Kultowy tramwaj wrócił na wrocławskie tory [FOTO]

z materiałów prasowych | Utworzono: 2018-04-11 19:58 | Zmodyfikowano: 2018-04-11 21:03
Kultowy tramwaj wrócił na wrocławskie tory [FOTO] - Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe

Renowacja ostatniego zachowanego tramwaju typu 102Na trwała cztery lata. – Zdecydowaliśmy poddać pojazd remontowi generalnemu. To znaczy, że został on rozebrany dosłownie do najmniejszej śrubki, oczyszczony, a po uzupełnieniu braków i konserwacji złożony na nowo. Remontu doczekały się wózki wraz z silnikami, instalacje elektryczne, pulpit motorniczego z nastawnikiem jazdy. Sstalowy szkielet poddano regeneracji, podobnie jak burty i dach – tłumaczy Krzysztof Kołodziejczyk, prezes Klubu Sympatyków Transportu Miejskiego, który jest właścicielem wagonu. – Chodziło nam także o to, aby przywrócić tramwajowi wygląd najbardziej zbliżony do pierwotnego – dodaje. To dlatego, że przez lata eksploatacji wrocławskie MPK wprowadzało wiele modyfikacji, zarówno w wyglądzie zewnętrznym, jak i wyposażeniu. W trakcie prac renowacyjnych powróciły fartuchy, zasłaniające podwozie, a także piasecznice – elementy wspomagające hamowanie wagonu podczas trudnych warunków atmosferycznych przez zsypywanie piasku na szyny bezpośrednio przed przednimi kołami.

Wagon cieszy także oczy (i nosy) świeżą kremowo-niebieską farbą. – To oryginalna barwa tego tramwaju. Ciekawostką jest fakt, że gdy na przełomie lat 60. i 70. do Wrocławia dostarczano nowe tramwaje, obowiązywała... czerwona barwa pojazdów komunikacji miejskiej – mówi Tomasz Sielicki, badacz historii wrocławskiego transportu zbiorowego. – I istotnie wagony, które pochodziły z przydziału centralnego, były czerwone. Te, które były wypracowane przez lokalne zakłady pracy, m.in. Pafawag, dla odróżnienia pomalowano na uwiecznioną we „Wrocławskiej Piosence" niebieską barwę. Miała ona dla wrocławian wymiar symboliczny i w 1971 r. Wojewódzka Rada Narodowa uchwaliła przemalowanie wszystkich tramwajów na niebiesko – kwituje Sielicki. Nie inaczej było z wagonem o numerze 2069, który został wyprodukowany w 1972 r. w Chorzowskiej Wytwórni Konstrukcji Stalowych (Konstal Chorzów). Do Wrocławia przybył i trafił na zajezdnię nr IV „Borek" przy ul. Powstańców Śląskich. Tam stacjonował do końca służby.

Nowe przegubowce z rodziny 102 były prawdziwą rewolucją na wrocławskich, i nie tylko zresztą, torach. Większa prędkość, mocniejsze hamulce, automatycznie zamykane drzwi – w porównaniu z wcześniejszymi pojazdami to był skok cywilizacyjny. – Ale wagony miały także pewien, nazwijmy to, „feler". Były szersze od tych jeżdżących po mieście wcześniej. W związku z czym w niektórych miejscach, mijając się, zahaczały o siebie. Dlatego praktycznie wszystkie trasy trzeba było przebudować, odsuwając od siebie tory – śmieje się Kołodziejczyk. I od razu uzupełnia: – Pojawił się jednak inny kłopot, bo przez ten zabieg zwężono nieco jezdnie i zdarzało się, że ciężarówki ocierały się o burty tramwajów.

Największą zaletą wagonu była jego pojemność, jako przegubowy mógł na swój pokład zabrać aż 185 pasażerów, z czego 32 na miejscach siedzących. – Także wnętrze zostało przywrócone do stanu oryginalnego. Myślę, że taki widok nie jest znany nawet osobom, które pamiętają podróże tymi wagonami w ostatnich latach. Przede wszystkim stanowisko motorniczego nie jest oddzielone kabiną, a jedynie przepierzeniem, tak jak było na początku – zaznacza Tomasz Paszko, motorniczy oraz wiceprezes Klubu. – Przywróciliśmy kremowo-seledynową kolorystykę okładzin. Wymieniliśmy podłogę oraz obicie foteli, a uchwyty, ramy okienne czy klosze zostały oczyszczone. Tramwaj wygląda jakby dopiero co wyszedł z fabryki – mówi Paszko. Prace prowadzono z początku w dawnych zakładach RMT Protram przy ul. Legnickiej we Wrocławiu, a po ich bankructwie – w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym S.A. w Krakowie.

Na każdym etapie czynni byli także sami członkowie Klubu. Gromadzili i analizowali dokumentację techniczną wagonu, pozyskiwali oryginalne części, których brakowało. – Tylnych świateł zespolonych poszukiwaliśmy kilka miesięcy. Nigdzie ich nie mogliśmy znaleźć. Okazało się jednak, że identyczne były stosowane w niektórych traktorach z tamtej epoki. Udało się je pozyskać właśnie z takiego starego traktora – wyjaśnia prezes KSTM.

Większość funduszy na renowację pojazdu pochodziła z dotacji udzielanych przez Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków – Pierwszymi naszymi krokami było sporządzenie karty ewidencyjnej zabytku, wpisanie wagonu do rejestru zabytków, a następnie ubieganie się o dotacje. Z tego względu prace prowadzono etapami, łącznie cztery lata. Uważamy, że warto było. Przede wszystkim dlatego, że wrocławianie będą mogli przenieść się w czasie. Młodsze pokolenia będą miały okazję zobaczyć, jak zmieniał się transport miejski w naszym mieście. Już teraz pragnę wszystkich serdecznie zaprosić na sentymentalną podróż ulicami Wrocławia. Chcemy, aby tramwaj uświetniał różne wyjątkowe okazje, ale żeby mógł służyć również turystom czy wrocławianom chcącym zorganizować niebanalne wydarzenie – zachęca Krzysztof Kołodziejczyk. – Pieniądze, które zdobywamy w ten sposób, po opłaceniu niezbędnych kosztów, np. prądu, przeznaczamy na ratowanie kolejnych zabytków – dodaje. Tak było również przy renowacji „stodwójki". Klub przeznaczył kilkadziesiąt tysięcy złotych jako wkład własny do projektów, m.in. opłacając transport czy zakup części.

Klub Sympatyków Transportu Miejskiego działa od 2011 r. i uratował już kilka tramwajów i autobusów. Pierwsza na ulicach Wrocławia pojawiła się Enusia, a więc pochodzący z 1960 r. dwuosiowy wagon 4N1, który służył wcześniej jako wóz gospodarczy w zajezdni „Dąbie". Za sprawą członków Klubu, którzy poświęcali swoje pieniądze i czas wolny, pojazd uniknął złomowania i obecnie po renowacji już wozi turystów. Podobnie było z ostatnim wrocławskim autobusem marki Ikarus, który stowarzyszenie odkupiło od MPK w 2014 roku. Obecnie trwa jego remont – miłośnicy zbierają fundusze na dokończenie prac. W ubiegłym roku do kolekcji Klubu dołączyły wyjątkowe pojazdy gospodarcze: wirnikowy pług odśnieżny z lat 60. XX w. oraz lora transportowa z 1907 r. – Ich przyszłość była niepewna, dlatego wykupiliśmy oba eksponaty, co stało się możliwe dzięki darowiznom przekazanym przez wiele osób, którym dziedzictwo techniki leży na sercu. Stoją w zadaszonej hali dawnej zajezdni przy ul. Legnickiej. To centralne miejsce, gdzie działa KSTM, można powiedzieć, że to zręby muzeum komunikacji. Dzięki zaangażowaniu Klubu udało się zabezpieczyć najcenniejsze egzemplarze, tworzące kolekcję zabytkowych pojazdów, m.in. wagony-szlifierki oraz wozy typu Standard z okresu międzywojennego, czy pojazdy gospodarcze z przełomu XIX i XX w. jak np. lora kontenerowa do transportu piasku czy lora wieżowa do konserwacji sieci trakcyjnej. Stowarzyszenie włączyło się ponadto w renowację legendarnego czteroosiowego wagonu typu Maximum z 1901 r. oraz przygotowało dla Miasta koncepcję muzeum w dawnej zajezdni – Staramy się regularnie udostępniać halę wrocławianom, bo na co dzień pojazdy stoją pod kluczem. Za każdym razem cieszy nas frekwencja, setki zwiedzających od najmłodszych do najstarszych to wspaniały widok – mówi prezes KSTM. – Mamy nadzieję, że także najnowszy przegubowiec 2069 będzie łączył pokolenia wrocławian wspólnymi, pięknymi wspomnieniami – podsumowuje.

22 kwietnia odbędzie się dostępny dla wszystkich przejazd odrestaurowanego pojazdu, podczas którego udamy się w miejsca, które wagony typu 102Na szczególnie często odwiedzały w ruchu liniowym. Pojedziemy między innymi na Klecinę, pl. Staszica, Stare Mosty Mieszczańskie, Osobowice, ul. Robotniczą oraz w wiele innych miejsc. Nie obędzie się bez fotostopów, podczas których będzie można wykonać zdjęcia wagonu na tle charakterystycznych obiektów. Podróż zaczynamy o godzinie 10:00 na terenie zajezdni „Popowice" przy ulicy Legnickiej i kończymy w tym samym miejscu około godziny 17:00.


Komentarze (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.