Nowa płyta Queen z Paulem Rodgersem (recenzja)

Jerzy Węgrzyn | Utworzono: 2008-09-23 22:39 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12

Tworzenie supergrup zawsze działa na wyobraźnię fanów. Nic dziwnego. Gdy w jednym zespole spotykają się nagle muzycy, którzy zdążyli pokazać klasę w innych formacjach, można liczyć, że - a nuż - wydarzy się coś niezwykłego, pojawi się jakaś chemia, która zaowocuje wiekopomnym dziełem. Gorzej, że najczęściej nic się nie wydarza. I płyta The Cosmos Rocks jest tego świetnym przykładem.

nr 12 z płyty: Say It's Not True

Zaczęło się cztery lata temu. Oto podczas jakiejś dużej gitarowej imprezy, na jednej scenie spotkali się po raz pierwszy Brian May - gitarzysta nieistniejącej wtedy grupy Queen oraz Paul Rodgers, legendarny wokalista znany z takich grup jak Free oraz Bad Company. Panowie wykonali razem All Right Now, a więc kawałek z repertuaru Rodgersa. I przypadli sobie do gustu. Wspominali potem, że po występie spojrzeli na siebie i powiedzieli: - Wszystko czego nam teraz potrzeba, to perkusista. No i był taki jeden chwilowo bez stałego zajęcia. May znał go dobrze, w końcu grał z nim w jednej grupie przez wiele lat. Nazywał się Roger Taylor. Cała trójka początkowo miała zagrać parę małych koncertów - dla zabawy i z tęsknoty za sceną przede wszystkim. Skończyło się na stadionach i dużej trasie firmowanej jako Queen + Paul Rodgers.

Fanów Freddiego Mercury'ego, oburzonych, że ktoś śmie zastępować w Queen ich idola, Rodgers uspokajał. O żadnym zastępstwie nie ma mowy, przekonywał: - Spokojnie, nie będzie żadnych rajstop na scenie. Zresztą wykonując repertuar Queen, nie próbował naśladować Mercury'ego, śpiewał te piosenki po swojemu. Trudno, żeby było inaczej, Rodgers to w końcu wybitny wokalista z dużym dorobkiem. Gdy na początku lat 70. muzycy Queen dopiero marzyli o sławie, on już się nią cieszył.

Be My Friend - Free ze starych czasów

Podczas koncertów, muzycy grali przede wszystkim materiał Queen, uzupełniony starymi numerami z repertuaru grup Rodgersa. I w którymś momencie zaczęli czuć się odrobinę niekomfortowo. - Nie chcieliśmy stać się własnym tribute bandem - mówią dziś - musieliśmy sobie zorganizować nowy materiał do grania. Weszli więc do studia. Tylko we trójkę, bo dawny basista Queen, John Deacon nie wykazał zainteresowania powrotem na scenę. Obowiązkami basisty podzielili się więc May i Rodgers. Nagrali zupełnie nowe utwory, ale próbowali przy okazji sprawić, by fanom kojarzyły się momentami z tymi starymi. Stąd więc np. drobny cytat z We Will Rock You w jednej z piosenek.

Ktoś z otoczenia zespołu powiedział kiedyś, że Brian May zawsze uważał się za lidera Queen i utożsamianie zespołu głównie z Mercurym irytowało go. Nic więc dziwnego, że nie miał teraz wielkich oporów przed reaktywowaniem starego szyldu. Bo tak naprawdę, ten album panowie powinni firmować własnymi nazwiskami, albo jakąś nową nazwą. Ale wiadomo, wykorzystanie hasła Queen oznacza duuużo więcej osób zainteresowanych przedsięwzięciem.

Wybitny wokalista plus dwójka zdolnych instrumentalistów - to mogło być ciekawe połączenie. Ale nic z tego. Nie powstała żadna interesująca nowa jakość. Płytę wypełniają nijakie kompozycje, brzmi to wszystko kompletnie anachronicznie. Muzycy chcieli mieć nowe piosenki do grania, ale to na pewno nie ich będą się domagać fani podczas koncertów. Momentami próbują odgrzać stare patenty, uzyskać tę różnorodność i lekkość, jaką miały najlepsze kawałki Queen, ale wychodzą jedynie marne podróbki. Jakby tego było mało, do nijakiej muzyki dochodzi jedna z najbrzydszych okładek, jakie widziałem w ostatnim czasie.

Domyślam się, że w zamierzeniu miało to być wydarzenie. Wyszło nieporozumienie roku.
.................................................
Queen & Paul Rodgers THE COSMOS ROCKS, EMI, 2008


Komentarze (2)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~fan2014-01-24 14:48:43 z adresu IP: (94.158.xxx.xxx)
A mi się płyta podoba. Interpretacja i recenzje mogą być różne. Oby takich płyt więcej
~Tommy2008-10-03 00:12:22 z adresu IP: (78.88.xxx.xxx)
Nie słyszałem tej płyty i nawet specjalnie mnie nie ciekawi. Nigdy też nie byłem fanem Queen a nawet nie mogę powiedzieć, że lubię ich muzykę ale to co zrobili May z Rodgers-em to nawet nie nieporozumienie ale perfidna bezczelność jakiej już dawno w rockowym światku nie było! Motyw jest tu tak oczywisty, że nawet nie można dywagować. Jeżeli chcieli nagrać coś wspólnie to należało nazwać ten zespół inaczej albo wydać pod szyldem May, Rodgers jak np. zrobili kiedyś Beck, Bogert , Appice . Ale powiedzmy sobie szczerze ani May ani Rodgers nie nagrali w ostatnich latach nic szczególnego więc wpadli na pomysł jak się dokuć w krótkim czasie. Widać zyski ze sprzedaży płyt Queen, Free, Bad Company nie są dla nich zadowalające...