Plan B *

Jan Pelczar | Utworzono: 2010-06-14 10:16 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

To nie jest dobra propozycja ani jako remedium na mundial ani dla fanów Jennifer Lopez. Dla niezainteresowanej futbolem kinomanki „Plan B" może okazać się równie nudny co pierwsza połowa meczu Algieria-Słowenia. Dla fanów gwiazdy muzyki pop i dla niej samej musi znaleźć się inny plan B. Jest co prawda jedno odważne ujęcie opiewanych przez nich pośladków wokalistki, ale to jeden z najsłabszych kinowych występów J.LO. Posiadaczka najbardziej pożądanej pupy, od czasów Wenus Kallipygos, lepiej wyszła nawet jako tytułowa pokojówka na Manhattanie, u boku drewnianego w tym filmie Raplha Fiennesa. Ma też na swoim koncie takie hity jak „Cela".

„Plan B" jest jeszcze bardziej niestrawny, bo trudno doszukiwać się w nim jakiegokolwiek zamysłu. Ot, prosta komedia romantyczno-familijna oparta na zaskakującym natężeniu schematów. O sukcesie tego gatunku z reguły decyduje to, co może uratować także prawdziwą randkę: stworzenie odpowiedniej atmosfery, prywatnego języka między bohaterami, uchwycenie ich relacji w garści sentymentalnych atrybutów, ale z zastrzeżeniem, że musi dziać się to mimochodem, z nonszalancją i bez przymusu. W „Planie B" sztuczne jest nawet zapłodnienie. I to niestety niewykorzystany motyw.

Twórcy komedii romantycznej z Jennifer Lopez poradzili sobie o wiele gorzej niż autorzy komedii romantycznej z Anną Dereszowską. Polskie „Nigdy nie mów nigdy" jest lepsze od „Planu B", bo nie sprowadza samotnej matki do sytuacji podmiotowej, a raczej przedmiotowej, nie czyni z grona samotnych matek stereotypowej grupy wsparcia złożonej z dziwaczek i lesbijek.

Żal patrzeć jakimi uprzedzeniami i przeświadczeniami obarczeni są scenarzyści „Planu B". Strach byłoby również umówić się z którymkolwiek z nich na randkę, skoro romantycznych atrybutów szukają na ziemi, na siłę wpychając do miłosnego świata bohaterów pierwszą z brzegu monetę. Zła to moneta jeśli tak tanio pozyskany pieniądz ma być gadżetem pierwszej randki. Jeszcze gorzej jeśli o zakochaniu się głównej bohaterki decyduje widok wybrańca na traktorze, bez koszulki ( nawet jeśli bohatera gra Alex O'Loughlin, mniej znana wersja Gerarda Butlera ).

Sytuacji nie ratuje ani niepełnosprawny pies, ani standardowe żarty rodem z banku spermy. „Ożeń się, zrób dziecko. Niekoniecznie w tej kolejności" - mówią do nas z plakatu „Planu B". Jeśli dacie się przekonać, to przyda się każde towarzystwo - niekoniecznie zaręczone czy spokrewnione. Koszmarnym niestrawnościom lepiej stawiać czoła wespół w zespół, by klisz moc móc zmóc.

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama