Włodzimierz Majakowski Superstar (recenzja)

Grzegorz Chojnowski | Utworzono: 2008-10-13 19:15 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

fot. B. Sowa (www.wteatr.pl)


Majakowski jest dziś poetą, którego się nie czyta, legendą zanurzoną w obłok zapomnienia, tak jak osłabłe leninowskie słowa i serce pewnej rewolucji. Żyjemy w całkiem innym świecie, niemal zdezynfekowanym z emocji, jakie kiedyś potrafiły rozpalać niespokojnego ducha wolności, by po chwili tego ducha uwięzić w ludzkim ogrodzie zoologicznym. Dawniej się czuło, piło, rozmawiało, przeżywało i pisało. Była wojna, stało się w kolejkach po śledzie, wesele kończył pożar, a poeta (np. Majakowski) mówił i go słuchano. A nawet tłamszono za to, że rzeczywiście znaczył. Teraz zamiast poety, teatru mamy plastikowe studio telewizyjne i zmanierowanego prowadzącego, oklaski na żądanie, poukładane towarzystwo polityczno-obyczajowych quasi-antagonistów. Talk-show. Ale za to nie istnieje cenzura (tylko oglądalność i reklama).

Krystyna Meissner wróciła we wrocławskim Współczesnym do zrobionej w stanie wojennym w Zielonej Górze sztuki Majakowskiego. Po co? Komunizm wybrzmiał przecież w kapitalistycznej rzeczywistości zupełnie, odgrywa dzisiaj rolę bezpiecznego sentymentu albo politycznego rekwizytu. Czyżby więc chodziło o krytykę skończonego systemu, teatr historyczny (jak zamówione przez prawicę poniedziałkowe produkcje TVP)? Bez sensu. Ale reżyserka wrocławskiej „Pluskwy" od zawsze lubi wojować z sensem i z sukcesem lub tylko ambicją iść na przekór. Teatr Współczesny pod jej wodzą wylansował Klatę, docenił Warlikowskiego, ciągle szuka, najbardziej chyba dialogu z widzem.

Meissner dobrze wie, że „Pluskwa" to żadna ramota, lecz rzecz co najmniej uniwersalna, podobnie jak los poety przeklętego. Pierwsza część przedstawienia rozgrywa się w teatrze bolszewickiej zadymy, z udziałem cenzora, który przeżuwa autorsko-reżyserską wersję żarliwie satyrycznych tekstów, zostawiając ogryzek. Ta odsłona „...np. Majakowskiego" iskrzy słowem, dźwiękiem i obrazem, na scenie pełno śmieci, dymu, niemal czuć zapach potu i weselnej wódki. Prisypkin (idealny Andrzej Mastalerz), główny bohater sztuki, wżenia się w mieszczańską rodzinę, aby „żyło się lepiej", z manierami „jak się patrzy". Ale ten teatr ma jeszcze jednego protagonistę: samego autora (porywający i wiarygodny Bartosz Woźny). Majakowski nie może się pogodzić z systemową hipokryzją i opuszcza swoje czasy. Wehikuł przenosi go w przyszłość. Jest 7 listopada 2008, rocznica rewolucji, studio telewizyjne, program „Wiwisekcja show" prezentujący wybudzanie towarzysza Prisypkina z hibernacji.

Dla Krystyny Meissner sztuka i postać Włodzimierza Majakowskiego są pretekstem do obnażenia sztuczności naszej kultury i, przy okazji, przypomnieniem o szlachetności prawdy, o którą poeta kruszył pióro i samobójczo zastrzelone serce. Tą prawdą jest człowiek, w swoich najmniejszych pragnieniach polepszenia bytu i największej wolnościowej energii, w nadziei i rozczarowaniu, w buncie i poczuciu obcości. W indywidualności. Majakowski to przykład doskonały.

Oglądałem to przedstawienie z podziwem i szacunkiem. Podziw wzbudza pierwsza część, klarowna i stylowa. Szacunek należy się reżyserce za część drugą, za odważnie dopisany i rozegrany ciąg dalszy według reguł telewizyjnego show. Widać powierzchowność środków, śmieszno-groźną maskę tabloidowej wersji rzeczywistości. Tam teatr, tu telewizja. Kluczowym łącznikiem wydaje się reżyser-redaktor (niełatwa podwójna rola Tomasza Cymermana), tam po ludzku chwiejny i wkurzony, tu mechanicznie wyuczony. Jak dla mnie kontrast między obiema odsłonami bywa niepotrzebnie dosłowny, przesłanie nazbyt czarno-białe. Zabrakło dramaturga klasy Majakowskiego. Ale za to ogląda się znakomicie i dzieje się w widzu ten żal za poetą, czyli krwią, za pluskwą, czyli dotykiem. Za brudem, który w sterylnym studiu nie ma szansy, gdy czuwa sprzątaczka (brawa dla Łucji Burzyńskiej). Za tą starą „nową sztuką - taką - żeby wywlec z błota Republikę".
...................................................................
„...np. Majakowski" wg tekstów W. Majakowskiego. Reż. Krystyna Meissner.
Wrocławski Teatr Współczesny, 12.10.2008

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~majakowski
2019-10-29 20:50:05
z adresu IP: (220.238.xxx.xxx)
Ocena: 0
Tendencyjny-zawsze są dwie strony medalu-sentyment do lewicy jednak. Prawda jest poza telewizją. Lewicą z błota nie wywleczesz. Nigdzie się to nie udało i nie udaje. Są inni polscy bohaterzy, którzy walczą o prawdę. Niekoniecznie Majakowski. Nieaktualny, niestety.
Reklama