Bianka już po wizycie! Amerykański specjalista zmienił plan leczenia

Maja Majewska | Utworzono: 2016-08-24 11:48 | Zmodyfikowano: 2016-08-24 11:48
A|A|A

Bianka do Nowego Jorku przyleciała w weekend. Wczoraj miała pierwszą wizytę u specjalisty, który podjął się leczenia 2 - letniej wrocławianki. Dziewczynka będzie miała podawaną specjalną, miejscową chemię, która ma zabić komórki rakowe nie niszcząc przy tym całego organizmu. Bianka dostała szanse na leczenie w USA dzięki ofiarności internautów, którzy złożyli się na wyjazd. Mama dziewczynki Katarzyna Drewnowska - Socik napisała na Facebooku bardzo emocjonalny wpis.

Przepraszam, że piszę dopiero teraz. Dziś po prostu musiałam się położyć po południu. Padłam jak duracelek po wyczerpaniu baterii. Noc miałam nieprzespaną,.. a potem jak zaczęliśmy rozmawiać z anestezjologiem zrobiło mi się słabo.. musielibyście zobaczyć minę tego młodego człowieka he he ale nie zemdlałam, dostałam soki, wodę, krakersy....ale ja nigdy nie mdleję.

Badania, wybudzenie, rozmowy - wszystko trwało około 5 godzin. Potem poszliśmy załatwić formalności w drugim szpitalu gdzie podają chemię, potem do domku na rosołek...

Lekarz powiedział, że w Polsce mielibyśmy zero, zero! procent szans na zachowanie gałek ocznych! powiedział, że polska chemia nie leczy tego raka, że byłyby wznowy i że w jej przypadku żeby ratować jej życie trzeba by wyciąć jej oczka. Powiedział, że w ostatnim roku na świecie 50% dzieci z tą chorobą zmarło. (na świecie). i że w jej przypadku są dwie metody leczenia - wycięcie oczek lub chemia dotętnicza która jest wymyślona i udoskonalona przez niego. Pochwalił nas za szybką reakcję a mnie szczególnie za niezałożenie dojścia centralnego do podawania chemii :)

Bardzo Wam dziękuję, że mogliśmy szybko zareagować :)

Pan doktor przewiduje około 4 dawek tej chemii, każda podawana co miesiąc. Pomiędzy nimi wizyta kontrolna, badanie krwi itp. Powiedział też, że zmienia plan leczenia, nie przewiduje laserów i krioterapii (które są mniej inwazyjne), przynajmniej na tym etapie leczenia, bo Bianka ma za bardzo rozsiane guzy, tylko będzie podawał jej za każdym razem zastrzyk z chemią bezpośrednio do oczu a dzień później chemia przez tętnicę udową bezpośrednio do oczu. Przez to dawka chemii w oczach będzie bardzo wysoka ...chemia do oczek będzie miała różne składniki do prawego i do lewego żeby w razie uszkodzeń, jedno oczko działało...

Potem dalsze leczenie, ale wszystko po kolei...

W trakcie narkozy sprawdzali jakimiś elektro coś tam poziom widzenia w oczkach. I tu nas zaskoczył - powiedział, że ona widzi na poziomie 20-30% średnio. Może nauczyła się z tym funkcjonować...

Z dobrych rzeczy - pan doktor uważa, że jest 95% szansy na zachowanie oczek (z lewym jest gorzej) oraz powiedział, że większość dzieci zachowuje poziom widzenia z jakim przyjechało, właściwie jest minimalne ryzyko, ze wzrok jej się pogorszy.

Ze złych rzeczy - uświadomił nam, że jeśli ona ma zmutowany gen (a raczej ma bo to przypadek obuoczny) to będzie narażona do końca życia na inne raki :( Będziemy robić badania genetyczne, żeby to sprawdzić.

Czyli nie jest najgorzej. A właściwie jest dobrze bo jesteśmy tu gdzie powinniśmy być i pan doktor jest optymistycznie nastawiony do leczenia Bianki.

Chemioterapia będzie w czwartek a jutro (w środę) mamy wizytę u pediatry.

Ja się dziś rozklejam. Chyba wszystko mi puszcza. Jak patrzyłam na jej zdjęcia gdy była w szpitalu z pokrzywką, albo jeszcze w maju nad morzem, gdy byliśmy nieświadomi wszystkiego to ryczeć mi się chce... :(

Muszę trzymać się dla niej, ale jest mi coraz trudniej. Dobrze, że spotykamy fantastycznych ludzi na swojej drodze. Może jutro opowiem o tym coś więcej...

Buziaki, trzymajcie się kochani.
Kasia

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama