Rozmowa Dnia: O zbrodni sprzed lat w Gross-Rosen [POSŁUCHAJ]

Dariusz Litera, mk | Utworzono: 2017-10-19 17:08 | Zmodyfikowano: 2017-10-19 17:08
A|A|A

fot. Marek Zoellner

Ślady zbrodni sprzed lat na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Na dziś zaplanowano tam rozpoczęcie prac ekshumacyjnych. Ludzkie szczątki odkryto we wrześniu podczas prac archeologicznych. Śledztwo w tej sprawie prowadzą prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej. Jakie są dotychczasowe ustalenia? 

POSŁUCHAJCIE:

 Ilu więźniów mogło zostać pochowanych? 

Zgodnie z relacją o którą się opieramy, relacją lekarza obozowego, który był więźniem i pracował w ostatnich miesiącach na terenie Gross-Rosen - 300 osób. Na razie nie możemy potwierdzić tej liczby, ale zakładamy, że dalsze odkrycia mogą odsłonić większą ilość szczątków.

Czy dokonano tam zbiorowej egzekucji?

Szkielety, które zostały ekshumowane w pierwszej części prac, miały cechy postrzałowe. Wiemy, że na terenie byłego nazistowskiego obozu funkcjonowało restkommando, które zacierało ślady. Być może są to więźniowie, którzy wiedzieli za dużo - tego nie jesteśmy w stanie dziś stwierdzić. Na pewno zginęli od postrzału w tył głowy.

Jak odnalazła się relacja Belga, który przetrwał to piekło?

Relacja dotarła do muzeum Gross-Rosen. To wyniki wieloletniej współpracy między różnymi instytucjami a tą placówką. Osoba, która współpracuje z byłymi więźniami, osobami represjonowanymi w czasie II wojny światowej, poinformowała, że ma taką relację, że może ona być cenna, ponieważ zawiera szkic sytuacyjny, gdzie zbiorowa mogiła może się znajdować. Pracownicy muzeum zarchiwizowali relację i w momencie, gdy dyrektor podjął decyzję o pracach konserwatorskich w tym miejscu, przeprowadzona została dodatkowa kwerenda archiwalna pod tym kątem. Przy kwerendzie archiwalnej natrafiono na relację złożoną w 45 roku złożoną przez Belga, ona się pokryła z tą późniejszą relacją. Archeolog musiał zbadać to miejsce i połączyć wszystkie fakty, powiadomiono IPN o tym, że w tym miejscu znajduje się prawdopodobieństwo znalezienia szczątków ludzkich. Gdy rozpoczęto prace archeologiczno-konserwatorskie natrafiono na pierwsze szkielety, dlatego miejsce zostało objęte śledztwem naszych prokuratorów, oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu.

Co zamierzają ustalić prokuratorzy? Jaki może być efekt tego śledztwa?

Głównym celem jest ustalenie w szczególności dalszych osób pokrzywdzonych. Celem jest też zweryfikowanie danych funkcjonariuszy i więźniów funkcyjnych, oraz ustalenie żyjących sprawców zbrodni i pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej.

Możliwa jest identyfikacja? Minęło kilkadziesiąt lat. Czy więźniowie Gross-Rosen mieli tatuowane numery?

W Gross-Rosen więźniowie nie byli tatuowani, mieli często swój numer więźniarski na małych blaszkach wielkości połowy pudełka do zapałek. Nosili go na obręczach, mieli przyszywane do odzieży. W mogile znalezione zostały dwie takie obręcze. Poddamy je badaniom. Jeżeli numer więźnia możliwy będzie do odczytania,  wtedy możliwa będzie identyfikacja.

Co z identyfikacją katów?

Prace nad tym będą prowadzone. Mamy bazę funkcjonariuszy - to około 2 tys. rekordów. Będzie ona weryfikowana, sprawdzana pod kątem postępowań, które już toczyły się wobec tych osób. Interpol będzie mógł na tej podstawie poszukać osób wskazanych, które żyją i powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności. To ogrom pracy, która czeka na naszych prokuratorów. 

Jeszcze nie wiemy, czy któryś z funkcjonariuszy odpowiadał za takie zbrodnie?

Postępowanie jest w toku, szczegółów nie możemy zdradzać, bo są objęte śledztwem. 

Czy zdarzają się sytuacje, że mieszkańcy przynoszą dokumenty z tamtego okresu?

Tak, docieramy do różnych dokumentów z prywatnych kolekcji. Przykład z Kielc - do oddziału zgłosiła się pani przekazując klisze, na której znajdują się zdjęcia. Klisza opisana była Gross-Rosen. Okazało się, że znajdują się tam zdjęcia z terenu Rogoźnicy z 1945 roku. Nie spodziewaliśmy się, że takie fotografie mogły się odnaleźć. Próby ustalenia, dlaczego ten człowiek był w posiadaniu takich fotografii, dały częściową odpowiedź - został skierowany przez Armię Krajową na Dolny Śląsk, by dokumentować to, co tutaj się wydarzyło. Obóz był już wtedy opuszczony przez więźniów i przez Niemców.

Czy osoby odwiedzające muzeum będą mogły oglądać te zdjęcia?

Mam nadzieję, że wkrótce zostaną opublikowane, jeszcze są weryfikowane. To są zdjęcia unikatowe i jeżeli z 1945 to na ten moment jedyne, jakimi dysponujemy. 

Jak długo potrafią prace, które dzisiaj się rozpoczynają?

Do 30 października, dalsze pewnie wiosną. Rów przeciwlotniczy jest dosyć długi.

Powiedziała Pani, że możliwe jest ustalenie tożsamości ofiar. Jak zostaną upamiętnione?

Jeżeli uda się zidentyfikować ofiary, będziemy próbowali ustalić rodziny tych osób i w porozumieniu z nimi zorganizować pochówek. Jeżeli nie uda się zidentyfikować tożsamości, to zrodził się pomysł, by utworzyć zbiorową mogiłę na terenie muzeum Gross-Rosen. Przy każdych uroczystościach będzie możliwość oddania pamięci ofiarom. Każde szczątki będą pochowane osobo i z pełnym rytuałem.

Mogiła w Rogoźnicy to nie jedyna odnaleziona ostatnio na terenie obozu - dwie inne zostały odnalezione w Kamiennej Górze. Czy czekają nas kolejne makabryczne odkrycia śladów zbrodni sprzed lat?

Jeżeli się potwierdzą i faktycznie będą to mogiły zbiorowe byłych więźniów, to będą kolejne ustalenia. Na tym etapie wiemy, że prace w kamiennej Górze były prowadzone i zostały wstrzymane. Jeżeli wpłynie oficjalne zawiadomienie do naszej prokuratury, to prokurator zadecyduje, czy objąć je śledztwem Gross-Rosen.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
NA ANTENIE
Reklama