O zamieszaniu wokół ESK (Felieton)

Grzegorz Chojnowski | Utworzono: 2013-04-22 11:10 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

fot. archiwum prw.pl

Najpierw był sukces wrocławskiej kandydatury do tytułu ESK 2016. W czerwcu 2011, a więc prawie 2 lata temu. Kilka miesięcy później szef tego projektu, Adam Chmielewski, musiał odejść. Po co i dlaczego? Po to, by zrobić miejsce Krzysztofowi Majowi i Krzysztofowi Czyżewskiemu (autorowi lubelskiej, przegranej, kulturalno-stołecznej propozycji). Dlaczego? Może rację mieli ci, którzy upatrywali w Chmielewskim ewentualnego konkurenta Rafała Dutkiewicza do fotela prezydenckiego kiedyś tam? A może po prostu panowie nie potrafili się po sukcesie dogadać, jak to w Polsce było, jest i będzie. Teraz odchodzi Krzysztof Czyżewski. Jeszcze w styczniu prezentował swój pomysł na ESK, dziś wraca na Podlasie, a Wrocław traci czas i szarpie swoim wizerunkiem.

Czyżewski nie potrafił przekonać właściwie nikogo do własnej wizji stolicy kultury jako sieci laboratoriów, do „fabryki tworzenia”, która przekształciłaby miejską kulturę na trwałe w przestrzeń dla każdego, a przy okazji wyprodukowała artystyczne wydarzenia na rok 2016. Jego projekt, mimo że sensowny i kompleksowy, okazał się mało konkretny, zbyt ambitny, pomyślany tak jak przygotowuje się wielką inscenizację złożoną z mnóstwa elementów. A Rafał Dutkiewicz chce przede wszystkim igrzysk. Krzysztofowi Majowi przykazał: podwoić liczbę turystów przyjeżdżających do Wrocławia i ludzi uczestniczących w kulturze. Jak to zrobić, planując rok bez spektakularnych gwiazd, skupiając się na deep culture zamiast pop culture? Praca organiczna tak, ale tu trzeba jasnego i mocnego współczesnego blasku, nie rewitalizacji przeszłości. Czyżewski nie sprawdził się jako lider takiego przedsięwzięcia, bo sprawdzić się nie mógł. Ktoś, kto całe życie uprawia ogród, nie zagospodaruje krainy. Zwłaszcza że współpracownicy – szefowie festiwali, instytucji kultury – nie zobaczyli w dyrektorze charyzmatycznego przywódcy, umiejącego powalczyć również o pieniądze. Pieniędzy ESK jeszcze nie ma, wykrajanie jakichś złotych z budżetu Impartu, niewiele różniącego się od kwoty z poprzednich lat, wydaje się niesmacznym żartem. W tym sensie Czyżewski to po prostu nie był trafny wybór.

Zaszkodził mu także nieszczęsny szum wokół najgorszego z najgorszych pomysłów kierownictwa ESK, czyli zmiany logo. W stopę strzelał Krzysztof Maj, rykoszetem dostał imiennik, zasiadający lub niezasiadający w radzie działającej-niedziałającej fundacji, w zarządzie której widnieje nazwisko autora zwycięskiego znaczka. Prawie żadna jednostka organizująca artystyczne imprezy w mieście nie używa nowego identyfikatora. Zarówno w folderze zakończonego w niedzielę Portu Literackiego jak i, na przykład, w programie ostatniej premiery Wrocławskiego Teatru Lalek widnieje stary, piękny motylek Pawła Pawlaka. Gdyby odejście Krzysztofa Czyżewskiego mogło chociaż cofnąć decyzję w sprawie logo, byłby to sygnał, że ktoś w końcu zmądrzał i jest szansa na rozsądniejsze wybory personalne. Przy czym, jeszcze raz powtarzam, projekt Czyżewskiego miał sens jako projekt-wizja, nie do realizacji tu i teraz, w takim mieście jak pełen metropolitalnych aspiracji Wrocław, przy tak przywiązanym do wizerunkowych gier prezydencie.

Co będzie dalej, oczywiście, nie wiadomo. Gorączkowe poszukiwania czas zacząć. Krzysztof Maj wizyjnie nie uciągnie, powrót do Chmielewskiego niemożliwy, następne wskazanie musi być ostateczne. Może zatrudnić kilku szefów-kuratorów (jak w przypadku Europejskiego Kongresu Kultury)? Za kilka razy większe pieniądze? Może jednak postawić na jednego? Na giełdzie nazwisk pojawił się już Roberto Skolmowski, ale czy człowiek ministra Zdrojewskiego byłby do przełknięcia przez obecne władze miasta? Człowiek, dodajmy, który wrocławski teatr zostawił w środku sezonu? W tej chwili przychodzi mi do głowy jedna kandydatura łącząca artystyczne ambicje i fajerwerk, zrozumienie kameralności z rozmachem widowiska, polskości ze światowością. Ten ktoś dobrze zna Wrocław, uwielbia wyzwania i nieraz dowiódł, że potrafi. Może więc pan prezydent zadzwoni do Michała Znanieckiego i znajdzie argumenty, aby go przekonać?

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama