Dobre kino o poranku w Radiu Wrocław. Jagoda Szelc gościem Rozmowy Dnia

| Utworzono: 2018-01-19 08:01 | Zmodyfikowano: 2018-01-19 08:01
A|A|A

zdj. Twitter/TygodnikPolityka

Z Gdyni wyjechała z laurami za najlepszy debiut reżyserski i scenariusz, kilka dni temu otrzymała "Paszport Polityki" (KLIKNIJ I CZYTAJ WIĘCEJ), ale to nie koniec. Film wrocławskiej reżyser Jagody Szelc będzie miał międzynarodową premierę na jednym z najważniejszych festiwali na świecie. "Wieża. Jasny dzień" zostanie pokazana na Berlinale, w prestiżowej sekcji Forum.

Dzisiaj Jagoda Szelc była gościem Rozmowy Dnia Radia Wrocław.

POSŁUCHAJCIE:

Kilka dni temu otrzymałaś "Paszport Polityki", twój film będzie miał międzynarodową premierę na jednym z najważniejszych festiwali na świecie. Gratulacje. Byłaś zaskoczona?

Dziękuję, oczywiście to było zaskoczenie. Czuję się z tym dziwnie, ale jestem ciekawa tego wszystkiego, co się wokół mnie teraz dzieje.

O swoim filmie mówiłaś, że jest to historia dwóch sióstr, z czego jedna czuje się właścicielem świata, a druga - jak ty - lizingowcem świata. 

Ja się czuję jak obie te siostry, pewnie podobnie jak państwo, w jakimś rozdarciu, że są potrzeby życiowe i potrzeby duchowe, bez których ani rusz. Jedna mądra dziennikarka, z którą rozmawiałam, powiedziała mi, że te dwie siostry to lewa i prawa półkula, które ze sobą walczą. I ja generalnie ten film postrzegam
w kategorii kryzysu, zwłaszcza, że świat jest teraz w takim bardzo wyjątkowym momencie, bo jesteśmy w jakimś zaburzeniu geo-polityczno-ekologicznym i tę sytuację też lubię porównywać do samochodu wahającego się nad przepaścią, a my siedzimy za kierownicą i myślimy, że cały czas nad nim panujemy, a powinniśmy przesiąść się na tylne siedzenie i przestać się oszukiwać. Chodzi o ogólną refleksję, żebyśmy się zatrzymali w tym pędzie.

Jak wiele czasu minęło od pomysłu do realizacji?

To trudne pytanie, bo ciężko powiedzieć, kiedy film się rodzi i kiedy odchodzi, czyli jest już gotowy. Mnie za bardo nie interesuje o czym są filmy - ktoś kiedyś powiedział, że jest tylko siedem historii, które można opowiedzieć. Bardziej mnie interesuje postawa artystyczna i to, co film ma zrobić.

Film powstał w Bystrzycy Kłodzkiej, wielu aktorów dolnośląskich. Zależało Ci, by pozostać w swoim regionie?

Jeden aktor był Warszawy i co ciekawe - trzy osoby poleciły mi o jednego dnia. Resztę zespołu chciałam mieć z Wrocławia, czuję się związana z tym miastem, ponad wszystko uważam, że jest tu duża ilość świetnych aktorów. Chcieliśmy, żeby film był naturalistyczny, więc siłą rzeczy sięgaliśmy po aktorów, którzy nie są tak bardzo rozpoznawali w filmie.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama