"W lipcu 1945 roku w oknach wisiały jeszcze firanki". Potem był PGR, szkoła, a nawet mleczarnia.

Piotr Czyszkowski | Utworzono: 2019-07-26 07:00 | Zmodyfikowano: 2019-07-26 07:00
A|A|A

Francuskie słowo „baroque” oznaczało bogactwo ozdób, portugalskie „barroco” zaś perłę o nieregularnym kształcie. Oba te określenia jak ulał pasują do pałacu w Piotrkowicach koło Trzebnicy. XVII-wieczny gmach jest wyjątkowym i wybitnym przykładem rezydencji w stylu włoskiego baroku, jedynym na terenie Dolnego Śląska. Problem w tym, że przez ostatnie 70 lat o tę perłę nikt nie dbał. Czy uda się ją jeszcze uratować?

Piękny, lipcowy poranek. Stoimy w pałacowym parku. Majestatyczne drzewa delikatnie kołyszą się i szumią na wietrze. To one są ostatnimi żywymi świadkami świetności tego miejsca. Arkadiusz Michoński-dyplomata i nowy właściciel pałacu w Piotrkowicach smutnymi oczami spogląda na XVII-wieczny gmach. Bogato zdobiony i piękny budynek, który na zdjęciach i obrazach prezentuje się imponująco, z bliska robi przygnębiające wrażenie.

- A wie Pan, co jest najsmutniejsze? - zadaje mi pytanie, rozpoczynając swoją opowieść. - Zaraz po wojnie ten pałac miał sporo szczęścia. Sowieci ani go nie spalili, ani nawet nie obrabowali. Kiedy w 1945 roku dotarli tu pierwsi polscy osadnicy, to w oknach wisiały jeszcze firanki.

Spoglądam na pałac i próbuję to sobie wyobrazić. Zamykam oczy, ale niestety zamiast firanek wciąż widzę tylko... deski.

 

REKLAMA
Reklama