Udawał, że jest śmiertelnie chory. Wyłudzili z żoną pół miliona złotych na "leczenie", teraz staną przed sądem

Prokuratura Okręgowa we Wrocławia skierowała akt oskarżenia do Sądu Okręgowego w sprawie oszustwa, którego dopuścili się Grzegorz P. i Joanna P. ze Strzelina. Mężczyzna od 2018 do 2024 roku symulował chorego na glejaka. Przygotował fałszywą dokumentację medyczną, która miała uwiarygodnić jego historię. Wspólnie z żoną zorganizował zbiórkę na portalu www.pomagam.pl, a także poprzez stowarzyszenie ze Strzelina oraz bezpośrednie wpłaty na założone rachunki bankowe. Twierdzili, że zbierają na bardzo drogi lek. Oskarżonym grozi od roku do 10 lat pozbawienia wolności. O sprawie informowaliśmy na portalu Radia Wrocław w kwietniu 2024 roku.
Zobacz też: Dziury w bieżni i braki w infrastrukturze. Co dalej ze stadionem w Szklarskiej Porębie?
Ponad 3000 osób nabrało się na ich historię
Na historię małżeństwa nabrało się ponad 3000 osób, a straty poniesione przez darczyńców wyniosły ponad pół miliona złotych! Grzegorz P. w trakcie przesłuchań przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Mężczyzna oskarżony jest także o sfałszowanie dokumentacji, w tym medycznej.
- Ustalono, że Grzegorz P. symulował chorego na glejaka. W tym celu sfałszował dokumentację medyczną, mającą to uwiarygodnić, a następnie wspólnie z żoną, Joanną P., wprowadzili w błąd szereg pokrzywdzonych co do stanu jego zdrowia i w ten sposób uzyskiwali środki pieniężne - powiedziała Radiu Wrocław Karolina Stocka-Mycek, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Z kolei Joanna P. nie przyznała się do popełnienia zarzucanych jej czynów.
- Na etapie postępowania przygotowawczego Grzegorz P. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia w tym zakresie. Natomiast Joanna P. nie przyznała się, wskazując, że była przekonana, że jej mąż jest ciężko chory i dlatego pomagała mu w organizowaniu środków pieniężnych na jego leczenie - relacjonuje Karolina Stocka-Mycek.
Na Facebooku wciąż aktywna jest grupa pod nazwą "Grzegorzowi pomagamy - licytacje wygrywamy" opatrzona zdjęciem małżeństwa i ich kilkuletniej córki. Grzegorz P. opisywany jest jako "kochany mąż i Tata Dorotki", który "o chorobie dowiedział się zupełnie przez przypadek, w dniu, kiedy jego wyczekana córeczka obchodziła swoje pierwsze urodziny". Rzekomo na leczenie miał wówczas wydać już ponad 600 tysięcy złotych. Zbierane pieniądze miały być przeznaczone na nowy lek, którego jeden cykl miałby kosztować 75 tysięcy złotych.
Przeczytaj: Pies przywiązany stalową linką do samochodu! Zwierzę szybko naprowadziło policjantów na trop swojego "pana"
W sieci wciąż aktywna jest grupa z licytacjami
Jeden z ostatnich wpisów na grupie jest autorstwa jednej z kobiet oszukanych przez małżeństwo. "Justynę znam 33 lata. Poznałyśmy się w pierwszej klasie. (...) Byłam pierwszą osobą, którą Justyna z płaczem poinformowała o "chorobie" Grześka (styczeń 2019 r.). Zawoziłam im jedzenie na święta, bo przecież tam taka bieda... Kiedy oboje płakali, że brakuje im pieniędzy na kolejną dawkę chemii, moja rodzina pożyczyła im łącznie 25 tysięcy złotych... Ja, samodzielna mama dziecka chorego przewlekle i nieuleczalnie, pożyczyłam im 10 tysięcy... Bo przecież trzeba było ratować Grześka - męża i ojca..." - pisze pani Anna. Komentarze pod postem pełne są podobnych wpisów oszukanych internautów.
Inny wpis z kolei zamieścił sam Grzegorz P. 19 kwietnia 2024 roku po tym, jak zbiórka została zablokowana. Najwyraźniej oszust nadal był przekonany, że nie zostanie zdemaskowany: "Jak zauważyliście zbiórka jest w tym momencie nieaktywna. Zostałem poproszony o przesłanie dokumentacji medycznej i dział bezpieczeństwa prowadzi weryfikację. Było już tak kilka razy. Zazwyczaj w godzinach nocnych i nie było tego widać. Nie wiem ile czasu potrwa tym razem. Jest weekend, wiec możliwe że długo. Może i dobrze, że jest teraz, bo utnie wszelkie spekulacje na temat mojego stanu zdrowia. W związku z zaistniałą sytuacją nie będziemy dziś kończyć aukcji, gdyż nie ma możliwości wpłaty."
"Gdy pisaliśmy prośbę o dalszą pomoc to byliśmy załamani i przerażeni. Mamy okropnie trudne czasy... Nikomu nie jest lekko. A Wy... Wy wszyscy od razu stanęliście przy nas i zrobiliście co tylko mogliście, by nam pomóc. Żadna nasza zbiórka do tej pory nie przebiegała tak intensywnie i aż z takim Waszym zaangażowaniem jak ta. Nigdy nie znajdę słów by za to Wam dziękować..." - pisała z kolei niecały rok wcześniej Justyna P., dodając: "A teraz co dalej... nie wiemy... przed Grześkiem jeszcze 9 wlewów... Prosimy o modlitwę i trzymanie kciuków by tym razem sie udało pokonać glejaka. By ta kuracja była ta ostatnią i byśmy wreszcie mogli odzyskać swoje życie. By było już dobrze i spokojnie. Po prostu zwyczajnie".
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

