Pierwszy zbiornik przeciwpowodziowy na Ziemi Kłodzkiej już działa

Bartosz Szarafin, WK | Utworzono: 2021-10-26 17:00 | Zmodyfikowano: 2021-10-26 17:05
A|A|A

fot. Bartosz Szarafin

To jeden z czterech obiektów wznoszonych przez Wody Polskie w Powiecie Kłodzkim. Budowa trwała od lutego 2018 roku i kosztowała 235 mln zł. To kluczowa inwestycja przeciwpowodziowa, która ma chronić Kłodzko i okoliczne miejscowości w przypadku wystąpienia powodzi tzw. stuletniej, mówi Przemysław Daca, prezes Wód Polskich:

Sieć czterech zbiorników będzie zdolna skumulować łącznie 16 mln m3 wody. To znacząco zmniejszy możliwe zniszczenia powodziowe, tłumaczy Henryk Wolf, dyrektor kontraktu:

W razie powodzi stuletniej, obiekt będzie w stanie spiętrzyć wodę na powierzchni blisko 50 hektarów i przetrzymać ją przez kilka dni, co pozwoli ochronić około 1200 mieszkańców z najbliższej okolicy. Czy to wystarczy? Na to pytanie odpowiada Daca:

Zbiorniki są dla nas bardzo ważne. Pozwolą zminimalizować ryzyko zniszczeń i ludzkich dramatów, które towarzyszyły mieszkańcom Ziemi Kłodzkiej podczas powodzi w 1997 roku, kiedy zginęło 20 osób, tłumaczy Starosta Kłodzki Maciej Awiżeń:

Wszystkie budowane zbiorniki to tak zwane zbiorniki suche. To oznacza, że na co dzień nie są wypełnione wodą. Powstały w miejscach szczególnie narażonych na gwałtowne wezbrania oraz powodzie.

Wody Polskie na terenie Dolnego Śląska realizują obecnie inwestycje na kwotę ponad 1 mld złotych. Celem jest zwiększenie ochrony przeciwpowodziowej mieszkańców. Zbiornik przeciwpowodziowy Roztoki i pozostałe trzy poldery powstają w ramach Projektu Ochrony Przeciwpowodziowej w Dorzeczu Odry i Wisły, współfinansowanego przez Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju (Bank Światowy), Bank Rozwoju Rady Europy, jak również przy wsparciu środków z Funduszu Spójności w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014 -2020 oraz budżetu państwa.

Łączny koszt wszystkich zadań realizowanych przez Wody Polskie w ramach Projektu Ochrony Przeciwpowodziowej w Dorzeczu Odry i Wisły przekracza 5,5 mld złotych. Realizacja programu, już pod koniec 2023 ma zwiększyć bezpośrednią i pośrednią ochronę przeciwpowodziową dla 15,1 mln osób.

fot. Jacek Zych

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~beri
2021-10-26 19:06:48
z adresu IP: (79.110.xxx.xxx)
Ocena: 2
Niedokończona elektrownia szczytowo-pompowa w Młotach W latach 70-tych we wsi Młoty niedaleko Bystrzycy Kłodzkiej ruszyła budowa tzw. elektrowni szczytowo-pompowej. Konstrukcji bliźniaczo podobnej do Elektrowni Porąbka-Żar w województwie śląskim. Głównymi elementami elektrowni miały być dwa zbiorniki położone na różnych wysokościach: dolny i górny. Dolny zbiornik powstałby w wyniku budowy zapory na rzece Bystrzyca. Po spiętrzeniu wód rzeki miano zalać wieś Młoty i w ten sposób stworzyć sztuczny zbiornik. Budowę drugiego, górnego zbiornika, zaplanowano wyżej na sąsiednim szczycie. Oba zbiorniki byłyby ze sobą połączone sztolniami (upadowymi), przez które woda byłaby na przemian pompowana i spuszczana, tym samym magazynując i generując energię. Tyle w teorii. Budowa elektrowni nigdy nie została jednak ukończona, pomimo tego, iż część prac górniczych została już wykonana. Wydrążona została już sztolnia obiegowa, którą miano puścić nurt rzeki. W górze Zamkowa Kopa zaczęto drążyć sztolnie łączące oba zbiorniki. Przygotowano również teren pod budowę zapory. Budowa elektrowni została wstrzymana w latach 80-tych. Choć co jakiś czas pojawiają się informacje o wznowieniu budowy, jej realizacja wciąż pozostaje zawieszona w próżni. PGE chce powrócić do budowy magazynu energii elektrycznej
~beri
2021-10-26 19:02:56
z adresu IP: (79.110.xxx.xxx)
Ocena: 0
RYNEK PRACY. Kto będzie usuwał szkody popowodziowe? Niespełna 2 procent wszystkich inżynierów budownictwa w kraju stanowią specjaliści z branży wodno-melioracyjnej. W Małopolsce jest ich - proporcjonalnie - nieco więcej - 2,44 proc., co oznacza dokładnie 350 fachowców: inżynierów i techników z uprawnieniami w tej dziedzinie. Jak na region, w którym jest tak dużo bystrych i nieprzewidywalnych potoków górskich, region, w którym swoje górne (zawsze trudniejsze do ujarzmienia niż dolne) biegi mają wielkie rzeki - to stanowczo za mało. Inżynierowie budownictwa wodnego stają się branżą coraz bardziej niszową. A młode kadry nie garną się do zawodu. Z polskich uczelni znikły popularne niegdyś kierunki: budownictwo wodne i regulacja rzek czy melioracje wodne. Wydziały budownictwa wodnego funkcjonują już tylko na północy kraju (Politechniki Gdańska i Szczecińska) i kształcą specjalistów od budownictwa portowego i morskiego. Na pozostałych uczelniach technicznych mamy za to wysyp inżynierii i ochrony środowiska. Starsi fachowcy nie mają wątpliwości: to zasługa nacisku ekologów. "Inżynieria środowiska" brzmi ładnie, można powiedzieć: ekologicznie, a jeszcze lepiej brzmi "ochrona środowiska". Czy absolwenci tych kierunków będą jednak umieli uchronić nas przed powodzią?
~beri
2021-10-26 18:56:09
z adresu IP: (79.110.xxx.xxx)
Ocena: 0
Mieliśmy budować 49 zbiorników na dopływach do Odry - decyzja po powodzi w 1997r. Kiedy powrócimy do deklaracji Rządu i ODGW - zwłaszcza po powodzi 1997 - o konieczności realizacji budowy 49 zbiorników wodnych na dopływach do Odry. Zgodnie z planami Niemieckimi po wielkich powodziach w 1903 i 1905 r i w ich efekcie wybudowano nowoczesny system zabezpieczający – do 1920 powstał wrocławski węzeł wodny, złożony z kanałów przeciwpowodziowych, 93 km wałów, 11 jazów oraz 10 śluz żeglugowych, mogący poradzić sobie z wodą o przepływie 2200–2400 m³/s (626 cm). System ten sprawdził się podczas powodzi w latach 1975 i 1985, jednak nie uwzględniał kumulacji fal z więcej niż jednej rzeki 3600 m³/s. Niemcy planowali wybudowanie 49 zbiorników na dopływach do rzeki Odry. Pomysł został podchwycony po powodzi w 1997. Dopiero teraz realizowany jest I-szy z 49.
Reklama