Śląsk zremisował na Śląskim

Po raz pierwszy w tym sezonie od pierwszej minuty ujrzeliśmy duet Damian Warchoł — Przemysław Banaszak. Ten drugi to jeden z sześciu piłkarzy, obok Michała Szromnika, Yehora Matsenki, Jorge Yriarte, Antoniego Klimka i Piotra Samca-Talara, którzy „ostali się” w jedenastce porównując ostatni mecz ligowy ze Stalą Rzeszów. Trener Simundza zdecydował się również postawić na debiutanta - Lamine’a Ba. Drugi z nowych nabytków, czyli Michał Mokrzycki, spotkanie z Ruchem rozpoczął na ławce rezerwowych.
Pierwszą dobrą sytuację spotkania stworzyli sobie wrocławianie. Wszystko zaczęło się od Antoniego Klimka, który znalazł się z piłką w okolicach szesnastki Ruchu. Jego dośrodkowanie zaskoczyło defensywę Niebieskich, a bliski uderzenia piłki głową był Przemysław Banaszak. Jego intencje czujnie uprzedził jednak Bartłomiej Gradecki, który wyłuskał futbolówkę i zażegnał zagrożenie pod własną bramką. Kilka minut później dobrze po dośrodkowaniu z rzutu rożnego uderzył Przemysław Banaszak, choć ponownie interweniował golkiper gospodarzy.
W szesnastej minucie spotkania doszło do nieporozumienia pomiędzy graczami WKS-u w ich własnym polu karnym. W efekcie Marko Dijaković próbując wybić piłkę, trafił w rywala — konkretnie Marko Kolara. Sędzia bez wahania podyktował rzut karny dla Ruchu Chorzów. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Szymon Szymański, czyli kapitan zespołu, który pewnym uderzeniem w prawy górny róg bramki pokonał Michała Szromnika.
Po objęciu prowadzenia Ruch poszedł za ciosem. Swoje sytuacja miał chociażby były piłkarz WKS-u, Patryk Szwedzik, przy którego strzale wysilić się musiał Szromnik. Później Ruch co prawda zdobył drugiego gola, ale sędzia dopatrzył się przekroczenia przepisów i po analizie VAR bramka nie została uznana.
Choć z przebiegu spotkania niewiele na to wskazywało, Śląsk zdołał doprowadzić do wyrównania! Lamine Ba zanotował ważny odbiór jeszcze przed własnym polem karnym. Chwilę później futbolówka znajdowała się już pod nogami Jorge Yriarte, który szybko wypuścił Krzysztofa Kurowskiego na lewej stronie. Ten długim podaniem znalazł Przemysława Banaszaka, który w swoim stylu - wygrał pojedynek bark w bark z obrońcą, złamał akcję ze skrzydła do pola karnego i ze skraju „szesnastki” posłał idealne uderzenie prosto w okienko! Bramkarz Ruchu nie miał żadnych szans na interwencję, a napastnik WKS-u podwyższył wynik swoich trafień w tym sezonie do dziewięciu.
W samej końcówce pierwszej połowy bardzo ważną interwencją popisał się Yehor Matsenko. Po składniej, drużynowej akcji Ruchu przeprowadzonej prawą stroną boiska blisko znalezienia się w klarownej sytuacji był Patryk Szwedzik. Gdyby nie interwencja ukraińskiego defensora, ta sytuacja mogła zakończyć się znacznie boleśniej, niż „tylko” rzutem rożnym.
Gdy wydawało się, że lada moment sędzia zaprosi oba zespoły na przerwę, Ruch ponownie objął prowadzenie, choć na szczęście dla Wrocławian, również i ten gol został nieuznany, po tym jak na spalonym znalazł się Kolar, który dobijał uderzenie Szwedzika. Wraz z decyzją o anulowaniu gola Niebieskim, zakończyła się pierwsza połowa spotkania.
Po podwójnej korekcie w składzie Śląska rozpoczęła się druga połowa spotkania. Przez długi czas nie obserwowaliśmy zbyt wielu akcji po obu stronach. Przełamanie nadeszło dopiero w 60. minucie spotkania, kiedy to akcję bramkową dla Wrocławian wypracował zmiennik - Marc Llinares! Hiszpan podjął próbę dośrodkowania z lewej strony boiska, nieopodal końcowej linii, a piłka niefortunnie odbiła się od niegdyś reprezentującego zielono-biało-czerwone barwy Martina Konczkowskiego i wpadła do bramki Niebieskich. Śląsk po raz pierwszy w tym meczu wyszedł na prowadzenie. I to po swojaku swojego byłego gracza.
Niestety dla gości powtórzyła się historia z poprzedniego starcia z Ruchem na Stadionie Śląskim, kiedy to gospodarze dwukrotnie zdobyli gola po rzucie karnym. Sędzia Stefański po analizie VAR dojrzał zagranie ręką Piotra Samca-Talara we własnym polu karnym i ponownie wskazał na „wapno”. Do rzutu karnego znów podszedł Szymański i choć tym razem jego intencje wyczuł Michał Szromnik, wobec dobitki bramkarz Śląska był już pozbawiony szans na skuteczną interwencję.
W 82. minucie spotkania oko w oko z Szromnikiem stanął Lachendro po tym, jak Daniel Szczepan wygrał przebitkę z Ba. Uderzenie świeżo wprowadzonego wówczas zawodnika Ruchu, na szczęście poszybowało nad poprzeczką bramki WKS-u. Niebiescy jednak z minuty na minutę coraz częściej gościli w szesnastce podopiecznych Ante Simundzy.
Ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami w meczu inaugurującym rundę wiosenną.
Ruch Chorzów - Śląsk Wrocław 2:2 (1:1)
Bramki: 1:0 Szymon Szymański (18-karny), 1:1 Przemysław Banaszak (34'), 1:2 Martin Konczkowski (60-samobójcza), 2:2 Szymon Szymański (75').
Ruch: Gradecki - Konczkowski, Komor (Szczepan 67’), Lukić, Karasiński, Szwoch, Szymański, Nagamatsu (Ventura 85’), Jendryka (Lachendro 80’), Szwedzik (Ceglarz 80’), Kolar
Śląsk: Szromnik - Klimek (Llinares 46’), Matsenko, Ba, Dijaković, K. Kurowski, Sokołowski (Mokrzycki 46’), Yriarte, Samiec-Talar, Warchoł (Niewiarowski 82’), Banaszak
Żółte kartki: Yriarte, Ba, Mokrzycki, Samiec-Talar (Śląsk) oraz Lukić (Ruch)
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
Widzów: 17 089
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
