Tadeusz Samborski o Teatrze Polskim: Nie ma ludzi niezastąpionych

Piotr Kaszuwara | Utworzono: 2016-09-15 10:40 | Zmodyfikowano: 2016-09-15 10:45
A|A|A

archiwum radiowroclaw.pl

Piotr Kaszuwara: Sytuacja w Teatrze Polskim nie uspokaja się. Przeciwko wyborowi Cezarego Morawskiego na nowego dyrektora zaczynają występować środowiska twórcze. Niedawno list otwarty w tej sprawie wystosowała dyrekcja Festiwalu Teatralnego Dialog. Głos zabierają też politycy, między innymi Ryszard Petru, szef .Nowoczesnej. Wszyscy domagają się jednego - unieważnienia konkursu, bo uważają, że był przeprowadzony niesprawiedliwie. O forsowanie jednego kandydata i ustawienie konkursu obwiniają Pana.

Tadeusz Samborski, członek Zarządu Województwa: Zdecydowanie dementuję przypuszczenie, że mógłbym wpływać na wyniki prac komisji konkursowej. Jest to obraźliwe w stosunku do mnie, ale też w stosunku do 9 osób w komisji. Teatr nie powinien być elementem politycznych przetargów. Apele sił politycznych moim zdaniem są nie na miejscu. Unieważnienie konkursu jest niemożliwe, bo został przeprowadzony zgodnie z prawem. Poza tym żadna ze stron nie wniosła konkretnego zarzutu, co do jego organizacji. Jest oczywiście droga prawna, którą można obrać, jeśli ktoś ma wątpliwości. Totalne negowanie wyników i tworzenie klimatu niepewności i zamętu źle służy teatrowi. Nowy dyrektor szuka porozumienia i nowego modelu relacji między zespołem, żeby prowadzić i nadal rozwijać teatr.

Jakie miał Pan relacje z Krzysztofem Mieszkowskim? Dobrze się Panu z nim współpracowało?

Można to rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. W relacjach towarzyskich był bardzo interesującym rozmówcą. Natomiast pewna część jego działalności, dotycząca gospodarowania środkami finansowymi oraz sposób artykułowania aspiracji artystycznych, niespójnych z możliwościami finansowymi teatru, to budziło kontrowersje.

Teatr Polski ma dziś ponad milion złotych długu. Jest szansa, że Cezary Morawski wystartuje od zera? Tak jak wnioskował podczas konkursu?

Nie ma takiej możliwości. Ten proces może być natomiast rozłożony w czasie. Mam takie przesłanki, że do tej idei częściowej niwelacji długu, przychylnie jest ustosunkowane Ministerstwo Kultury. No i oczywiście my, jako samorząd województwa też nie pozostaniemy obojętni. Część tego zadłużenia być może niedługo zrealizujemy, ale zerowa opcja będzie możliwa dopiero w pewnej perspektywie, po dobrym gospodarowaniu przez nowego dyrektora.

Czy Teatrowi Polskiemu była potrzebna taka zmiana? Mówi się, że Krzysztof Mieszkowski budził kontrowersje. Nowy dyrektor też je wywołuje. Wszystko, co dzieje się dookoła chyba nie służy Teatrowi.

Mam nadzieję, że ci, którzy nakręcają spiralę niepokoju wokół teatru mają świadomość, iż szkodzą. Zastanawiam się skąd w ludziach jest tyle złej woli. Kłóci mi się to z pojmowaniem zachowań ludzi, bądź, co bądź wysokiej kultury. Mam taki dysonans, jak się ludzie kultury powinni wobec siebie zachowywać. Nie wiem, czy wielu młodych aktorów, którzy negują Cezarego Morawskiego sami mają tak wielki dorobek artystyczny. Sprowadzanie go tylko do roli aktora, który grał w telenowelach, to tworzenie uproszczonego obrazu człowieka o dużo bogatszym charakterze i dorobku.

Część pracowników, zrzeszonych w związku zawodowym OZZ Inicjatywa Pracownicza weszła w spór zbiorowy z nowym dyrektorem. Chcieli między innymi podwyżek, utworzenia przedszkola na terenie teatru, czy wprowadzenia stanowiska rzecznika osób homoseksualnych. Po co ten spór? Czy rzeczywiście postulaty były nie do zaakceptowania?

Po pierwsze, to się dziwię, że jeśli jest taka paląca potrzeba, to można było ją zgłosić jeszcze za dyrektora Mieszkowskiego. Natomiast tego nie było. W momencie, kiedy pojawia się nowy dyrektor to zgłasza się postulaty trudne do zaakceptowania. Moje subiektywne odczucie w tej sprawie jest takie, że zostały one przedstawione tylko po to, żeby wejść w spór z nowym szefem.

Może po prostu aktorzy i pracownicy boją się zwolnienia? Piotr Rudzki, kierownik literacki teatru mówi wprost, że pewnie będzie pierwszym do odstrzału, bo w konkursie sprzeciwił się otwarcie kandydaturze Cezarego Morawskiego i razem z Krystianem Lupą nawet nie podpisali protokołu konkursowego i wybiegli z budynku. Może w ten sposób pracownicy chcieli się zabezpieczyć przed natychmiastowym zwolnieniem?

Ten strach jest niczym nieuzasadniony. Liczy się talent. Każdemu dyrektorowi zależy, żeby aktorzy grali dobrze. Żeby premiery się odbywały. Nie sądzę, żeby nastąpił tu jakiś odwet lub zemsta. Cezary Morawski, tak mi się wydaje, chyba nie ma takich cech osobowości.

Byłaby to tragedia dla teatru. Czy grozi nam, że nowy sezon nie wystartuje, bo nie będzie aktorów?

Byłby to jakiś moment kryzysowy, ale każdy zespół i teatr nawet po największych kataklizmach się odbudowuje. Takiego scenariusza nie należy przewidywać i wdrażać, bo byłoby to cofnięcie w rozwoju teatru. Nie należy go poddawać wstrząsom, bo to teatr uznany na świecie. Oczywiście, jest to indywidualna sprawa odpowiedzialności aktorów. Nie ma ludzi niezastąpionych. Ja jednak podejrzewam, że tak się nie stanie. Wierzę w szlachetność aktorów Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Czy Teatr Polski ma szansę przetrwać, jako teatr premierowy? Wielu twórców odmawia współpracy z nowym dyrektorem. Krystian Lupa już zrezygnował z przygotowań do Procesu Kafki, Olga Tokarczuk też nie chce wystawiać Ksiąg Jakubowych.

Teatr Polski nie straci renomy teatru premierowego. Może będzie ich mniej, bo jest to spowodowane sytuacją ekonomiczną. Jeśli chodzi o odmowę wielkich twórców. Kłóci się to z wołaniem "ginie teatr, ratujmy teatr". Jeśli mamy ratować teatr, a jednocześnie nie chcemy dla niego pracować, to na czym ta pomoc ma polegać? Większość argumentów to zarzuty ad personam. Stawianie warunków, stawianie człowieka z tej samej grupy zawodowej pod ścianą nie budzi sympatii i zrozumienia. Może tylko wśród pewnej wąskiej grupy. Poza tym są twórcy w różnych regionach Polski i świata. Jeśli Pan Morawski będzie o nich zabiegał, to teatr nie straci na jakości.

Pierwszą sztuką na dużej scenie w nowym sezonie ma być "Śmierć i dziewczyna", czyli przedstawienie za które, jak się mówi, Krzysztof Mieszkowski stracił stanowisko.

To jest nadużycie i nadinterpretacja. Pan Mieszkowski chce się postawić w roli cierpiętnika. Nikt go nie odwoływał. Odbył się konkurs, nie startował w nim, skończył mu się kontrakt i takie są reguły gry. Nie wiem, komu potrzebny jest wizerunek dyrektora cierpiętnika, czy dyrektora pokrzywdzonego. Pan Mieszkowski sam wybrał dla siebie inną rolę. Tyle mogę tylko powiedzieć.

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY Z TADEUSZEM SAMBORSKIM:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Obywatel GPC
2017-10-10 18:15:52
z adresu IP: (78.10.xxx.xxx)
Ocena: 1
JEŻELI KTOŚ NIE MA OCHOTY PRACOWAĆ, PRZECIEŻ NIKT NIKOGO NIE ZMUSZA. AKTORZY MOGĄ ZMIENIĆ TEATR. TO TAK JAKBY PRACOWNICY URZĘDU MARSZAŁKOWSKIEGO CHCIELI ZMIANY MARSZAŁKA. CIEKAWE KTO BY NA TO POZWOLIŁ
~Hella
2017-03-19 11:55:56
z adresu IP: (93.181.xxx.xxx)
Ocena: 0
Podobnie jak w Urzędzie Marszałkowskim. Tam też, panie Samborski, nie ma ludzi n!iezastąpionych
~Petru
2016-09-17 08:10:43
z adresu IP: (78.8.xxx.xxx)
Ocena: 11
Brawo ze doszlo do tych zmian w teatrze polskim wielki szacunek dla pana Samborskiego za konsekwencje
~Nie Widz
2016-09-15 18:38:23
z adresu IP: (78.11.xxx.xxx)
Ocena: 8
Brawo Panie Taduszu. Ma Pan 100% racji. Czym zbudowali mit teatru. Układami i załarwianiem sobie wyjazdów. Wązka grupa obecnie protestująca została odcięta od koryta. Teraz walczą o nie pod przykrywką sztuki. Jeżeli nie chcą grać to niech idą do seriali, śmieją się z nich ale robią wszystko żeby się do seriali załapać i szarpać kasę. Mam nadzieję że teraz będzie normalność w tej instytucji. Teraz trzeba sypnąć troszkę pieniędzy na nową premierę pomóc oddłużyć instytucję, a kukiełki żucą się na role jak myszki na ser.
Reklama