Pomoc zwierzęciu. Obowiązek? Interes?

Radio Wrocław | Utworzono: 2013-10-04 10:41 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A
REAKCJA 24

fot. Wikipedia

Chciałbym poruszyć sprawę dotycząca realnych możliwości udzielenia pomocy rannemu i cierpiącemu zwierzęciu leśnemu. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to nośny i medialny temat na jesienne dni, ale mam nadzieje, że ktoś kiedyś to naprawi.

Jest wiele ustaw i innych dokumentów prawnych dotyczących opieki nad zwierzętami. Jest wiele służb i inspekcji szczebla wojewódzkiego, powiatowego i gminnego zajmujących się (oczywiście za pensję) opieka nad zwierzętami.

W organach administracji publicznej na wszystkich szczeblach są wydziały zajmujące się dobrem zwierząt, ale po co?

W dniu X na poboczu drogi nr 35 (wylot z Wrocławia) przejeżdżający podróżni zauważyli leżąca ranną sarnę. Zjechali na pobocze i próbowali jej jakoś pomóc. Obrażenia były jednak bardzo poważne. Po jakimś czasie zjawili się przedstawiciele zarządcy drogi, a następnie patrol policji.

Każdy z interweniujących był przekonany, że przy tak rozbudowanych przepisami prawa obowiązkach dot. ochrony zwierząt, wystarczy powiadomić odpowiednie służby i zwierzęciu zostanie udzielona pomoc.

Nic bardziej złudnego!

Wszystkie powiadamiane służby i inspekcje odmawiały podjęcia interwencji. Odmówił powiatowy lekarz weterynarii (jego przedstawiciel), urząd gminy w X, a ściągnięty przedstawiciel służb leśnych stwierdził, że to nie jego rewir i nie chce być kłusownikiem.

Nadaremne próby udzielenia pomocy cierpiącej sarnie trwały od 13.30 do 16.00. Po 16.00 ranne zwierzę padło. Dopiero wtedy na wniosek patrolu policyjnego przedstawiciele wójta w X zobowiązali się zająć martwym zwierzęciem, ale dopiero w dniu następnym.

W rozmowie z przedstawicielem PLW dowiedziałem się, że jak nie ma, kto zapłacić to żaden lekarz weterynarii nie przyjedzie na miejsce i nie określi, co dalej ze zwierzęciem.

NIE MA KASY TO NIECH ZWIERZE CIERPI! Tak nie powinno być! - kończy list nasz Słuchacz.

Tym czasem potrącenia zwierząt są w Polsce na porządku dziennym. W 2012 r. doszło do ponad 18,6 tys. takich kolizji, w tym roku już do blisko 5 tys. Nie wiadomo, ile z nich dotyczyło dzikich zwierząt (policja ma tylko zbiorcze dane). Ale jeśli sarna, jeleń czy borsuk przeżyje zderzenie z samochodem, ma niewielkie szanse na pomoc lekarza - informuje Gazeta Wyborcza.

Przepisy dotyczące dzikich zwierząt są bowiem nieprecyzyjne i rozrzucone po kilku ustawach. A gminy i starostwa różnie je interpretują. Kto powinien zająć się rannym zwierzęciem? Zapytaliśmy w Ministerstwie Ochrony Środowiska. Z odpowiedzi resortu wynika, że:

- Kierowca, który potrącił sarnę, ma obowiązek udzielenia pomocy zwierzęciu lub zawiadomienia jednej ze służb (według Ustawy o ochronie zwierząt chodzi o służby dysponujące bronią, jak policja, straż miejska, straż ochrony kolei). Jeśli odjedzie, grozi mu kara grzywny.

- Jeśli ranne zwierzę stanowi zagrożenie dla innych kierowców, trzeba zawiadomić policję.

- Policjant (według Ustawy o ochronie zwierząt) może zabić zwierzę, by ulżyć jego cierpieniom (podobnie jak każdy funkcjonariusz uprawniony do noszenia broni).

- Interweniować może też każdy lekarz weterynarii (niezależnie od specjalizacji).

Komplikacje zaczynają się, jeśli zwierzę przeżyje. (LINK)

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~gregor1205
2013-10-05 11:15:38
z adresu IP: (46.205.xxx.xxx)
Ocena: 0
Nawiązując do artykułu, chcę dodać, że osoba prywatna , która zaopiekowała się rannym zwierzęciem jest przestępcą. Absurd , goni absurd...Dziwni ludzie zarządzają tym krajem....
Reklama