Twierdzi, że sprzedał samochód kwadrans przed wypadkiem. Usłyszał wyrok

Piotr Słowiński | Utworzono: 2015-11-26 19:33 | Zmodyfikowano: 2015-11-26 19:35
A|A|A

fot. Wikimedia Commons

Mieszkaniec Mysłakowic chciał uniknąć odpowiedzialności za śmierć. 23-latek twierdził, że sprzedał swoje auto 15 minut przed wypadkiem i to ktoś inny nim jechał i śmiertelnie potrącił kobietę. Tyle tylko, że rzekomo kupujący też już nie żył w momencie transakcji.

Jeleniogórski sąd nie dał wiary tej historii i wymierzył Dawidowi Sz. karę 5 lat wiezienia i dożywotni zakaz prowadzenia samochodu. Wyrok jest nieprawomocny.

Do zdarzenia doszło 16 listopada 2013 r. ok. 19.30. Przez jezdnię na Sudeckiej w Jeleniej Górze chciała przejść 60-letnia mieszkanka gminy Stara Kamienica. Szła z mężem, córką i przyszłym zięciem. Srebrne BMW uderzyło w nią, a kierowca odjechał nie udzielając pomocy. Kobieta zmarła.

Po 9 dniach Dawid Sz. zgłosił do organów ścigania. Tłumaczył, że feralne BMW sprzedał 15 minut przed wypadkiem. Problem w tym, że człowiek, który miał ten samochód kupić nie żył i to od 2009 roku. Istnieje także druga umowa sprzedaży tego pojazdu. Sporządzona miesiąc po wypadku. Tym razem rzekomy kupiec zarzeka się, że nigdy nie miał takiego auta, a autentyczności jego podpisu nie udało się potwierdzić.

Samo BMW, które miało uczestniczyć w wypadku rozpłynęło się w powietrzu. Wiadomo, że 15 minut przed wypadkiem Dawid Sz. był widziany w BMW w okolicach szpitala w Jeleniej Górze. Później przejazd pojazdu zarejestrowały kamery monitoringu. Na miejscu wypadku znaleziono fragmenty karoserii identycznego BMW. Mężczyzna odpowiadał także za złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów, znieważenie policjantów, jak również pobicia mężczyzny bez powodu na stacji benzynowej.

POSŁUCHAJ materiału z maja 2014 roku: Nietypowy proces w sprawie śmiertelnego wypadku

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama