PGE Turów - Trefl 68:75: Kompromitacja!

Bartosz Wiśniewski | Utworzono: 2010-05-02 19:51 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

fot.K&M Ziółkowscy/foto.ziolo.eu

Niedzielny mecz rozpoczął się od mocnego ataku graczy Trefla Sopot, którzy w pierwszej kwarcie praktycznie wyeliminowali z gry rozgrywającego Turowa Zgorzelec Justina Graya. Amerykanin w dodatku szybko popełnił 3 faule i musiał usiąść na ławce rezerwowych. Druga kwarta wlała odrobinę nadziei w serca zgorzeleckich kibiców. Po trafieniu zza linii 6,25 cm Konrada Wysockiego Turów prowadził 25:21. Jednak od tego momentu było już tylko gorzej.

Podopieczni trenera Karlisa Muiznieksa zacieśnili strefę podkoszową, maksymalnie utrudniając zadanie liderowi zgorzeleckiego zespołu Michaelowi Wrightowi i wykorzystując bierną postawę gospodarzy wyszli na kilkunasto punktowe prowadzenie.

Na niespełna pięć minut do końca spotkania Trefl prowadził w Zgorzelcu różnicą ponad 10 oczek. Wtedy w szaleńczą pogoń ruszyli zawodnicy Turowa. Jednak okazało się że na odrabianie strat jest już za późno. Turów Zgorzelec przegrał w czwartym spotkaniu ćwierć finału Polskiej Ligii Koszykówki z Treflem Sopot 68:75 i tym samym odpadł z dalszej części rozgrywek.

Dla Zgorzelczan był to jeden z najgorszych sezonów w historii występów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Nietrafiony dobór szkoleniowców, chybione transfery, zła atmosfera w drużynie. To wszystko złożyło się w całość w postaci kompromitującej końcówki sezonu. Pozostaje mieć nadzieję że władze klubu wyciągną odpowiednie wnioski na kolejny sezon.

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama