King Crimson zagra po raz pierwszy we Wrocławiu!

Michał Kwiatkowski | Utworzono: 2016-09-20 17:05 | Zmodyfikowano: 2016-09-20 17:05
A|A|A

fot: King Crimson FB Official

Jak mantra pokutuje stwierdzenie, że King Crimson to legenda tylko i wyłącznie progresywnego rocka. Nie wnikając w zasadność i szerokość tej definicji, trzeba postawić sprawę jasno: King Crimson to zespół ważny dla muzyki w ogóle, nie tylko jakiegoś sztucznego jej odgałęzienia, stworzonego przez krytyków, tylko i wyłącznie dla łatwiejszej klasyfikacji zjawisk dźwiękowych.

Wolty i przetasowania w składzie sprawiły, że dwór Karmazynowego Króla z kwintetu grającego na „In the Court of the Crimson King”, po zaledwie 5 latach zredukował się do tria („Red”), by w latach 1980 powrócić jako kwartet (kolorowa trylogia „Discipline”, „Beat”, „Three of a Perfect Pair”), a finalnie, już za kilka godzin, wystąpić przed wrocławską publicznością w składzie 7-osobowym, z trzema perkusistami!

Przetasowania osobowe miały oczywiście wpływ na muzykę. Stylistyczne zmiany, których od samego początku prowodyrem był Robert Fripp, obejmowały mariaż klasycyzujących form („Islands”), z eksperymentami z muzyką minimalistyczną („Moonchild”), czasami wręcz trącając o awangardę, każdorazowo jednak wyprzedzającą swój czas („21st Century Schizoid Man”, „Larks' Tongues in Aspic Part II”, „Thela Hun Ginjeet”). Zresztą charakterystyczne było to, że w grę nigdy nie wchodziła powtarzalność ani tworzenie muzycznej kalki – format King Crimson zawsze oznaczał progres, przesunięcie granicy wykonawczej i kompozytorskiej.

Co do tego ostatniego można mieć co prawda wątpliwości, biorąc pod uwagę reaktywację King Crimson w latach 1990., ale ostatnie dokonania albumowe („A Scarcity of Miracles”) czy obecna trasa koncertowa „The Elements of King Crimson” to wprowadzenie przez Frippa po raz kolejny nowego konceptu. Nawet jeśli w wypadku płyty długogrającej nie do końca był on przekonujący, to jednak wciąż był ruchem w nowym kierunku.

Roberta Fripp, Jakko M. Jakszyk, Mel Collins, Tony Levin, Gavin Harrison, Pat Mastelotto i najnowszy nabytek - Jeremy Stacey, pojawią się na scenie wrocławskiego Narodowego Forum Muzyki, dziś i jutro, punktualnie o 20:00. Setlisty przedstawiają się imponująco i milcząco potwierdzają to, co wielu szczęśliwców od kilkunastu miesięcy z uporem powtarza: to najlepszy skład w historii zespołu, po raz pierwszy potrafiący zagrać wszystko, w tym niesłyszane od lat „Epitaph”, „Starless” czy „Sailor's Tale”.

Jak będzie we Wrocławiu?

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Informujemy, ze wydarzenia zaplanowane w Sali Koncertowej Radia Wrocław do końca czerwca 2020 r. nie odbędą się. O zmianach terminów będziemy Państwa informować na bieżąco.
Reklama