"Sensacje z dawnych lat" znów w natarciu

Grzegorz Chojnowski | Utworzono: 2009-06-17 10:36 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

Roman Kaleta to zmarły 20 lat temu historyk literatury polskiej, zanurzony w Oświeceniu, wieku rozumu, ale i przeróżnych ludzkich swawoli. Także literackich. Jego "Sensacje z dawnych lat" były kiedyś bestsellerem. Kiedyś, czyli w czasach, gdy mimo szarego widoku z M2, z ciekawością grzebaliśmy w naszej historii niepolitycznej, dowcipnej, a nawet rubasznej. No i kochaliśmy książki. Kochał je i profesor Kaleta, pracowity badacz, kolekcjoner wycinków, wyjątków, wypisków z ksiąg publicznych i prywatnych, wydawanych dawniej nierzadko z próżności. Po latach te księgi przydały się literaturoznawcy, by stworzyć jedną z najbardziej fascynujących kompilacji w historii polskiego piśmiennictwa.

Czego tu nie ma?! Czytamy m.in. opowieść o pierwszym polskim lotniku Janie Potockim, autorze „Rękopisu znalezionego w Saragossie", co to wzbił się balonem ponad stolicę u schyłku XVIII wieku w towarzystwie „Turka niepośledniej urody". Jest artykuł z „Pszczółki Krakowskiej" o tym, jak Tadeusz „szczodry" Kościuszko wysłał kogoś z alkoholowym prowiantem do zaprzyjaźnionego pastora, pożyczając umyślnemu własnego konia. Posłaniec jednak z misji wrócił niezadowolony, bo koń zatrzymywał się przy każdym ubogim proszącym o jałmużnę i stał dopóki jeździec nie sięgnął po monetę. Warto na przykład zgłębić serię anegdot o Mickiewiczu, dla którego „najcięższą i najprzykrzejszą pracą było przepisywanie rękopisów. Toteż mawiał, że z ‘wierszami jak z dziećmi, najtrudniej jest myć je i czesać' ". A i poezji różnej u Kalety nie brakuje, tej na cześć 3 Maja, tej powstańczej oraz sztambuchowej czy plebejsko-przysłowiowej. „Kiedy sześćdziesiątka mija/ Dłuższa torba niż fuzyja" brzmiało porzekadło myśliwskie.

Silva rerum, jak przekonuje łaciński przekład, to las rzeczy, las różności wziętych od tego i owego, na nowo złożony (posadzony) w gościnnej przestrzeni księgi. Groch z kapustą, kapusta z grochem, kiedyś bardziej księga domowa lub rodzinna (jak podaje Kopaliński), w której pisano o drobnych albo i ważniejszych wydarzeniach. Można powiedzieć, pierwowzór współczesnych blogów internetowych z linkami do stron, podstron, zapyziałych, zabawnych miejsc ludzkich powiastek. Bogactwo charakterów i autorskich talentów. Miała polska szlachta tę fantazję i chęć szczerą, by ocalić fragment własnych, panie, dziejów dla najczęściej bliskiej potomności. Gatunek sylwy zaczął się kończyć, gdy cywilizacja wymyśliła fotografię, kamerę, magnetofon, kiedy zamiast próbować szczęścia w opisywaniu, znaleźliśmy łatwiejszy sposób na zachowanie chwili.

Roman Kaleta zbierał te sylwiczne facecje, dowcipy, anegdoty i gawędy zewsząd, by publikować w odcinkach jako rodzaj gazetowego felietonu. Swoje dokładali czytelnicy. Pokaźną kolekcję Kaletowego drobiazgu mamy dziś okazję przeczytać w jednym dziewięćsetstronicowym tomie, opublikowanym dzięki wdowie po profesorze, znanej wrocławskiej dziennikarce. Każdy się w tych klimatach odnajdzie, bo to w końcu nasza krew, nasz etos zlepiony z narodowej dumy, głupoty, lecz i serdecznej mądrości, jaka się z tych tekstów sensacyjnie wyłania. Dobrze, że książka Kalety trafia pod strzechę XXI wieku, gdyż jest na dzisiejszym rynku absolutnym rarytasem, niespodzianką podobną do zobaczenia żubra w niebiałobrzeskich lasach.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI
...................................................
Roman Kaleta SENSACJE Z DAWNYCH LAT, Iskry, 2009

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama