Złota dziesiątka na 18. Nowe Horyzonty

Jan Pelczar | Utworzono: 2018-07-19 07:32 | Zmodyfikowano: 2018-07-19 07:32
A|A|A

fot. materiały prasowe

1. FUGA, reż. Agnieszka Smoczyńska-Konopka

Jej debiutanckie „Córki dancingu”, choć nagrodzone w Gdyni, polskich kin nie podbiły. Za to w świecie poradziły sobie świetnie – od Stanów Zjednoczonych po Japonię. Soundtrack łatwiej zdobyć w Nowym Jorku i Tokio, niż nad Wisłą. Co świadczy o wiedzy rodaków Srebrnej i Złotej na temat tego, co widz chętnie obejrzy, a słuchacz posłucha. Analiza porównawcza modelu dystrybucji „Córek...” w Polsce i zagranicą to temat na szóstkę z matury, magisterkę filmoznawczą albo teczkę konkursową kandydata na kolejną kadencję dyrektora PISF. Trudno się dziwić, że drugi film wrocławianki debiutował najpierw w świecie szerokim. Szczególnie, że debiutował w Cannes. „Fuga”, z Gabrielą Muskałą w roli głównej i wedle jej scenariusza, opowiada o kobiecie, która straciła pamięć i nie chce jej odzyskać. Gdybym ja stracił pamięć, chciałbym z niej odzyskać chociaż seanse filmów Agnieszki Smoczyńskiej. Dlatego najbardziej czekam na premierę jej filmu we Wrocławiu. Zdziwiłem się jedynie, że organizatorzy dali „Fudze” szansę na Grand Prix. Dzięki temu w konkursie głównym mam faworyta jeszcze przed startem.

 

2. MONUMENT, reż. Jagoda Szelc

Dobór filmów do konkursu głównego zdziwił mnie także dlatego, że zmieszczono w niej film Smoczyńskiej, ale zabrakło drugiego pełnego metrażu zeszłorocznej laureatki nagrody za debiut w Gdyni, także wrocławianki, Jagody Szelc. Jej „Monument” to kolejny dyplom aktorski z łódzkiej szkoły. Czyli następna, po m.in „Śpiewającym obrusiku” i „Soyerze”, emanacja pomysłu rektora Mariusza Grzegorzka. Podobno oswajanie zbiorowości początkujących aktorów przed kamerą jeszcze nie wyszło tak dobrze. Podobno „Monumentu” nie ma w konkursie głównym Nowych Horyzontów, bo to warunek, by wystartował w innym, na jednym z najbardziej prestiżowych festiwali filmowych na świecie. Po zachwycie filmem „Wieża. Jasny dzień”, który też będzie do obejrzenia na tegorocznych Horyzontach, popędzę na „Monument” z radością i ciekawością.

 


3. KAFARNAUM, reż Nadine Labaki

Nie byłem w tym roku w Cannes, ale, czekając na nagrodę dla Pawła Pawlikowskiego, pilnie śledziłem galę rozdania nagród. Za jej najbardziej wzruszający, katartyczny i dający do myślenia moment uznaję przemowę Nadine Labaki. Reżyserka, której rozgłos, także w Polsce, przyniósł „Karmel” opowiedziała o głównym bohaterze swojego filmu i o chłopcach jemu podobnych. Że nie wiadomo, gdzie teraz są. Że nie wiemy, w jaki sposób przetrwają i czy znajdą szansę na normalne dorosłe życie. W „Kafarnaum” reprezentantem tej grupy jest 12-letni Zain, mieszkaniec Bejrutu. Pozbawiony dzieciństwa, zaniedbany, bez perspektyw, postanawia pozwać rodziców. Za co? Za to, że go urodzili, kazali przyjść na świat, na którym nie ma dla niego szans. Film, który przypomni nam, w jak niesprawiedliwym świecie żyjemy, otworzy tegoroczny festiwal. To bardzo dobra decyzja organizatorów.


4. DOM, KTÓRY ZBUDOWAŁ JACK, reż Lars von Trier

Trzy pierwsze pozycje to kino wyreżyserowane przez kobiety. Czwarta to kino wyreżyserowane przez heteroseksualnego białego mężczyznę w średnim wieku. Tak określano w niektórych recenzjach, po premierze tego filmu, Larsa von Triera. Dodawano różne epitety. To dobrze, że czas supremacji, bezkarności, czy też uprzywilejowania, tej kategorii ludzi (do której to kategorii sam nieuchronnie zmierzam) dobiega końca, bo żadna kategoria nie powinna wiecznie i bez konsekwencji się wywyższać. Ale z automatycznym skreślaniem dzieł sztuki podpisanych przez członków kategorii, będącej aktualnie na cenzurowanym, bym się wstrzymał. O „Domu, który zbudował Jack” czytałem w mgnieniach i nagłówkach, że to film, który udowadnia, że Lars von Trier się skończył i nic nie rozumie. Czytałem też, w poleceniach Romana Gutka na Nowe Horyzonty, że to najlepszy film tegorocznego Cannes. Komu zaufać? Każdy kinoman wie, że jedyna prawidłowa odpowiedź brzmi: sobie. Dlatego – zobaczyć trzeba. Dlatego – na żaden inny film bilety i rezerwacje karnetowiczów nie znikną tak szybko. Dlatego – bez względu na to, czy sceny przemocy wywołają szok i rozpacz, czy śmiech i trzaskanie fotelami, to po seansach „Domu...” będziemy na tegorocznych Nowych Horyzontach dyskutować najdłużej. Także dlatego, że ciekawy staje się status dzieła sztuki w dzisiejszym społeczeństwie. Coraz więcej osób zabiera artystom prawo do prowokowania, sięgania po zakazane treści, tematy i słowa. Trzeba zobaczyć, kogo Lars obnażył tym razem.


5. CLIMAX, reż Gaspar Noé

Spora część jego filmów mnie hipnotyzowała. Ostatniego nie byłem w stanie oglądać. A jednak znowu daję argentyńsko-francuskiemu reżyserowi kredyt zaufania. Bo znów jest bezkompromisowy, odważny, nowatorski. Jeśli się pomyli, to w poszukiwaniach, a nie odtwarzając zdartą płytę. Za „Climaxem” idzie szeptana reklama jednej z największych petard tegorocznego Cannes. Przekonuje też najciekawsza zapowiedź z tegorocznego internetowego katalogu festiwalu Nowe Horyzonty. Adriana Prodeus pisze: „Gdyby Michael Jackson żył i był młodą białą kobietą, nazywałby się Sofia Boutella – jedna z najlepszych światowych tancerek, którą podziwiamy w Climax. Przenosimy się do lat 90., gdy grają Giorgio Moroder, Soft Cell i Aphex Twin (...) chaos wystylizowanych obrazów i póz w końcu wystrzeli krwawym fajerwerkiem w duchu klasyki psychodelicznego kina: Suspirii, Querelle czy Opętania. Jeśli horror uważasz za rodzaj komedii, będziesz trząsł się ze śmiechu. Jeśli voguing, krump dance i waaking brzmią dla ciebie jak chińszczyzna, nauczysz się jeść pałeczkami. W swoim najbardziej improwizowanym filmie Gaspar Noé stawia irokeza w oczach nawet najbardziej opornym widzom”.


6. ATLAS ZŁA, reż. Yannis Veslemes, Ashim Ahluwalia, Can Evrenol, Severin Fiala, Veronika Franz, Katrin Gebbe, Calvin Reeder, Agnieszka Smoczyńska, Peter Strickland

Tegoroczna sekcja „Nocne szaleństwo” ma bardzo dobry program i mogłaby wypełnić niemal całą „złotą dziesiątkę”. Miejsca znalazłem na jeden seans z tego cyklu. I stawiam na nowelową produkcję, w której zgromadzono opowieści grozy z różnych zakątków świata. W filmowej antologii strachu zebrano historie zainspirowane podaniami ludowymi. Jest i polski fragment, czyli Agnieszka Smoczyńska po raz drugi – „Kindler i dziewica”. Za jeden z innych fragmentów odpowiadają Severin Fiala, i Veronika Franz - twórcy „Widzę, widzę”, czyli filmu, który trzy lata temu sprawił, że nawet tak wyrobiona publiczność jak nowohoryzontowa, krzyczała z zaskoczenia i przerażenia.

