wciąż rozgrywała piłkę wolno, schematycznie i z dużymi problemami zdobywała teren. Legniczanie natomiast bronili się niemal całym zespołem. Wysunięty był tylko Piątkowski, do którego koledzy posyłali długie podania na wolne pole za plecy defensorów gości.

Krakowianie w drugiej połowie Antona Kanibołockiego zmusili do interwencji dopiero po ponad kwadransie, kiedy na strzał zza pola karnego zdecydował się Zdenek Ondrasek. Kilka chwil później do siatki trafił Dawid Kort, ale po konsultacji z arbitrami z wideoweryfikacji sędzia Łukasz Szczech odgwizdał pozycję spaloną zawodnika Wisły. Podobnie jak w końcówce meczu, kiedy do bramki trafił Ondrasek, ale z tą różnicą, że teraz VAR nie było potrzebne. I to było wszystko, co krakowanie zaprezentowali w sobotę w ofensywie.

Swoje szanse na trzeciego gola miała jeszcze za to Miedź. Podopieczni trenera Nowaka nie potrafili już tak doskonale rozegrać żadnej z kontr, jak na początku meczu. Gospodarze swoje zrobili jednak w pierwszej połowie i po końcowym gwizdku mogli się cieszyć z pierwszej wygranej po trzech miesiącach.

Miedź Legnica – Wisła Kraków 2:0

Gole: 1:0 Henrik Ojamaa (2), 2:0 Maciej Sadlok (12-samobójcza).

Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa).
Widzów 4 339.

Miedź Legnica: Anton Kanibołocki – Grzegorz Bartczak, Kornel Osyra, Aleksandar Miljkovic – Paweł Zieliński, Borja Fernandez (89. Łukasz Garguła), Adrian Purzycki, Petteri Forsell, Henrik Ojamaa (79. Mateusz Szczepaniak), Juan Camara – Mateusz Piątkowski (85. Fabian Piasecki).

Wisła Kraków: Mateusz Lis – Jakub Bartkowski, Zoran Arsenic, Maciej Sadlok, Rafał Pietrzak - Rafał Boguski (81. Jakub Bartosz), Tibor Halilovic (60. Dawid Kort), Patryk Plewka, Jesus Imaz, Martin Kostal (66. Marko Koral) - Zdenek Ondrasek.(PAP)

Element Serwisów Informacyjnych PAP

Komentarze (1)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Malinowy2018-12-02 02:17:57 z adresu IP: (83.26.xxx.xxx)
Strzał nie wydawał się precyzyjny i Mateusz Lis pewnie by go obronił, ale lot piłki przeciął Maciej Sadlok. Uczynił to tak niefortunnie, że ta wpadła do siatki.Sam jej nie wbił bo była po strzale więc jaki samobój !!!!!HA to jak piłka broniona przez bramkarza wpada do siatki to też samobój być powinien.Chore przepisy Chorobą w PZPN Resztę dopowiedzcie sobie sami !!!