Ludzie Radia - Marek Waligóra

Marek Waligóra
Wydawca
email: [javascript protected email address]

Radio oczywiście przez przypadek. Któregoś październikowego wieczora początku lat 90. (nie pamiętam który był to rok) będąc na tzw. dziekance na wtedy Akademii Medycznej we Wrocławiu, siostra - dziennikarka lokalnych mediów, w tym też Radia Wrocław, zaproponowała popołudniowe i wieczorne dorabianie studentowi - były to tekstowe wiadomości do serwisów informacyjnych pozyskiwane przez telefon (stacjonarny) od policji, straży pożarnej, czyli służb pracujących całą dobę. Potem zacząłem przychodzić do "pracy" nieco wcześniej, i jeszcze wcześniej i to wczesne wstawanie zostało do dziś, czyli często pobudka o godz. 4.10 rano. 

Po kilku miesiącach okazało się, że brakuje człowieka do pracy w Redakcji Sportowej, a program rozrastał się z tygodnia na tydzień. Bardzo rajcował mnie wtedy sport, redaktor Andrzej Ostrowski wysłał mnie na kilka nagrań reporterskich i ku wielkiemu mojemu zdziwieniu zaproponował redaktorowi naczelnemu Lotharowi Herbstowi przyjęcie mnie na pełny etat, co jeszcze do niedawna, dla wielu już pracujących w radiu, było marzeniem. Etat dostałem - zapewne redaktorzy uznali, że "może coś z niego będzie".

I zaczęło się. Przez miesiące i lata praca z magnetofonem reporterskim, relacje z wydarzeń w naszym regionie głównie sportowych (w tym z moim ukochanym i rodzinnym Wałbrzychu), poranne, popołudniowe programy, przygotowywanie i prezentowanie dzienników informacyjnych i oczywiście zrzędzenie nad upadkiem dbałości o język polski. Pamiętam burzliwe rozmowy, kiedy nie chciałem mówić o życiorysie CV wymawiając to jako "si-wi". Dla mnie było to jednoznaczne, bo przez lata wkuwania języka łacińskiego, oznaczało to jedno Curriculum Vitae i stąd powinien pochodzić skrótowiec. Nadzieje rozwiał prof. Jan Miodek, który rzekł mi w czasie jednej z wizyt w radiu" "Panie Marku, ludzie tak mówią i nic już z tym nie da się zrobić".

Język polski został mi do dziś w głowie i stąd od lat, codzienne rozmowy o naszej mowie z profesor Anną Dąbrowską, wiceprzewodniczącą Rady Języka Polskiego, która często naprowadza mnie na mniej ortodoksyjne tory.

Wracając do początków pracy, to radio okazało się na tyle silne i zaborcze, że studia medyczne poszły w niepamięć, a po wcześniejszych próbach jako żak na wrocławskich Akademiach Rolniczej i uniwersyteckim kulturoznawstwie, zakotwiczyłem na 5 lat na historii tegoż uniwersytetu. Dlaczego o tym mówię? Bo moja praca magisterska nosi tytuł: "Historia Radia Wrocław 1924-1945". Sądziłem z lenistwa, że będzie to proste, jednak okazało się karkołomną figurą, na szczęście zakończoną powodzeniem. To jednak inna długa opowieść, podobnie jak miłość do nart i muzyki, głównie tzw. klasycznej.


Publikacje

< 1 2 3 4 5 6 7 8 9