 

7. THE WORLD IS YOURS, reż. Romain Gavras

Tegoroczne Nowe Horyzonty to m.in współpraca KNH i DCF. Flagowym festiwalem Dolnośląskiego Centrum Filmowego jest Docs Against Gravity. W tym roku obejrzałem na nim m.in świetny dokument „Matanga/Maya/M.I.A.”. W nim zobaczyłem po raz pierwszy fragmenty genialnych teledysków, jakie dla wokalistki tworzył Romain Gavras. Na Nowych Horyzontach będzie można zobaczyć jego drugi film. KONIECZNIE!

 

8. ZIELONA MGŁA, reż. Guy Maddin, Evan Johnson, Galen Johnson

Guy Maddin składa hołd San Francisco i robi found footage, w którym sięga przede wszystkim po „Zawrót głowy” Alfreda Hitchcocka. Czego jeszcze trzeba? Jeśli jeden z najwspanialszych gości i bohaterów retrospektyw w dziejach Nowych Horyzontów dojedzie tramwajem do Detektywa Monka, to „Zielona mgła” ma pewne miejsce na pofestiwalowej liście „The Best Of”.


9. DOWŁATOW, reż. Aleksiej German Jr.

We Wrocławiu najpopularniejsza obecnie scena to Teatr Muzyczny Capitol. Jedna z najciekawszych aktorek, którą można tam oglądać to Helena Sujecka. W kinie już występowała, ale za chwilę będziecie ją oglądać coraz częściej. I na dużym ekranie i w ciekawie się zapowiadających serialach. Nie można przegapić filmu, dzięki któremu szła po czerwonym dywanie Berlinale. W startującym tam w konkursie głównym „Dowłatowie” zagrała żonę tytułowego bohatera. Siergiej Dowłatow doczekał się sławy po śmierci, a filmu o sobie zapewne pięknego – zdjęcia są dziełem Łukasza Żala („Ida”, „Zimna wojna”, a scenografię i kostiumy Eleny Okopnej nagrodzono w Berlinie Srebrnym Niedźwiedziem.

 

10. JESZCZE DZIEŃ ŻYCIA, reż. Damian Nenow, Raúl de la Fuente

Po zeszłorocznym „Twoim Vincencie” z animacjami, które zachwycają publiczność trzeba ostrożnie. Niewykluczone, że w tym sezonie znów będziemy kibicować polskiej animacji w oscarowych bojach. Czy lepszej? Tym razem inspirowanej twórczością Ryszarda Kapuścińskiego. I właściwie to zdanie jest dla mnie wystarczającym uzasadnieniem umieszczenia filmu w złotej dziesiątce. Wszystko, co oprócz – to bonus. Jest przy tym pułap oczekiwań, z którego można boleśnie spaść. Bo nie tylko Kapuściński był jeden. Nowatorstwo „Walca z Baszirem” także.



11. CZŁOWIEK, KTÓRY SPADŁ NA ZIEMIĘ, reż. Nicolas Roeg

A skoro jesteśmy świeżo po mundialu, to niech złota dziesiątka przemieni się w jedenastkę, za sprawą filmu bez konkurencji. Jest szansa, by zobaczyć dzieło z Davidem Bowiem na dużym ekranie, trzeba skorzystać.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~p33
2018-07-19 09:19:11
z adresu IP: (83.12.xxx.xxx)
Ocena: 0
Kogo Lars obnażył, może siebie, pustkę swoich filmów. Pojawiło się parę dobrze zrealizowanych filmów polskich, w tym „Wieża. Jasny dzień”, ale nie pamiętam, o czym były. "Córki dancingu" to osobny temat, kometa z innej galaktyki, ale też zabrakło wykończenia.
Reklama