Z Koroną po raz piąty. Na koniec. Zagłębie zagra w Kielcach

Michał Hamburger | Utworzono: 2018-05-20 08:11 | Zmodyfikowano: 2018-05-20 08:12
A|A|A

fot. zagliebie.com

Niezwykle emocjonujący sezon w piłkarskiej ekstraklasie dobiega końca. W ostatniej serii spotkań poznamy najlepszą polską drużynę. Szansę na mistrzostwo wciąż mają dwie drużyny. O tytuł walczy Legia Warszawa, która zmierzy się w Poznaniu z Lechem, i Jagiellonia Białystok, która podejmie Wisłę Płock.

Zagłębie Lubin zmierzy się na koniec w Kielcach z Koroną. Dwa mecze w sezonie z tym samym rywalem to norma. Od kilku lat nie powinny dziwić też 3 mecze z niektórymi przeciwnikami w lidze. Ale pięć meczów o stawkę w jednym sezonie? To już nie zdarza się aż tak często. Jednak w przypadku Zagłębia najczęstszym rywalem w tym sezonie jest Korona Kielce.

Korona, z którą ten sezon zakończą, ale przecież też w połowie lipca rozpoczynali. A to było spotkanie, które kończyło 1. kolejkę Lotto Ekstraklasy. Wielka niewiadoma, w Zagłębiu kilku nowych zawodników pozyskanych latem. Nie wszyscy jednak dostali szansę debiutu w Kielcach. Przy Ściegiennego swoje pierwsze występy w nowych barwach zaliczyli tylko dwaj - Jakub Świerczok, który wyszedł na boisko od pierwszej minuty, oraz Bartłomiej Pawłowski, który pojawił się na murawie w drugiej połowie.

I gdyby patrzeć przez pryzmat debiutu, to na pewno lepiej wypadł w nim ten drugi. Pomocnik co prawda nie zagrał długo, ale wystarczająco, by dać Zagłębiu wygraną. Jego indywidualna akcja w 70. minucie gry dała Miedziowym "jedenastkę", którą na gola zamienił Filip Starzyński.

Rewanż przyszedł jeszcze w tym samym roku. W połowie listopada do Lubina przyjechała Korona, która po 15 meczach radziła sobie nadspodziewanie dobrze. Skazywani na pożarcie kielczanie plasowali się w czołówce ligowej tabeli, a krytykowany od początku sezonu trener potrafił przygotować zespół na tyle, że z Koroną bardzo trudno było wygrać.

Nie udało się to również Zagłębiu. W Lubinie padł bezbramkowy remis, a przez ostatnie minuty Miedziowi grali w osłabieniu, bo dwie żółte kartki obejrzał w tym spotkaniu Adam Matuszczyk. Mecz był również wyjątkowy dlatego, że po raz ostatni drużynę w Lubinie prowadził trener Piotr Stokowiec. Tydzień później, po porażce w derbach we Wrocławiu na stanowisku zmienił go Mariusz Lewandowski.

I wychowanek Zagłębia w roli trenera debiutował... w Kielcach. Zagłębie bowiem miało do rozegranie rewanżowy mecz ćwierćfinału Pucharu Polski. Sytuacja jednak była trudna, bo w pierwszym - październikowym - meczu górą była Korona i wywiozła z Lubina cenne zwycięstwo 1:0. Było więc jasne, że w rewanżu trzeba będzie wygrać.

Jednak już na początku spotkania bramkę strzelili kielczanie i Zagłębie potrzebowało już dwóch trafień. Okazje były, brakowało jednak szczęścia i zamiast wyrównać, w końcówce wynik ustaliła Korona. Skończyło się na 2:0 i odpadnięciu z prestiżowych rozgrywek.

Dziś okazja do tego, by do dwóch porażek w tym sezonie dołożyć również drugie zwycięstwo. W tej chwili bowiem bilans tylko z bieżących rozgrywek wygląda następująco: 1 zwycięstwo, 1 remis i 2 porażki. Bilans bramkowy 1:3.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama