Po 80 latach Zamek Książ odzyskał barokowe obrazy Antona Felixa Schefflera
Najbardziej rozpoznawalna przestrzeń Zamku Książ w Wałbrzychu jest już kompletna. Po raz pierwszy w powojennej historii odwiedzający zamek będą mogli podziwiać dwa ogromne obrazy Antona Felixa Schefflera. Po latach nieobecności postanowiono zamówić kopię zaginionych dzieł:
- To są wierne kopie obrazów, które tutaj wisiały przez 213 lat. One zaginęły 80 lat temu, pod koniec drugiej Wojny Światowej albo tuż po niej. Są różne hipotezy na ten temat. Po 80 latach w oryginalnych miejscach pojawiły się ich bardzo wierne kopie. Na szczęście dysponowaliśmy wierną, dobrą bardzo dokumentacją fotograficzną - opisuje Mateusz Mykytyszyn z Zamku Książ.
To była wyrwa w narracji Sali Maksymiliana, zdobionej według koncepcji hrabiego Konrada Ernesta Maksymiliana. Wszystkie malowidła na płótnie i plafonie opowiadały kompletną historię - dodaje Katarzyna Sielicka kierowniczka działu muzealno-edukacyjnego:
- Pamiętajmy, że Konrad był hrabią oświeconym i zapraszał też takich gości właśnie do Zamku Książ, którym już od wejścia, czyli już od dziedzińca honorowego, chciał powiedzieć kim jestem i co jest dla mnie ważne. Poglądy na świat właśnie uzewnętrznił w tych wszystkich dekoracjach, które tutaj widzimy, a które są po prostu historiami właśnie opowiedzianymi przez Owidiusza w jego dziele Metamorfozy.
Zobacz: Słoneczny poranek, pochmurny wieczór. Sobotnia prognoza dla regionu
Autorem kopii jest ceniony malarz z Nysy - Pan Zbigniew Jurek. Swoje autorskie prace, a także kopie na zamówienie maluje od przeszło 50 lat. Odtworzenie dwóch ponad 4-metrowych obrazów Schefflera zajęło mu niecałe 3 miesiące. Wzorował się na dostarczonych reprodukcjach poddanych wcześniej koloryzacji. Spod jego pędzla wyszły też inne kopie m.in portrety we wrocławskiej Auli Leopoldyńskiej:
- To jest Helikon, wzgórze Muz, wzgórze piękna. To jest jedna opowieść. Ona po sobie następuje sekwencjami. W XVIII wieku bywali tutaj arystokraci doskonale wykształceni. Wiedzieli jak odczytywać te alegorie, te symbole. I tutaj naprawdę odnajdziemy i wszystkie muzy, i bogów olimpijskich, i herosów. - opisuje Mateusz Mykytyszyn.
Wierne kopie namalował artysta z 50-letnim doświadczeniem - Pan Zbigniew Jarek. Jak powiedział Radiu Wrocław - to było wymagające zlecenie, ale nie od strony artystycznej, a przede wszystkim technicznej - z uwagi na rozmiar płótna i tego konsekwencje:
- Przy tej wielkości to płótno z czasem falowało. Jak potrzebowałem coś precyzyjnie malować przy oczach, twarzach, naciskałem pędzlem, płótno falowało, nie można było sobie poradzić z tym. No choćby taka głupotka – chodzenie po rusztowaniach. Spadł mi pędzel, no musiałem schodzić te 4 metry na dół.
Tymczasem dzięki podjęciu wyzwania przez artystę - odwiedzając Salę Maksymiliana zobaczymy wierne kopie namalowane w oryginalnej technice na płótnie. Obrazy wkrótce zyskają też złote obramowania. Teraz w Sali Maksymiliana jedynymi brakującymi elementami będą już tylko niewielkie płaskorzeźby nad paleniskami kominków.
Przeczytaj też: Wrocław szuka nowego dyrektora Muzeum Współczesnego. Ogłoszono konkurs
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

