Rozmowa Dnia: O proteście lekarzy rezydentów [POSŁUCHAJCIE]

| Utworzono: 2017-10-12 08:47 | Zmodyfikowano: 2017-10-12 08:59
Rozmowa Dnia: O proteście lekarzy rezydentów [POSŁUCHAJCIE] -

Lekarze rezydenci wznowili wczoraj protest głodowy, bo jak tłumaczą "rozmowy z premier Beatą Szydło nie przyniosły oczekiwanych skutków". Co dalej? O tym rozmawialiśmy dzisiaj w Rozmowie Dnia. Gościem jest Jarosław Nawrot, lekarz rezydent z Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

POSŁUCHAJCIE:

Premier podkreślała, że oferta, którą wam złożyła, jest bardzo dobra i uczciwa. Co wy na to?

Owszem, jest bardzo dobra i uczciwa. Szanuję, że pani premier chciała nam złożyć taką ofertę, ale ona w żaden sposób nie realizuje naszych postulatów. To co pani premier mówi - że powołamy zespół, będziemy rozmawiać, że postaramy się w jak najszybszym czasie zrealizować wzrost nakładów na ochronę zdrowia, który jest naszym głównym postulatem, nas nie satysfakcjonuje. Chcemy poprawiać jakość leczenia naszego pacjenta tu i teraz, a nie w 2025 czy 2023 roku.

Faktycznie pani premier mówiła o dojściu do poziomu 6 proc. PKB na służbę zdrowia w ciągu 8 lat. Wy mówicie o 3 latach.

Tak, mówimy o 3 latach, dlatego, że postulaty, które zgłaszamy, nie są nowe. Mówimy o nich już od iluś lat, mówimy o nich cały czas i uważamy, że teraz jest ostatni moment, w którym możemy coś zrobić. Później może być już za późno.

Wróciliśmy do głodówki, dla niektórych to już 11. doba, dołączają kolejni. Teraz głoduje 23 lekarzy.

Tak. Na pewno jest to wielkie wyrzeczenie ze strony kolegów, ale - jak mówię - to dramatyczny apel, wołanie o pomoc. Nie mamy już innych środków.

Spotkanie trwało 3 godziny. Naprawdę nie padły żadne konkrety?

Niestety. Jedyne co wiem, to że pani premier chce zwołać zespół do 15 grudnia. Ale kiedy mają się zakończyć prace tego zespołu - tego nie wiadomo. A my oczekujemy, że realny wzrost nakładów na służbę zdrowia będzie tu i teraz.

Pana koledzy mówili, że stworzenie tego zespołu to próba wciągnięcia was do polityki. Pan też tak to ocenia?

Trudno mi to oceniać. My jako porozumienie rezydentów jesteśmy apolityczni, nie popieramy żadnej partii, chcemy przede wszystkim dbać o dobro pacjenta, chcemy poprawy warunków pracy dla nas w ochronie zdrowia. I tyle.

Ale pojawiają się głosy wielu polityków, że walczycie o własne pensje.

To nie prawda. Główny postulat to wzrost środków na ochronę zdrowia. Wzrost, który rekomenduje Światowa Organizacja Zdrowia, wzrost, o którym pan minister Radziwiłł w 2015 roku mówił, że jest realny. To wydatki, które są w krajach grupy Wyszehradzkiej. Nie chcemy 10 czy iluś, które są w Europie. W Europie średnia wydatków na ochronę zdrowia to 7 proc. w Polsce - 4,7.

Rząd się chwali, że to historyczny wskaźnik wydatków budżetu państwa na służbę zdrowia. 

Tak, tylko że to za mało na skrócenie kolejek, za mało dla pacjentów, za mało, by realnie podnieść jakość ochrony zdrowia w Polsce.

Jak wygląda praca rezydenta?

Lekarz rezydent to lekarz z pełnym prawem wykonywania zawodu. To młody człowiek, po 6-letnich studiach, które są trudne. To człowiek, który odbył 13 miesięczny staż podyplomowy, następnie zdał lekarski egzamin końcowy, od którego zależy to, na jaką specjalizację się dostał. Specjalizacje lekarskie są limitowane w Polsce. W  zależności od tego, jak napiszemy ten egzamin, możemy starać się zostać takim albo innym lekarzem. Rezydent, pracując, ponosi pełną odpowiedzialność za pacjenta, prowadzi operacje - często bez nadzoru, podejmuje decyzje odnośnie leczenia, wypisywania pacjenta, przyjęcia, tudzież nieprzyjęcia na oddział. Jak możemy go poznać? Ma pieczątkę z imieniem, nazwiskiem i podpisem - "lekarz", a nie lekarz specjalista. Po tym własnie poznaje się lekarza rezydenta. Jest nas bardzo wielu.

Przed wejściem na antenę powiedział mi Pan, że zdecydował się tylko na jedno miejsce pracy i ponosi tego różne konsekwencje. Ale ma pan przyjaciół, którzy biją niechlubne rekordy.

W Polsce jesteśmy zmuszani do pracy ponad siły. Musimy brać dyżury, zawsze lekarz rezydent dostanie ten najgorszy dyżur - i tu nie ma wyboru. 

Co to znaczy - musimy barć dyżury?

Jeżeli my go nie weźmiemy, nikt go nie weźmie. I robi się problem.

A finanse?

Lekarz rezydent pracuje za 14 zł na godzinę. Koszt kursu w Warszawie to 2,5 tys. zł. Miesięcznie zarabiając 2,270 netto musiałbym wydać ponad swoją pensję za sam kurs. A gdzie dojazd, a gdzie nocleg? To problemy, z którymi się borykamy, ale nie o to nam chodzi teraz.

Rząd się chwali i mówi: w 2017 roku na ochronę zdrowia skierowano dodatkowe 8 mld zł, w przyszłym roku - do systemu trafi dodatkowo 6 mld zł. Wzrośnie też pula wynagrodzeń dla lekarzy rezydentów i stażystów o ponad 40 proc. w porównaniu do 2015 roku.

Tak, ale WHO mówi, że minimalne nakłady na ochronę zdrowia w kraju cywilizowanym do min. 6 proc. Ja uważam, że żyję w kraju cywilizowanym. I uważam, że rząd powinien do tych 6 proc. dość. Odnośnie wynagrodzenia - wzrost to od 90 do 150 zł brutto. Cała kwota bierze się stąd, że wzrosła liczba rezydentów. Im więcej nas będzie, tym więcej muszą zapłacić.

Jesteście po rozmowach z innymi zawodami medycznymi. Czy to oznacza, że protest będzie zaostrzany?

Wczoraj odbyło się w trybie pilnym spotkanie Porozumienie Zawodów Medycznych. To organizacja zrzeszająca 12 związków zawodowych - lekarzy, pielęgniarki, fizjoterapeutów, ratowników, diagnostów, techników elektroradiologii, psychologów, dietetyków. Po tym spotkaniu wydany został komunikat, w którym zapowiadamy, że kroki, które będziemy podejmować, będą bardziej radykalne. 16 października odbędzie się ostateczne spotkanie komitetu protestacyjnego, po którym będzie więcej wiadomo.

Pan też rozważa dołączenie do protestu głodowego?

Rozważam, ale nie jest to pytanie na antenę. 

Pani premier Beata Szydło mówi o tym, że rząd zamierza wprowadzać zmiany, ale nie tak, jak do tej pory - że poszczególna grupa protestuje, uzyskuje przywileje, a wtedy kolejna grupa zaczyna protestować. 

Zgadzamy się z tym, dlatego działamy w porozumieniu zawodów medycznych. Ta wypowiedź próbuje podzielić nasze środowisko i pokazać, że teraz my chcemy coś dostać. Natomiast nie - nasz protest jest o pacjenta i o wszystkie grupy zawodów medycznych wykonywanych w Polsce.

Czujcie wsparcie społeczeństwa czy presję?

Zaczynamy odczuwać coraz większe poparcie, zaczynamy widzieć, że pacjentom zależy na nich samych, że sami zaczynają się upominać o to, co tak naprawdę im się należy. Protest jest o to, aby pacjent zaczął upominać się o swoje. Często w naszej pracy musimy przyjąć 90 kilku pacjentów w ciągu 24 godzinnego dyżuru - takie są fakty. Nasi koledzy pracują po 70 godzin, rekord o którym ja słyszałem to 400 godzin w miesiącu, gdzie etat to 160 godzin. Kolejny niechlubny rekord - 11 dni z rzędu dyżurów 24-godzinnych.

W sobotę manifestacje, m.in. we Wrocławiu.

Tak, nasi koledzy studenci organizują pikietę - o godz. 11.15 w sobotę pod pręgierzem w rynku. Główna manifestacja o godz. 12 pod kancelarią pani premier w Warszawie.


Komentarze (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.