Jan Urban o reprezentacji w Rozmowie Dnia Radia Wrocław [SŁUCHAJ]

Przemek Gałecki | Utworzono: 2017-10-06 15:50 | Zmodyfikowano: 2017-10-06 15:50
A|A|A

fot. Andrzej Owczarek

Miałem nadzieję, że dziś będziemy już świętować, jednak otwieranie szampanów musimy odłożyć do niedzieli. Ale powody do radości mamy - Polska pokonała Armenię 6:1 - pozostajemy liderem tabeli w eliminacjach do MŚ.

Zgadza się, odnieśliśmy zdecydowane zwycięstwo, cały mecz mieliśmy pod kontrolą, na pewno bramka szybko strzelona przez Kamila Grosickiego pomogła w tym, żeby grać spokojnie i aby wygrać. Tak się złożyło, że musimy czekać do do niedzieli, został jeden mały kroczek.

Coś budzi Pana obawy? Gdzie czuje Pan braki oglądając mecze reprezentacji?

Patrząc na wczorajszy mecz można powiedzieć, że zagrali koncertowo, sytuacja i bramka dla Armenii to stały fragment gry, to się zdarza. Teraz, w ostatnim spotkaniu, nie jest już ważne, kto będzie grał. Emocje są tak duże, tak bliski do osiągnięcia cel, na który tak długo się pracowało i świadomość tego, że można to zrobić na własnym boisku, przed własną publicznością, to wszystko tak nakręca zawodników, że nie wyobrażamy sobie, żeby tego nie dokonali.

Ale myślimy już o mundialu - chcielibyśmy, żeby i tam zespół coś pokazał. Mamy 12 bramek straconych, najwięcej wśród liderów grup eliminacji. Przed Europo byliśmy o wiele bardziej skuteczni w obronie. W tej formacji nie potrzeba nam wzmocnienia?

Mieliśmy dużo różnych problemów właśnie przede wszystkim w tej formacji, wczoraj też z konieczności na lewej obronie musiał grać Bartek Bereszyński, to się zdarza. Do Mundialu zostało dużo czasu, myślę o tym, że będziemy mieli większość zawodników zdrowych, gotowych go gry, że to Adam Nawałka będzie miał problem z wyselekcjonowaniem wszystkich zawodników, którzy będą pukali do drzwi i okien, żeby jechać. Jeżeli wszyscy zawodnicy będą do dyspozycji, nie będzie żadnego problemu.

Kuba Błaszczykowski zagrał dobrze, ale jeszcze bardziej cieszy powrót Grzegorza Krychowiaka, który pokazał się z dobrej strony. Był moment, że wypadł z kadry.

Dobrze się stało, że w tak nietrudnym spotkaniu mógł zagrać i wrócić do formy. Dla każdego zawodnika, który nie gra przez dłuższy czas, brak rytmu meczowego to poważna sprawa. W piłkę nie zapomina się grać, problemy zaczynają się, gdy jest poważna kontuzja. Ale w przypadku Krychowiaka tylko brak rytmu spowodował, że Adam nie korzystał z jego usług. Wszyscy wiemy, jak ważną postacią jest dla naszego zespołu.

Najmocniejszy punkt to Pana zdaniem, niech zgadnę, Robert Lewandowski.

To wie cała Europa, a na MŚ cały świat. Liczby, które za nim idą, potwierdzają to.

Jest najbardziej skutecznym reprezentantem Polski w historii. 50 bramek w reprezentacji to już coś.

Tak, jest rekordzistą reprezentacji. Jego rekordy w reprezentacji, w klubie, w ML są niesamowite. Robert na pewno będzie śrubował wiele rekordów, nie tylko ten z reprezentacji.

Skupia na siebie całą uwagę, trener Armenii mówił: 11 chłopa musi pilnować Lewandowskiego. To szansa dla pozostałych zawodników.

Korzystał z tego Arek Milik, choć miał często dużo dobrych sytuacji, a od czasu do czasu się mylił. Na pewno ułatwiało to i jemu, i innym zawodnikom grę w polu karnym.

Teraz na Milika musimy poczekać.

Miejmy nadzieję, że do mundialu zdąży. Ale lepiej żeby wrócił o miesiąc za późno, niż o miesiąc za wcześniej. Trudno powiedzieć, jaki wpływ poprzednia kontuzja miała na tę kolejną.

W niedzielę spotkanie z Czarnogórą, łatwo nie będzie.

