Legia pokonana!

WK, inf. prasowa | Utworzono: 2019-12-20 05:52
A|A|A

Po stronie WKS-u na parkiet wybiegła taka sama piątka, jak w ostatnich meczach: Kamil Łączyński, Devoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Michał Gabiński i Michael Humphrey. Bez dwóch zdań to goście lepiej zaczęli mecz – wykazywali więcej determinacji i energii, co przełożyło się na aktywną obronę i szybkie kontry. Legia męczyła się w ataku i popełniała mnóstwo strat, co dla Śląska było wodą na młyn i pozwoliło Wojskowym odskoczyć aż na 18 punktów już w pierwszej kwarcie (27:9). Zza łuku gospodarzy bombardowali Devoe Joseph, Jakub Musiał i nawet Michael Humphrey. Warszawiacy zdołali jeszcze zniwelować nieco przewagę, przede wszystkim dzięki niesamowitej energii Michała Michalaka, który na tamten moment wyglądał jak jedyny dobrze dysponowany w stołecznej drużynie zawodnik. Po 10. minutach WKS prowadził 27:18.

Kolejne minuty należały jednak do Keanu Pindera i nowego nabytku Legii – Kahlila Dukesa. Podkoszowy zaliczył lepszy fragment kończąc kilka akcji z rzędu, obwodowy kilkukrotnie postraszył z kolei swoim rzutem i niestety wrocławianie stracili całą wypracowaną przewagę. WKS miał problem z powrotem do obrony i szybkimi atakami legionistów – wynik oscylował w granicach remisu. Na szczęście podopieczni Olivera Vidina wytrzymali trudniejszy moment i pod koniec kwarty ponownie przycisnęli rywala. Powrót Michała Gabińskiego i dobra zmiana Danny’ego Gibsona pozwoliły odskoczyć przed przerwą na 8 oczek (49:41). Na plus zdecydowanie należało zaliczyć drużynową grę, gdyż każdy z Trójkolorowych, którzy pojawili się na boisku, punktował. Tego samego nie można było powiedzieć o Legii, którą w grze utrzymywał w zasadzie sam Michalak.

Drużyna Olivera Vidina miała ewidentną przewagę pod względem umiejętności, zgrania czy determinacji, ale w pierwszej połowie nie była w stanie zdominować rywala na miarę swoich możliwości. Pierwsze tego przebłyski zaczęliśmy obserwować w trzeciej kwarcie. Choć Legia na początku zbliżyła się na 3 oczka, wrocławianie szybko wrócili do około 10-punktowej przewagi i utrzymywali ją przez kolejne minuty. Trójkolorowi zachowywali odpowiedni balans w ataku, a ze swoich zadań dobrze wywiązywali się niemal wszyscy. Większych problemów z kończeniem akcji pod koszem nie mieli Aleksander Dziewa i Michael Humphrey, z kolei Devoe Joseph i Kamil Łączyński rozdawali kolejne asysty lub sami trafiali ważne trójki. Po pół godziny gry Śląsk prowadził 73:64 i choć wizualnie wyglądał znacznie lepiej, wciąż brakowało potwierdzenia, jak znacznie lepszą drużyną jest.

To potwierdzenie nadeszło nareszcie w czwartej kwarcie. Ekipa Tane Spaseva miała jeszcze nadzieje na dogonienie rywala, ale ostatnią część gry zaczęła od stracenia 12. punktów z rzędu! Świetny mecz grał Danny Gibson, który trafił w tym ważnym momencie 2 trójki. WKS zagrał piekielnie mocno w obronie, co tylko napędziło jego atak. Zbudowanie około 20-punktowej przewagi pozwoliło w zupełności kontrolować spotkanie do jego końca. Kompletnie rozbita Legia nie była w stanie zaprezentować jakiejkolwiek odpowiedzi na koncertowo grający w ostatnich minutach Śląsk. Wrocławianie wymuszali kolejne straty i trudne rzuty rywali, a sami raz za razem efektownie kończyli akcje pod drugim koszem. Końcowy wynik to miażdżące zwycięstwo drużyny Olivera Vidina 98:71.

Basket Liga:

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 71:98 (17:28, 24:21, 23:24, 7:25).

Punkty:

Legia Warszawa: Michał Michalak 20, Kahlil Dukes 18, Keanu Pinder 14, Milan Milovanovic 8, Filip Matczak 4, Dawid Sączewski 3, Jakub Nizioł 3, Przemysław Kuźkow 1, Romaric Belemene 0, Adam Linowski 0, Patryk Nowerski 0, Jakub Sadowski 0.

Śląsk Wrocław: Aleksander Dziewa 20, Michael Humphrey 12, Mathieu Wojciechowski 12, Devoe Joseph 11, Danny Gibson 11, Michał Gabiński 9, Kamil Łączyński 7, Jakub Musiał 5, Norbert Kulon 5, Torin Dorn 3, Andrew Chrabascz 3, Tomasz Żeleźniak 0.

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama