Trwa cisza wyborcza przed wyborami prezydenckimi. Na co powinniśmy uważać? Nawet milion złotych kary

W niedzielę głosujemy w wyborach prezydenckich. Wiele osób zmieniło swoje obwodowe komisje wyborcze ze względu na miejsce zamieszkania. Mogą zdarzyć się pomyłki i na przykład w lokalu wyborczym okaże się, że nie ma nas na liście. Tomasz Szczepański, dyrektor wrocławskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego uspokaja, że wtedy komisja wszystko jeszcze raz sprawdzi:
- Jeśli się okaże, że to jest oczywista pomyłka i wyborca powinien być w spisie i urząd gminy czy miasta poinformuje, że to był błąd, komisja dopisze takiego wyborcę do spisu i wyborca będzie mógł zagłosować.
Pamiętajmy, że jeżeli pobraliśmy zaświadczenie o prawie do głosowania w dowolnym miejscu, to nie będzie nas na liście w żadnym spisie wyborców.
Do czasu zamknięcia lokali wyborczych trwa cisza przed wyborami prezydenckimi. Oprócz oczywistych przypadków jej łamania - jak agitacja wyborcza, trzeba bardzo uważać na to, co wrzucamy do internetu.
- Nie powinniśmy publikować nic [nowego - przyp. red.) w internecie. Ale to, co zostało zamieszczone w internecie przed ciszą wyborczą, może się tam znajdować. Nie powinniśmy tylko w tym czegokolwiek zmieniać - podkreśla Szczepański.
Trzeba jednak uważać z dodawaniem na swoje profile w mediach społecznościowych materiałów opublikowanych wcześniej. W trakcie ciszy wyborczej może to zostać uznane za jej złamanie. Przekonał się o tym sam wiceminister sprawiedliwości, Arkadiusz Myrcha, który po północy zamieścił na swoim profilu grafikę zachęcającą do głosowania na jednego z kandydatów. Usunął ją już i przeprosił, ale sprawą zajmują się już służby.
Przepraszam, w wyniku błędu ładowania grafik , pojawiły się one po północy. Już usunąłem. Za błąd przepraszam .
— Arkadiusz Myrcha (@ArkadiuszMyrcha) May 17, 2025
Za złamanie ciszy wyborczej grozi kara grzywny od pięciu tysięcy do nawet miliona złotych.
Czytaj także: Z lasów znikną szlabany. To efekt nowych przepisów
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

