Jerzy Skrzypczyk i Czerwone Gitary [ROZMOWA]

Michał Kazulo | Utworzono: 2019-10-18 10:17 | Zmodyfikowano: 2019-10-18 10:18

To dziennikarz rosyjskich „Izwiestii” po występie Czerwonych Gitar w roku w 2003 w Pałacu Kremlowskim przypomniał, że zespół nazwano „polskimi Beatlesami”. Dużo wcześniej napisano tak w „New Musical Express”. Także w Polsce snuto analogie – i to personalne. Seweryn Krajewski, który w liceum muzycznym ukończył klasę skrzypiec, ale zaczynał od gry na gitarze basowej, to oczywiście Paul McCartney. Krzysztof Klenczon był Johnem Lennonen; i też w 1969 r. podczas festiwalu w Cannes, schowany za ciemnymi okularami, rozdał jako słynny bitels kilkadziesiąt autografów. Pełen werwy i humoru Jerzy Skrzypczyk idealnie pasował do roli Ringo Starra. Gorzej było z Bernardem Dornowskim jako Georgem Harrisonem...

Popularność Czerwonych Gitar też była niesamowita. To podczas tychże Targów Muzycznych w Cannes Czerwone Gitary odebrały Trofeum MIDEM, przyznawane za największą liczbę sprzedanych płyt w kraju danego wykonawcy. Identyczne otrzymali Beatlesi. Wiele lat później, w 2006 r. w Sali Kongresowej dostały Czerwone Gitary od Polskich Nagrań Marmurowy Krążek za największą liczbę sprzedanych płyt w historii polskiej fonografii. Liczby na owe czasy były imponujące; ich pierwsza płyta miała nakład 160 tys., druga rozeszła się w ponad 250 tys., trzecia – przekroczyła 300 tys....

Najciekawsze chwilę z Czerwonymi Gitarami wspominał w Radiu Wrocław Jerzy Skrzypczyk:

 


Komentarze (1)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~głosem JENOŚĆI2019-10-19 03:26:43 z adresu IP: (5.60.xxx.xxx)
z radia POGODA