Dwa tygodnie pracy na agregatach. Szpital Borowska wraca do normalności

Awaria systemu zasilania w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu usunięta. Znalezienie miejsca wycieku wody z rury ciepłowniczej i naprawienie jednej ze stacji transformatorowej zajęło ponad dwa tygodnie. W tym czasie szpital bezpiecznie mógł pracować dzięki agregatom dużej mocy. Jak powiedziała dyrektor USK Beata Freier dzięki pomocy służb wojewody i wojska udało się przejść przez sytuację kryzysową bez szkody dla pacjentów:
- Zakończyliśmy zasilanie energetyczne szpitala agregatami. Jesteśmy w tej chwili już na regularnym zasilaniu normalnym. Stacje transformatorowe zostały odtworzone. Najważniejsze, że żadnemu pacjentowi nie stała się krzywda, ale teraz poziom bezpieczeństwa jest zdecydowanie wyższy.
- Byliśmy przygotowani nawet na jeszcze głębszy kryzys. Mieliśmy jeszcze dodatkowe urządzenia, którymi moglibyśmy wesprzeć szpital, gdyby zaszła taka konieczność. Nie było takiej potrzeby. Dzisiaj wszystkie urządzenia wracają do swoich miejsc stałej dyslokacji. - tłumaczy dyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego Dariusz Staniów.
Szpital wyciąga wnioski z zaistniałej sytuacji i zmienia rozmieszczenie stacji zasilających, dodaje Freier:
- Nasz agregat był podłączony do zalanego transformatora, więc nie można go było wykorzystać. Dzisiaj już wiemy, że my musimy mieć niezależnie drugie, mniejsze agregaty postawione w różnych miejscach, niezależnych. Po to między innymi, żeby na przykład gazy medyczne uniezależnić od jednego agregatu i właściwego zasilania.
Szpital zlecił przegląd instalacji wodno-kanalizacyjnej w całym ośrodku przy ulicy Borowskiej Ponad 30. letnie rury są skorodowane i w niektórych miejscach wymagają wymiany.
Przeczytaj także: W dawnym elewatorze zbożowym powstaną mieszkania. Zobacz, jak zmieni się zabytkowy obiekt
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