Nie ma łatwych spotkań, tym bardziej w eliminacjach do MŚ. Ale jak powiedziałem, zaszliśmy zbyt daleko, dużo nas to kosztowało, żeby mieć taką przewagę, by teraz tego nie wykorzystać.

W niedzielę piłka znów będzie w grze - wszystkie karty są w naszych rękach, wystarczy remis, żeby wygrać kwalifikacje, ale ustawienia defensywne zespołu do początek końca i tak nie można myśleć.

Trudno powiedzieć, ale na pewno nie będziemy grali defensywnie, ale podejrzewam, że będziemy grali ostrożnie. Mamy zbyt wiele do stracenia w tym spotkaniu. Wynik rywalizacji między Duńczykami a Czarnogórcami nie wiem, czy nie był dla nas w sumie korzystny. Duńczycy, podejrzewam, wygrają ostatnie spotkanie z Rumunią - pod tym względem też powinno być nam łatwiej. Nie sądzę, by Czarnogórcy byli aż tak bardzo zdeterminowani, by za wszelką cenę pokonać Polaków. Oczywiście, pewnie będą chcieli sprawić niespodziankę, ale nie pozwolimy im na to.

Zmieńmy temat. W ostatnich miesiącach mówiliśmy o Śląsku tylko w kontekście zamieszania ze sprzedażą i kiepskich wyników. Teraz wreszcie mamy powody do dumy.

To był trudny okres, nie wspominając ubiegłego sezonu, gdzie zespół mimo wszystko pokazał charakter. Jeszcze takiej sytuacji nie przeżyłem - że 14 zawodników kończy kontrakty, a my walczymy o utrzymanie. Nie było łatwo utrzymać atmosferę, ale udało się, dzięki temu mamy we Wrocławiu ekstraklasę. Były obawy przy tak dużych zmianach - przyszło wielu różnych zawodników z różnych stron kraju i Europy, początek też nie był dobry...

Trudno żeby był, zespół był budowany od nowa, nie zgrany, nie przygotowany do sezonu fizycznie. Ale teraz ta lokomotywa toczy się coraz szybciej.

Wygląda to zdecydowanie lepiej, ale to jeszcze nie to, bo ta kołderka jest dosyć krótka. Jeżeli spojrzymy na linię defensywną Śląska - wypadł nam Dankowski, musieliśmy Mariusza Pawelca przesunąć na bok obrony, mimo że sprowadziliśmy Jovicia, też ma chłopak kontuzję. Nie jest tych zawodników zbyt dużo, ale, odpukać, mam nadzieję, że żadne wirusy, grypy nie będą nas dopadały, z kartkami jakoś sobie poradzimy, oby nie było kontuzji.

Wyniki to jedno, ale zespół gra też ładnie. Na stadion przyszło ostatnio dwa razy po 20 tys. kibiców.

I to mnie bardziej cieszy, niż same wyniki; Oczywiście żyjemy z wyników i wiemy, że to niesamowicie ważne, ale jak zespół gra dobrze i podoba się kibicom, jest to niesamowicie ważne, bo gramy dla nich. Taka duża liczba sympatyków Śląska na stadionie świadczy o tym, że jest zapotrzebowanie we Wrocławiu na piłkę nożną. Kibic chce przyjść, zobaczyć widowisko, nawet jak nie uda się wygrać, to jeśli gra jest dobra, wróci.

Żeby tylko nie słodzić - na wyjeździe ciągle jesteśmy bez zwycięstwa. To niechlubny wynik. 

O, może nie niechlubny. Po prostu są takie sytuacje. Gdybyśmy mieli np. tak dużo punktów, a u siebie wygralibyśmy tylko raz, to mówilibyśmy - o, tak dużo punktów, szkoda że nie u siebie..

Apetyt rośnie w miarę jedzenia - chcemy zwycięstw także na wyjeździe.

Zgadza się, my też chcemy i mam nadzieję, że w najbliższym czasie to zwycięstwo będzie. 

Najbliższy mecz - u siebie, z Wisłą. Spodziewamy się 30 tys. widzów na spotkaniu. A sportowo?

To dwie wyrównane drużyny. Wisła przemeblowana, zmian dosyć dużo się pojawiło. Gramy na własnym boisku, jesteśmy mocni, dawno nie przegraliśmy i oby tak zostało.

POSŁUCHAJCIE CAŁEJ ROZMOWY:

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama