Zatrucie chemiczne przy Gazowej. Worki z niebezpiecznymi odpadami przez tydzień zalegały w mieszkaniu zmarłego - Radio Wrocław

Zatrucie chemiczne przy Gazowej. Worki z niebezpiecznymi odpadami przez tydzień zalegały w mieszkaniu zmarłego

Elżbieta Osowicz
Elżbieta Osowicz
| 2 miesiące temu, 2026-04-29, 07:03
Zatrucie chemiczne przy Gazowej. Worki z niebezpiecznymi odpadami przez tydzień zalegały w mieszkaniu zmarłego – 19 kwietnia przy Gazowej doszło do śmiertelnego zatrucia toksyczną substancją.
19 kwietnia przy Gazowej doszło do śmiertelnego zatrucia toksyczną substancją.
Fot. Konrad Pluciński

Kto powinien zająć się utylizacją niebezpiecznych odpadów zawierających między innymi silnie toksyczną substancję chemiczną? Jak dowiedziało się Radio Wrocław, po akcji służb ratunkowych przy ulicy Gazowej we Wrocławiu zostały worki z niebezpiecznymi odpadami.

Przypomnijmy, że w niedzielę, 19 kwietnia, w jednym z mieszkań przy ulicy Gazowej we Wrocławiu doszło do uwolnienia silnie trującej substancji. 14 osób ewakuowano z budynku, a lokator mieszkania po przewiezieniu do szpitala zmarł. Jak ustalono, poszkodowany - dwudziestokilkuletni naukowiec - wypił merkaptoetanol, silnie drażniący związek chemiczny, który nie jest przeznaczony do spożycia przez ludzi. Na miejscu działała specjalna jednostka zabezpieczenia chemicznego, a SOR, do którego przewieziono poszkodowanego, był zamknięty przez kilka godzin. Śledztwo w sprawie prowadzi prokuratura.

Strażacy zamierzali przekazać odpady członkowi zarządu wspólnoty mieszkaniowej

Przez ponad tydzień worki z niebezpieczną substancją były zamknięte w mieszkaniu, w którym doszło do tragedii. Początkowo wezwani na pomoc strażacy ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego zamierzali jednak przekazać pozostałości jednemu z członków zarządu wspólnoty mieszkaniowej. Bartosz Lipiec nie ukrywa, że był zaskoczony i nie wiedział, co zrobić z odpadami, dlatego nie chciał brać na siebie takiej odpowiedzialności:

- Udało się wypracować rozwiązanie następujące, że te worki zostaną zabrane sprzed wejścia do klatki schodowej i zostaną zamknięte ponownie w tym mieszkaniu do czasu pojawienia się właścicieli lokalu, czyli tak naprawdę zostało to przerzucone na nich.

Rodzina zmarłego mężczyzny powiedziała nam, że przez tydzień bezskutecznie szukała firmy, która podjęłaby się utylizacji odpadów. Dopiero w miniony poniedziałek, po zwróceniu się o pomoc do prokuratury, policja zabrała worki.

Sprawdź też: Zabójstwo 36-latki we Wrocławiu. Mąż zadał jej kilka ciosów nożem, a potem zabrał synów na komisariat

 

Formalnie działania służb były zgodne z przepisami

Damian Górka, rzecznik Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu, podkreśla, że standardowo pozostawiane odpady nie stanowią zagrożenia, bo są zabezpieczane, ale na razie nie chciał komentować tej sytuacji:

- W chwili obecnej potrzebuję zebrać informacje dotyczące pełnego przebiegu tego zdarzenia. Natomiast Państwowa Straż Pożarna nie zabiera z miejsca zdarzenia odpadów poakcyjnych i nie przekazuje ich do utylizacji.

Strażacy tłumaczą, że obowiązek utylizacji odpadów ciąży na właścicielu lokalu lub zarządcy budynku czy terenu. Obawy lokatorów jednak pozostały. Sebastian Jeziorski - zastępca dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego - tłumaczy, że formalnie działanie strażaków było zgodne z przepisami:

- Zostały zabezpieczone, więc nie stanowiły już zagrożenia w momencie przekazania. My rozmawialiśmy z komendą (straży pożarnej - red.) i oni też prowadzą analizę w tym zakresie, czy te procedury nie powinny być przeanalizowane i czy jakichś zmian nie powinno być. Choćby w zakresie wskazania konkretnie, gdzie to można zutylizować, bo być może takie rzeczy też trzeba by podjąć.

Bartosz Lipiec, który poinformował nas o swoich wątpliwościach, zadał też pytania kancelarii premiera, MSWiA oraz Ministerstwu Klimatu i Środowiska. Jego pismo załączamy w galerii pod tym artykułem. Na razie pan Bartosz otrzymał jedynie informację, że sprawa została przekazana do wyjaśnienia.

Więcej w materiale Elżbiety Osowicz:

1.0x
00:00
00:00

Nasza reporterka medyczna rozmawiała z Bartoszem Lipcem ze wspólnoty mieszkaniowej - posłuchajcie:

1.0x
00:00
00:00

1.0x
00:00
00:00

Wrocław: Burza w Teatrze Polskim. Spór o zwolnienia i kulisy rozmów - padają poważne oskarżenia


Komentarze (6)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Interpretator prawa 2026-04-29 10:43:31 z adresu IP: (193.28.xxx.xxx)
Pan Bartosz myślał, że jedynym obowiązkiem zarządcy jest pisanie pisemek, aby odwołać poprzednią ekipę i na tym się kończy jego bohaterska odpowiedzialność? :-) Aż tu nagle zaskoczenie... Bo obowiązków zarządcy - w myśl polskiego prawa - jest dużo więcej. Jak na parkingu przed budynkiem padnie dzik to też będzie się tym musiał zająć zarządca. Bo taki jest jego obowiązek. Jak w garażu rozleje się 200 litrów oleju napędowego to też nie posprząta tego straż, a firma znaleziona przez zarządcę. Bo zarządca to taki "szeryf" budynku. Fizycznie, nie tylko na facebookowej grupie. Ciąży na nim bardzo szeroko pojęta dbałość o bezpieczeństwo korzystania z budynku, także w sytuacjach nietypowych jak się okazało właśnie teraz. A Pan Bartosz? Dalej zdziwiony. I dalej pisze pisemka, czyli to co przynajmniej umie robić najlepiej :-)
~Marek 2026-04-29 10:32:49 z adresu IP: (2001:x:x:x)
Polskie prawo pewnie przewiduje, że wrzuci się to do zmieszanych i problem z głowy. A jednak nie do końca
~Wrocławianie 2026-04-29 08:48:46 z adresu IP: (37.109.xxx.xxx)
Śmiech przez łzy !!! To państwo to utopia. Procedury ? Nie chcemy tych polityków i radnych ! Tfu !
~Nick12 2026-04-29 08:00:29 z adresu IP: (188.33.xxx.xxx)
Klasyka w tym kraju, urzędasy utrzymywani za nasze pieniądze przerzucają odpowiedzialność między sobą a konsekwencje ponosi szary Kowalski
~Nick12 2026-04-29 10:14:22 z adresu IP: (185.164.xxx.xxx)
@Borys Brawo właśnie zrobiłeś to co typowy urzędas - przerzuciłeś odpowiedzialność
~Borys 2026-04-29 09:40:58 z adresu IP: (78.30.xxx.xxx)
I tak i nie. Urzędnicy muszą działać w granicach prawa, także pretensje do polityków.