Gang złodziei... ciągników (Wideo)

Piotr Słowiński, Leszek Mordarski | Utworzono: 2014-02-12 08:20 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

fot. Policja

Gang złodziei ciągników rolniczych i maszyn budowlanych rozbiła polsko-niemiecka grupa policyjna Nysa.

Maszyny o wartości 2,3 mln zł zostały odnalezione na Dolnym Śląsku i w województwie lubuskim. Jak mówi Antoni Owsiak ze zgorzeleckiej policji, złodzieje wybierali gospodarstwa w Niemczech, z których kradli sprzęt.

Nie zabierali go jednak na żadne lawety:

Cztery markowe ciągniki i koparko-ładowarka zostały już odzyskane. Cztery osoby trafiły do aresztu.

Antoni Owsiak dodaje, że zatrzymani złodzieje i paserzy byli zaskoczeni nie tylko samą akcją, ale też faktem że wraz z polskimi radiowozami na ich posesje wjechały radiowozy niemieckie:

Najdroższy z odzyskanych ciągników rolniczych jest wart ponad 200 tysięcy euro. Policjanci sprawdzają, czy szajka złodziei ciągników nie miała powiązań z rozbitą także właśnie grupą zajmującą się kradzieżami luksusowych samochodów.

"Przyjedź do Polski, twój traktor jest u nas od dawna!"

Już nie tylko samochody, te zresztą kradzione są nieco rzadziej niż w szczytowych latach 2007-2008. Bliskość zamożnego sąsiada, jakim są Niemcy od lat kusiła biedniejszych Polaków. Symbolem tego trudnego sąsiedztwa jest nieprzyjemny dla nas żart, który jednak oddaje nasz stosunek do Niemców i ocenę wystawianą Polakom przez sąsiadów. Chodzi o dowcip o reklamie w biurze podróży: "Przyjedź do Polski, twój samochód już tam na ciebie czeka!".

 

Po otwarciu granic w 2007 roku, na mocy układu z Schengen, na wschodzie Niemiec częste był obawy, że teraz Polacy "zabiorą" im już wszystko. Czy były uzasadnione? W ciągu pierwszego roku od wejścia Polski do strefy liczba kradzieży samochodów na niemieckim pograniczu wzrosła o 250 procent.  Potem nieco zmalała, ale ostatnio znowu rośnie. Wśród złapanych na gorącym uczynku, 70 procent złodziei samochodów, to Polacy.

Pojawił się też problem "zaboru drobnego mienia". Niemcy z wioski położonej przy granicy z Polską, jakoś znieśli kradzież wiertarki, kosiarki, a nawet świń czy cielaków. Ale kiedy zniknął traktor, usypali na granicy kamienny mur. Złodzieje nie mają żadnych skrupułów. Przykładem jest niemiecki cmentarz ofiar alianckich nalotów na wybrzeżu. Mosiężne tablice kradziono tam tak często, że zastąpiono je plastikowymi. Złomiarze są bezlitośni; z położonych na uboczu kościołów giną dzwony. Z ulic znikają włazy kanalizacyjne, czy pamiątkowe tablice.

Zdarzenie, które odbiło się echem na całym świecie, wystawiając nam fatalną opinię, to kradzież karawanu pogrzebowego wraz z ciałami. Gdy złodzieje zorientowali się co padło ich łupem, wyrzucili trumny z ciałami do lasu pod Poznaniem.

Nie tylko Niemcy stały się naszą "specjalnością". W czeskich przygranicznych powiatach powoływane są straże obywatelskie, do ochrony przed złodziejami z Polski. "Pilnujcie swoich gospodarstw, schowajcie do komórek kosiarki, traktorki, skutery i inne urządzenia" - takie apele na słupach ogłoszeniowych u naszych południowych sąsiadów nie są rzadkością.

Złego wizerunku w oczach naszych sąsiadów nie zmienią zapewnienia policji czy polskich władz przygranicznych miast - według których zjawisko kradzieży transgranicznych jest marginalne bo "czynniki" oficjalne zza południowej, czy zachodniej granicy, nie zgłaszają "problemu".

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama