Suplementy diety na cenzurowanym!

Elżbieta Osowicz | Utworzono: 2014-01-31 08:03 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

fot. prw.pl

I to nie tylko w internecie czy na targowiskach, ale także w aptekach. Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wzięli pod lupę preparaty obiecujące błyskawiczną utratę wagi.

Akcja była bezpłatna i anonimowa. Zbadano ponad sto preparatów.

W 20 z nich znaleziono substancje zagrażające zdrowiu i życiu. Prowadzący badania doktor Marcin Zawadzki z Zakładu Medycyny Sądowej, że deklarowany przez producentów skład często nie zgadzał się z zawartością.



W niektórych badanych preparatach stwierdzono pochodne amfetaminy i wysokie stężenia kofeiny. Aptekarze otwarcie przyznają, że nie znają składu pigułek stojących na półkach oznaczonych hasłem "suplementy diety".

Główny Inspektorat Sanitarny otrzymuje rocznie około 3500 zgłoszeń dotyczących wprowadzenia na polski rynek nowych suplementów diety. Bliżej przygląda się ledwie kilkudziesięciu z nich. Nie bada przy tym składu. Zajmuje się sprawdzeniem, czy w specyfikach nie ma np. zanieczyszczeń, metali ciężkich. GIS nie monitoruje dokładnie rynku suplementów diety. Zdaniem inspektoratu w Polsce można kupić przynajmniej kilkanaście tysięcy tego typu medykamentów.

Specjaliści oceniają, że wprowadzenie na rynek suplementów  diety jest zbyt ławie. Wystarczy uzyskać zgodę Głównego Inspektora Sanitarnego - a ta jest wydawana na podstawie dokumentacji dostarczonej przez producenta.

Komentuje Marek Waligóra:

Według przepisów GIS suplementy diety przeznaczone do sprzedaży muszą mieć na opakowaniu:

- określenie "suplement diety";
- nazwy kategorii składników odżywczych lub substancji charakteryzujących produkt lub wskazanie ich właściwości;
- porcję produktu zalecaną do spożycia w ciągu dnia;
- ostrzeżenie dotyczące nieprzekraczania zalecanej porcji do spożycia w ciągu dnia;
- stwierdzenie, że suplementy diety nie mogą być stosowane jako substytut (zamiennik) zróżnicowanej diety;
- stwierdzenie, że suplementy diety powinny być przechowywane w sposób niedostępny dla małych dzieci.

Spożycie tych preparatów rośnie, a tymczasem według danych z 2012 r. bierzemy średnio cztery tabletki dziennie (przede wszystkim mikro - i makroelementy, witaminę C i rutozyd), plasując się na 2. miejscu w rankingu europejskich lekomanów. Na pierwszym miejscu jest Francja.

Wymowny może być tytuł artykułu w czasopiśmie naukowym Annals of Internal Medicine. "Dosyć. Nie marnuj pieniędzy na witaminy i suplementy mineralne".

Jak piszą dalej autorzy, podsumowanie kilku badań, w których w sumie udział wzięło ponad 400 000 uczestników, nie pokazało żadnego istotnego wpływu suplementów na śmiertelność. Nie znaleziono dowodów na to, by suplementy multiwitaminowe spowalniały spadek funkcji poznawczych u osób starszych, nawet po 12 latach regularnego stosowania. Wg naukowców z cytowanego czasopisma przesłanie jest proste: Większość suplementów nie zapobiega przewlekłym chorobom - ich użycie nie jest uzasadnione i powinniśmy ich unikać. Jednak rynek tych preparatów rośnie z roku na rok - w 2010 roku wartość w USA szacowana była na 28 miliardów dolarów.

Komentarz Krajowej Rady Suplementów i Odżywek:

Wprowadzenie na rynek suplementu diety (bądź zamiar jego wprowadzenia) wymaga zgłoszenia takiego produktu, w tym zdeklarowanie jego składu ilościowego i jakościowego, do Głównego Inspektora Sanitarnego. Jeśli Główny Inspektor Sanitarny nabierze wątpliwości co do kwalifikacji produktu (w tym także jego bezpieczeństwa, np. w zakresie ilości użytych składników) może wszcząć postępowanie wyjaśniające i zobowiązać producenta do przedłożenia opinii jednostki naukowej. Nie jest to jednak jakakolwiek jednostka naukowa, ale jedna z krajowych lub unijnych akredytowanych placówek badawczych wskazanych w odpowiednim akcie prawnym (np. Instytut Żywności i Żywienia, Państwowy Zakład Higieny) bądź Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Kardynalną zasadą obecnie obowiązującego prawa żywnościowego jest zakaz wprowadzania na rynek żywności niebezpiecznej, w tym także niebezpiecznych dla zdrowia suplementów diety. Pełną odpowiedzialność w tym zakresie ponoszą producenci i podmioty, które takie produkty wprowadzają na rynek. Dotyczy to w równym stopniu producenta i sprzedawcy suplementów diety, jak i producenta i sprzedawcy chleba, soku, czy konserwy mięsnej. Jeśli zaś dany producent wprowadza na rynek suplement diety i nie powiadamia o tym właściwego organu bądź zataja obecność w produkcie jakiegoś składnika, w tym zwłaszcza składnika, który może być niebezpieczny dla zdrowia, to w takim przypadku mamy do czynienia z wykroczeniem lub przestępstwem, które jest ścigane przez policję i prokuraturę. Zgodnie z art. 96 ust. 2 ustawy z 25 sierpnia 2006r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia za produkcję lub wprowadzenie do obrotu szkodliwego dla zdrowia suplementu diety grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Natomiast zgodnie z art. 165 kodeksu karnego karą do 8 lat pozbawienia wolności sankcjonowane jest działanie polegające na sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób w wielkich rozmiarach poprzez wyrabianie i wprowadzanie do obrotu szkodliwych dla zdrowia środków spożywczych.

Należy więc wyraźnie rozróżnić sytuację, w której producenci działają zgodnie i w ramach prawa od sytuacji, w której to prawo jest ignorowane. Zgodne z prawem działanie producentów jest wystarczające dla zapewnienia konsumentom bezpieczeństwa, natomiast działanie poza prawem jest karalne i obecnie obowiązujący system regulacji nie dopuszcza możliwości narażania konsumentów na niebezpieczeństwo. Nierozróżnianie tych dwóch sytuacji i twierdzenie, że nieprzebadane suplementy diety są wprowadzane na rynek bezkarnie jest nieprawdziwe, zastrasza konsumentów i działa na szkodę uczciwych producentów suplementów diety.

Należy także wyraźnie zaznaczyć, że z informacji jakie Krajowa Rada Suplementów i Odżywek otrzymała od Ministerstwa Zdrowia w lipcu zeszłego roku wynika, że w 2011 i 2012r. przeprowadzono 3244 badań suplementów diety. Zakres był szeroki i obejmował zanieczyszczenia mikrobiologiczne - 521 próbek, metale szkodliwe dla zdrowia - 241 próbek, substancje dodatkowe dozwolone do stosowania w żywności - 380 próbek, znakowanie - 1206 próbek, właściwości organoleptyczne - 834 próbki, zanieczyszczenia biologiczne i fizyczne - 9 próbek oraz inne parametry związane z bezpieczeństwem żywności - 53 próbki. Największy odsetek prób zdyskwalifikowanych stwierdzono w przypadku znakowania (69 przypadków badanych próbek, co stanowi 2 % próbek). Pozostałe niezgodności są na poziomie ułamka procentowego.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama