Parlament Europejski a prawa człowieka (Blog Eurowyborczy)

| Utworzono: 2009-05-31 14:35 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

Sala obrad Parlamentu Europejskiego w Brukseli (Fot. Wikipedia / Alina Zienowicz)

W piątek wziąłem udział w debacie oksfordzkiej na ten temat. Została zorganizowana we Wrocławiu w ramach Dnia Parlamentu Europejskiego. Imprezę firmowała Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej. W debacie uczestniczyli studenci IV i V roku Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego.

Byłem w grupie, która broniła tezy, że Parlament Europejski nie ma realnego wpływu na przestrzeganie praw człowieka na świecie. W głosowaniu publiczności przegraliśmy :) Ale powtórzę główne argumenty obu stron sporu i dorzucę kilka myśli od siebie.

Zwolennicy tezy o silnej pozycji Parlamentu Europejskiego wskazywali na jego liczne inicjatywy w zakresie praw człowieka. Przykłady: duża liczba rezolucji na ten temat, tudzież Nagroda Sacharowa przyznawana co roku czołowym opozycjonistom działającym w krajach rządzonych przez reżimy łamiące prawa człowieka. Notabene, naszej debacie przysłuchiwał się jeden z laureatów tej nagrody - Aleksander Milinkiewicz, opozycyjny kandydat na prezydenta Białorusi (posłuchaj wywiadu, jakiego tego samego dnia udzielił Radiu Wrocław).

Rezolucje Parlamentu Europejskiego w sprawie Tybetu przyniosły - zdaniem moich oponentów w debacie - wymierne efekty w postaci złagodzenia wyroków na więźniów politycznych w Chinach. Europarlament dba też o prawa człowieka w samej Unii Europejskiej. Przyjmuje petycje od obywateli (500-600 rocznie). Odrzucił zapisy, które godziły w swobodę korzystania z internetu na terenie UE.

Trzeba jednak dodać, że Parlament Europejski nie ma kompetencji do wcielania w życie swoich własnych rezolucji - przyznali moi oponenci. To jednak nie oznacza, że nie powinien nic robić. Przeciwnie. Trzeba działać, pamiętając, że "prawa człowieka potrzebują mnóstwo czasu i cierpliwości".

Moja grupa wyliczała liczne reżimy, które bezkarnie łamią prawa człowieka, choć są upominane przez Parlament Europejski. Przykłady: Chiny nie przestrzegają konwencji przeciw torturom, którą same podpisały. W niektórych krajach afrykańskich dzieci są wcielane siłą do różnych oddziałów wojskowych i paramilitarnych. Na Białorusi pozbawione praw rodzicielskich kobiety są przymusowo sterylizowane. W Birmie nic nie zmienia się na lepsze, choć domagał się tego Europarlament.

Wniosek: Parlament Europejski produkuje mnóstwo dokumentów, które nic nie dają. Mało tego. Jego mandat jest słaby, bo w kolejnych kadencjach frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest coraz niższa. Europarlament przypomina przedwojenną Ligę Narodów: jest szlachetny, ale nieskuteczny.

Moim zdaniem, słabość Parlamentu Europejskiego jest tylko elementem szerszego zjawiska - słabości całej Unii Europejskiej. Póki nie prowadzi ona własnej, jednolitej polityki zagranicznej i nie ma własnych, efektywnych narzędzi egzekwowania swojej woli na arenie międzynarodowej, to jej wpływ na przestrzeganie praw człowieka na świecie jest właściwie żaden. W dodatku nad UE ciąży coś, co nazwałbym przekleństwem geopolityki. Rozmaite deale o charakterze politycznym, gospodarczym, czy choćby energetycznym są uznawane za ważniejsze od krucjat w obronie praw człowieka (czy słusznie, czy nie - to temat na osobną debatę).

W walce z dyktaturami na pewno nie jest pomocna niechęć wielu państw europejskich do dalszego rozszerzania UE. A przecież są kraje - m.in. Białoruś - które oczekują woli przyjęcia ich do Unii. Po naszej debacie przypomniał o tym Aleksander Milinkiewicz.

Być może sposobem na przezwyciężenie tej instytucjonalnej słabości Parlamentu Europejskiego mogłaby być większa aktywność poszczególnych eurodeputowanych w ramach ich macierzystych partii politycznych. Wszak posłowie chadecji, czy frakcji socjalistycznej mają potencjalnie spory wpływ na politykę tych państw, w których rządzą ich partyjni koledzy. Dlaczego nie mieliby skorzystać z tego narzędzia w imię obrony praw człowieka?

P.S.: Dziękuję Marcinowi Koczanowi za zaproszenie do udziału w debacie.


(Zdjęcie przy tekście pochodzi z Wikipedii. Jego autorką jest Alina Zienowicz. Objęte jest licencjami GNU FDL i Creative Commons Attribution ShareAlike 2.5, 2.0 i 1.0).

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Monika
2009-06-05 12:10:15
z adresu IP: (150.254.xxx.xxx)
Ocena: 0
oczywiście, że ad rem:) salut
~Strzec
2009-06-04 15:00:43
z adresu IP: (77.113.xxx.xxx)
Ocena: 0
ad rem czy ad personam, Lekarko?
~Lekarka
2009-06-03 10:13:33
z adresu IP: (150.254.xxx.xxx)
Ocena: 0
do @Strzec jako wskazanie lekrskie zalecam Panu taką formułę: reforma in capite et in membris!!! Powodzenia.
~Strzec
2009-06-02 16:04:15
z adresu IP: (77.113.xxx.xxx)
Ocena: -1
Się Pan opamięta, jeszcze kilka takich uwag nt świętego PE i Pana odetną od internetu. Porównanie z LN bardzo celne. Cóż to za władza, ten PE skoro nie ma Władzy chociażby wykonawczej. Niech Pan napisze jak się dostać do Komisji Europejskiej. Myślę, że nazwa PE to co najmniej nadużycie semantyczne, taka nominalistyczna gierka, nie miałem tu na myśli syna słynnego Edwarda. Jaka wartość dodaną przynosi PE - nawet nie chodzi mi o skalę polska lecz europejską. Te wszystkie fajne apele, oburzenia sa oczywiście potrzebne - ale można by je załatwiać na poziomie wspólnych deklaracji poszczególnych MSZ. A tak mamy oto wyobrażenie, a nawet czyste sumienie PE wydało deklarację czy inny ważny, doniosły dokument a rura i tak będzie kładziona, Chińczykowie nadal będą robić swoje, nawet kontynuator dżudże nie pęka.
Reklama