Amstaff? "Zawsze takiego chciałem" (Relacja strażników)

MZ, źródło: Straż Miejska Wałbrzych | Utworzono: 2014-07-30 12:10 | Zmodyfikowano: 2014-07-30 12:11
A|A|A

Fot. strazmiejska.walbrzych.pl

W schronisku wszystkie boksy dla psów były zajęte. Pracownicy zaproponowali, aby umieścić na stronie internetowej placówki informacje o bezpłatnej możliwości przekazania czworonoga „dobrym ludziom”. Właściciel psa nie przystał na propozycję.

Tak rozpoczynają smutną opowieść strażnicy miejscy z Wałbrzycha. To historia jakich wiele. Podobną opisywaliśmy niedawno na www.prw.pl, ale wtedy skończyło się tragicznie:

CZYTAJ: Przywiązany pies umierał kilka godzin. Pomóż znaleźć sprawcę!

Tym razem finał okazał się szczęśliwy dla zwierzęcia, ale... nie uprzedzajmy faktów.

"Kilkanaście minut później dyżurny straży miejskiej odbiera telefoniczne zgłoszenie od przejeżdżającego ulicą Wałbrzyską kierowcy o przywiązanym psie do latarni. Zgłaszający oczekuje na miejscu. - W samochodzie mam videorejestrator. Całe zdarzenie, jak jakiś facet przywiązuje psinę do latarni, nagrałem - informuje funkcjonariuszy mężczyzna" - relacjonują mundurowi.

Dyżurny straży powiadamia pracowników schroniska, o porzuconym na ulicy Wałbrzyskiej amstaffie. - To ten sam, co chciał z godzinę temu zostawić psa u nas - informują pracownicy. - Zielonym nissanem był. Nauczeni doświadczeniem miejscy opiekunowie psów, zapisali numer rejestracyjny nissana. - Bo to nie pierwsze zdarzenie, że ktoś chce oddać psa, a potem zabieramy zwierzę z ulicy.

"W toku dalszych czynności ustalono dane właściciela zielonego nissana. Będzie on musiał wskazać osobę, która w piątkowe popołudnie poruszał się pojazdem i porzuciła psa na ulicy Wałbrzyskiej. Jako materiał dowodowy posłuży nagranie z videorejestratora. Mężczyzna odpowie za swoje zaniedbanie przed wałbrzyskim sądem"

Całą historia ma jednak szczęśliwe zakończenie. Podczas przeprowadzania czynności na ulicy Wałbrzyskiej do strażników podszedł 30-letni mieszkaniec ulicy Niepodległości. Mężczyzna zaoferował się, że jeśli pies został porzucony przez nieludzkiego właściciela, to on bardzo chętnie przyjmie amstaffa pod opiekę, bo zawsze marzył o takim zwierzęciu.

- To rzeczywiście ekspresowa adopcja - skomentowali pracownicy schroniska dla zwierząt, za których zgodą oddano psinę w nowe, lepsze ręce.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~XXX
2018-02-01 21:10:02
z adresu IP: (94.254.xxx.xxx)
Ocena: 0
Sama mam Amstaffka i kocham go, jak czytam takie rzeczy to aż mnie szlag trafia normalnie. Gnoja do latarni przywiązać... "Karma wraca", mam nadzieje, że wróci do właściciela ze zdwojona siłą. Tyle w temacie.
~istota
2014-08-12 21:43:19
z adresu IP: (5.184.xxx.xxx)
Ocena: 1
W polskich warunkach, przy nieodpowiedzialnosci wielu właściciel (są to często handlarze jogurtami czy częściami komputerowymi lub np. dresiarze) powinien być całkowity zakaz hodowli, sprzedaży i kupowania psów ras agresywnych a kary za nie pilnowanie znacznie wyższe!
~kaftan
2014-08-01 06:39:29
z adresu IP: (83.5.xxx.xxx)
Ocena: 0
Znajomi mieli ten sam problem z takim samym psem, ale nie oddali go do schroniska, tylko już wcześniej przewidując taki scenariusz poinformowali znajomych o tym, że jak się pies z dzieckiem nie"dogada" będą chcieli oddać. Udało się jednak pogodzić tą sytuację, i teraz pies i dziecko są przyjaciółmi. Rozumiem gościa, że chciał oddać amstafa do schroniska, lepsze to niż do worka i do jeziora, ale nie wykazał się nawet odrobiną chęci zmiany sytuacji.
~K.M.
2014-07-30 19:23:19
z adresu IP: (89.76.xxx.xxx)
Ocena: 0
Właściciel zwierzęcia powinien mieć prawo w każdym momencie odpłatnie uśpić i zutylizować zwierzę. To jest tylko zwierzę hodowlane ( chociaż dla nie których to przyjaciel, ale tacy ludzie nie pozbywają się psa) i tak powinno być traktowane. A w tej sytuacji szczególnie pies uznany przez właściciela za agresywnego powinien być z miejsca uśpiony, chyba że występuje zapotrzebowanie na adopcję takiej jednostki. Polityka trzymania zwierząt w masowych klatkach jest dla mnie procederem jednoznacznym ze zwierząt porzucaniem. Pies to pies a kot to kot, krowa to krowa i świnia świnią jest. Tylko dlatego, że do psa przywiązujemy się emocjonalnie nie oznacza wcale, że zabicie go jest czymś gorszym niż zabicie świni, krowy, kozy.....w zasadzie to jest czymś gorszym, bo psa się w naszej kulturze nie jada i to jest cała prawda o nas. Nikt by psa nie zabił, bo myśl o jego jedzeniu wywołuje emocje negatywne, ale schabowe wpieprzają wszyscy po kolei. A ja tą świnkę karmiłem codziennie, gnój po niej wyrzucałem, nawet przywiązałem się emocjonalnie, ale to przecież co innego....
~erwer
2014-07-30 12:54:04
z adresu IP: (217.153.xxx.xxx)
Ocena: 0
oczywiście nie można przywiązywać psa do latarni. to poza wszystkim. z drugiej strony, co miał ten człowiek zrobić? czekać, aż pies rzuci się na dziecko? ok, wiem, że to jego pies, ale są sytuacje różne w życiu... dawanie ogłoszeń, na które nikt nie opowie to nie rozwiązanie
Reklama