"Rysa" - znakomity film o lustracji. Ale nie tylko (Zobacz)

Jan Pelczar | Utworzono: 2008-09-25 12:20 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

(Kadr z trailera filmu)

"Rysa" to film idealnie skrojony dla detalistów. Ale dzięki swej hipnotycznej mocy i otwartości sekwencji końcowych zachwyci nie tylko ich.

Opowieść zbudowana jest jednak na detalach, niedostrzegalnych z dalekiego planu niczym tytułowa rysa. Rysa – nie pęknięcie. Jako symbol pojawia się w otwierającej film scenie imienin, na zdjęciu ojca głównej bohaterki. Jadwiga Jankowska-Cieślak uspokaja gościa, który uderzył w szkło piłeczką golfową - to jedynie rysa. Czy uspokaja siebie? Nie wiadomo.

Później widz przekona się, że jej bohaterka posiada cechy "córeczki tatusia". Zdjęcie będzie zabierać ze sobą wszędzie, do każdego swojego azylu. A taka izolacja stanie się jej potrzebna.

Joanna straci zaufanie do Jana - męża, z którym przeżyła 40 lat. Obserwować będziemy rozpad wieloletniego, zgodnego małżeństwa krakowskich naukowców. Wszystko przez kasetę, którą ktoś przyniósł jako prezent. Nagrano na niej program lokalnej telewizji z historykiem, byłym ubekiem, rzucającym oskarżenie pod adresem męża Joanny. Znamienna postać pojawia się w roli oskarżyciela. To Ryszard Filipski, Hubal z filmu Poręby. Według słów jego najnowszego bohatera Jan miał skłamać wyborem życiowym, uwieść przyszłą żonę i stanąć przed ołtarzem jako agent, piszący donosy na ojca wybranki, zasłużonego profesora, członka opozycji, który przesiedział swoje w stalinowskim więzieniu. Teraz oskarżony w ten sposób główny bohater zaprzecza i czuje się upokorzony najmniejszymi wątpliwościami żony.

Jej prywatne śledztwo nie może przynieść dobrej odpowiedzi. Nawet niezbite dowody na brak winy męża nie zwrócą mu honoru i zawiedzionego zaufania. Dowodów nie ma, a poszlaki, które mogą świadczyć o złej woli sprzed lat znajdą się zawsze. Krzysztof Stroiński dostał w "Rysie" szansę na precyzyjną rolę i jej nie zmarnował.

Zobacz trailer "Rysy":

Z dwuznacznymi dialogami splątano tu wiarygodną w najdrobniejszych szczegółach codzienność. Michał Rosa, reżyser i scenarzysta, topi historię lustracyjną w niedopowiedzeniach. Każdy widz może spokojnie obrać swoją stronę prawdy - jak na proces poszlakowy przystało. Lustracyjny polski chaos objawia się w "Rysie" w sposób najbliższy życiowym doświadczeniom wielu obywateli dawnej PRL.

Nagroda za scenariusz przyznana filmowi podczas festiwalu w Gdyni to jeden z wielu kontrowersyjnych werdyktów tegorocznego jury. Rok temu identyczną nagrodę otrzymał Jerzy Stuhr za "Korowód", który spłaszczał temat lustracji, obracał w moralitet i komedię romantyczną z nadzieją w nowym pokoleniu. "Rysa" Rosy, najlepszy film autora "Ciszy" i "Co słonko widziało", zabiera przestrzeń bohaterom i daje ją widzom. Konkretną historię lustracyjnego dramatu można odebrać w sposób uniwersalny. Tytułowa rysa niszczy wieloletni związek, w którym zabrakło zaufania, niszczy rodzinę, w której zabrakło scementowanych więzi.

Kolejny rozdział to główna rola Jadwigi Jankowskiej-Cieślak. Sucha pani profesor, która uśmiecha się jedynie złośliwie lub wyrozumiale zdaje się korzystać z szansy przejścia na drugą stronę rysy. Patrzy z góry na przerażonego męża, desperacko łaknącego kontaktu i wszelkiej formy zapomnienia, porozumienia. Na kolegę z pracy, oglądającego się za studentkami. Wreszcie na studentów, którzy podlegają tym samym prawom natury, co opisywane na zajęciach "robaczki".

Czy Joanna w swym własnym okrucieństwie nie widzi szansy na fragment nowego życia? Scena zbicia szyby, przebieranki i odsłuchiwania cudzej automatycznej sekretarki pokazuje tęsknotę za ucieczką, ale jednocześnie może dać podstawy do zrozumienia i wybaczenia komuś, kto wiódł podwójne życie.

Córka w epizodzie Kingi Preis pojawia się w filmie, by zaświadczyć, że właśnie wspólne życie świadczy o człowieku najpełniej. Nawet tajemnicza postać, która pojawi się u boku Jana, nawet zachowanie byłego agenta-historyka nie może nas wówczas przekonać, że Joanna odwróciła się od drania. Odwróciła się od życia, na którym pojawiła się rysa. Zdjęcie zachowała.


(Tekst ukazał się równocześnie w magazynie filmowym "Klaps", na stronie Radia RAM).

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama