Europe Cup: Tylko Śląsk wraca z Litwy szczęśliwy (ZOBACZ)

Bartosz Tomczak | Utworzono: 2015-11-18 19:45 | Zmodyfikowano: 2015-11-18 19:47
A|A|A

fot. archiwum prw.pl

                                                   Śląsk Wrocław - BC Siauliai

To było długo wyczekiwane zwycięstwo. Śląsk przełamał się w meczu z drużyną, z którą do tej pory odniósł jedyne zwycięstwo w FIBA Europe CUP. Mecz był na styku - prowadzenie zmieniało się 19 razy i 7-krotnie obie drużyny miały tyle samo punktów. Czwarta kwarta należała jednak do gości. Śląsk rozpoczynał ją prowadząc 64:62. Co prawda na 7:30 minuty przed końcem przegrywał 66:67, ale potem miał kluczową dla losów meczu serię. W cztery minuty wrocławianie zdobyli 14 punktów tracąc zaledwie 3. Świetny był wtedy Vitaliy Kovalenko. Miał dwa wsady i jedną trójkę i w dużej mierze to na nim opierało się zwycięstwo Śląska. Podkoszowy w cały meczu miał najwięcej spośród wszystkich na parkiecie 19 punktów i co warte podkreślenia trafił przy tym trzy trójki.

Wrocławianie zresztą rzucali fantastycznie. Po kiepskim meczu ligowym ze Startem Lublin kiedy tylko obijali obręcz teraz pokazali, że naprawdę potrafią grać skuteczny basket. Śląsk grał na 60% skuteczności (rywale 44%)! Wrażenie robiły też trójki - 10 trafionych na 18 oddanych (rywale 27%). To był klucz do zwycięstwa.



BC Siauliai - Śląsk Wrocław 80:97 (22:23, 19:25, 21:16, 18:33)

Punkty dla Śląska: Kovalenko 19, Heath 18, Smith 17, Jarmakowicz 11, Madden 8, Jankowski 8, Chanas 2

Punkty dla Siauliai: Marei 15, Scott 15, Leonavicius 12, Gusickas 9, Dambrauskas 9, Dudzinski 8, Ayers 8, Jomantas 4.
                                          

                                       Pieno Zvaigzdes - PGE Turów Zgorzelec

Drugi mecz na Litwie z udziałem dolnośląskie zespołu też rozstrzygnął się w czwartej kwarcie, choć emocji było o wiele więcej. W ostatnie 10 minut wchodziliśmy z remisem 52:52. PGE Turów objął prowadzenie po rzucie Kostrzewskiego. Potem to Pieno miało przewagę. Kiedy kontrę wykończył Gintvainis było 65:59 dla gospodarzy. Zgorzelczanie jednak walczyli. Trójkę trafił Karolak, z bliżej odległości punktował Dylewicz i na cztery minuty przed końcem było już tylko 64:65. Potem kluczową rolę odgrywał Dillon. Jego akcja 2+1 dała remis po 67, a kiedy trafił na 2 minuty przed końcem było 69:68 dla PGE Turowa! Na 71 sekund przed końcem goście prowadzili trzema punktami, ale nie wytrzymali. Gintvainis i Skucas wymusili przewinienia, trafili wolne i puścili zgorzelczan z torbami.

PGE Turów przegrał minimalnie 71:74, choć w drugiej kwarcie miał już 15 punktów straty. Żadna z drużyn nie zachwycała w ataku - obie trafiły 38%, a za trzy oddały po 4 celne rzuty nie przekraczając nawet 30% skuteczności.

Pieno Zvaigzdes 74:71 PGE Turów Zgorzelec (18:16, 22:16, 12:20, 22:19)

Punkty dla Pieno: Skucas 15 (10 zbiórek), Samenas 14, Agafonov 11, Gintvainis 9, Blaus 6, Olisevicius 6, Babrauskas 5, Carter 4, Moore 4

Punkty dla PGE Turowa: Dillon 20, Dylewicz 13, Harris 13, Karolak 12, Gospodarek 6, Kostrzewski 4, Krestinin 1

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~wrocław
2015-11-19 08:57:46
z adresu IP: (90.156.xxx.xxx)
Ocena: -1
brawo śląsk , brawo Rajković
Reklama