Zatrucie chemiczne przy Gazowej. Worki z niebezpiecznymi odpadami przez tydzień zalegały w mieszkaniu zmarłego
Kto powinien zająć się utylizacją niebezpiecznych odpadów zawierających między innymi silnie toksyczną substancję chemiczną? Jak dowiedziało się Radio Wrocław, po akcji służb ratunkowych przy ulicy Gazowej we Wrocławiu zostały worki z niebezpiecznymi odpadami.
Przypomnijmy, że w niedzielę, 19 kwietnia, w jednym z mieszkań przy ulicy Gazowej we Wrocławiu doszło do uwolnienia silnie trującej substancji. 14 osób ewakuowano z budynku, a lokator mieszkania po przewiezieniu do szpitala zmarł. Jak ustalono, poszkodowany - dwudziestokilkuletni naukowiec - wypił merkaptoetanol, silnie drażniący związek chemiczny, który nie jest przeznaczony do spożycia przez ludzi. Na miejscu działała specjalna jednostka zabezpieczenia chemicznego, a SOR, do którego przewieziono poszkodowanego, był zamknięty przez kilka godzin. Śledztwo w sprawie prowadzi prokuratura.
Strażacy zamierzali przekazać odpady członkowi zarządu wspólnoty mieszkaniowej
Przez ponad tydzień worki z niebezpieczną substancją były zamknięte w mieszkaniu, w którym doszło do tragedii. Początkowo wezwani na pomoc strażacy ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego zamierzali jednak przekazać pozostałości jednemu z członków zarządu wspólnoty mieszkaniowej. Bartosz Lipiec nie ukrywa, że był zaskoczony i nie wiedział, co zrobić z odpadami, dlatego nie chciał brać na siebie takiej odpowiedzialności:
- Udało się wypracować rozwiązanie następujące, że te worki zostaną zabrane sprzed wejścia do klatki schodowej i zostaną zamknięte ponownie w tym mieszkaniu do czasu pojawienia się właścicieli lokalu, czyli tak naprawdę zostało to przerzucone na nich.
Rodzina zmarłego mężczyzny powiedziała nam, że przez tydzień bezskutecznie szukała firmy, która podjęłaby się utylizacji odpadów. Dopiero w miniony poniedziałek, po zwróceniu się o pomoc do prokuratury, policja zabrała worki.
Sprawdź też: Zabójstwo 36-latki we Wrocławiu. Mąż zadał jej kilka ciosów nożem, a potem zabrał synów na komisariat
Formalnie działania służb były zgodne z przepisami
Damian Górka, rzecznik Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu, podkreśla, że standardowo pozostawiane odpady nie stanowią zagrożenia, bo są zabezpieczane, ale na razie nie chciał komentować tej sytuacji:
- W chwili obecnej potrzebuję zebrać informacje dotyczące pełnego przebiegu tego zdarzenia. Natomiast Państwowa Straż Pożarna nie zabiera z miejsca zdarzenia odpadów poakcyjnych i nie przekazuje ich do utylizacji.
Strażacy tłumaczą, że obowiązek utylizacji odpadów ciąży na właścicielu lokalu lub zarządcy budynku czy terenu. Obawy lokatorów jednak pozostały. Sebastian Jeziorski - zastępca dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego - tłumaczy, że formalnie działanie strażaków było zgodne z przepisami:
- Zostały zabezpieczone, więc nie stanowiły już zagrożenia w momencie przekazania. My rozmawialiśmy z komendą (straży pożarnej - red.) i oni też prowadzą analizę w tym zakresie, czy te procedury nie powinny być przeanalizowane i czy jakichś zmian nie powinno być. Choćby w zakresie wskazania konkretnie, gdzie to można zutylizować, bo być może takie rzeczy też trzeba by podjąć.
Bartosz Lipiec, który poinformował nas o swoich wątpliwościach, zadał też pytania kancelarii premiera, MSWiA oraz Ministerstwu Klimatu i Środowiska. Jego pismo załączamy w galerii pod tym artykułem. Na razie pan Bartosz otrzymał jedynie informację, że sprawa została przekazana do wyjaśnienia.
Więcej w materiale Elżbiety Osowicz:
Nasza reporterka medyczna rozmawiała z Bartoszem Lipcem ze wspólnoty mieszkaniowej - posłuchajcie:
Wrocław: Burza w Teatrze Polskim. Spór o zwolnienia i kulisy rozmów - padają poważne oskarżenia
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.


