Sobotnie sukcesy dolnośląskich drużyn

| Utworzono: 2008-05-18 12:14 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

W meczu PGE Turowa Zgorzelec z Prokomem Treflem Sopot decydujące punkty na 6 sekund przed końcem zdobył David Logan.

Pierwsza kwarta była niezwykle wyrównana, a obie drużyny prowadziły walkę kosz za kosz. Jednak z czasem to Prokom zyskiwał przewagę i dzięki dobrej grze mistrzowie Polskie prowadzili po pierwszych dwudziestu minutach różnicą 11 punktów.

W 27. minucie ta przewaga wzrosła do 14 punktów po serii pięciu punktów Donatasa Slaniny. Wtedy jednak zaczęły się problemy gości. Najpierw trzy przewinienia z rzędu popełnił Igor Milicić, ostatnie z nich było już piątym jego faulem i zawodnik musiał opuścić boisku. Po chwili to samo uczynił Mustafa Shakur i Prokom został bez rozgrywającego. Swój show rozpoczął David Logan, z którym zupełnie nie radził sobie Krzysztof Roszyk. Amerykanin seryjnie zdobywał punkty, aż w końcu na sześć sekund przed końcem wyprowadził Turów na prowadzenie 80:79.

W odpowiedzi "kroki" popełnił Slanina i sfrustrowany bardzo mocno sfaulował Andresa Rodrigueza, który wykorzystał dwa rzuty wolne, ale opuścił boisku z kontuzją ręki.

Drugi mecz dziś o godz. 15.00. Rywalizacja trwa do czterech wygranych.


Do dwóch zwycięstw walczą ASCO Śląsk Wrocław i Polpak Świecie o brązowy medal. W pierwszym pojedynku ASCO wygrało 91:81.

Wrocławianie od początku mieli inicjatywę, głównie za sprawą świetnej gry Andriusa Giedraitisa i po pierwszej kwarcie prowadzili 31:14, co praktycznie ustawiło dalsze losy spotkania. W drugiej części gry koszykarze Polpaku zniwelowali część strat. Jednak po przerwie do głosu znów doszli gospodarze i wypracowali sobie znaczną przewagę.

Na początku czwartej kwarty ASCO prowadzio już 80:61 i wtedy szkoleniowiec gości Mihailo Uvalin został ukarany dwoma przewinieniami technicznymi, co w efekcie spowodowało wyrzucenie go z hali. Jednak bez swojego trenera gracze Polpaku zagrali bardzo zmobilizowani i trafiając wiele rzutów z dystansu zniwelowali stratę do 10 punktów.

Warto podkreślić, że w meczu zagrał Radosław Hyży, który przez kilka ostatnich miesięcy pauzował z powodu kontuzji.


Gorsi od koszykarzy nie byli także piłkarze nożni Śląska Wrocław, którzy wreszcie zdobyli komplet punktów. Po porażce w Warszawie z Polonią i remisie na własnym stadionie z Odrą Opole Śląsk wygrał w Lublinie z Motorem 1:0.

Rozstrzygająca dla losów meczu była akcja z 32. minuty. Prawą stroną pomknął Marek Gancarczyk, dośrodkował w pole karne, tam kilku centymetrów zabrakło Tomaszowi Szewczukowi, ale zamykający akcję Janusz Gancarczyk bez problemów trafił do siatki rywali. W drugiej części spotkania więcej z gry miał zespół Motoru, ale mimo kilku dogodnych okazji nie zdołał doprowadzić do wyrównania.

Warto zaznaczyć, że zwycięstwo Śląska ma swój szczególny wymiar. Po ogłoszeniu, że fuzja z Groclinem jest już pewna wrocławscy piłkarze potrafili udowodnić, że sami są w stanie wywalczyć awans do I ligi.

Już w środę Śląsk zmierzy się na stadionie przy ul. Oporowskiej z Lechią Gdańsk. Początek meczu o godz. 17.00.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama