Co ze spalarnią w Pątnowie Legnickim?

Karolina Kurczab, DK | Utworzono: 2020-11-30 11:41 | Zmodyfikowano: 2020-11-30 11:42
A|A|A

fot. Andrzej Andrzejewski

Miałby to być pierwszy etap zmiany obecnego planu, który pozwoliłby wykluczyć budowę zakładu pirolizy opon. To przeciwko niemu protestowali mieszkańcy Pątnowa. Oznaczałoby to jednak, że właściciele działających na tym terenie zakładów, wraz ze zmianą planu zagospodarowania mogliby rościć sobie prawa do odszkodowań - mówi radny Wojciech Cichoń.

- Uruchamiając te procedurę, musimy być świadomi konsekwencji. Prezydent Miasta w swoim uzasadnieniu do złożonego projektu uchwały zaznaczył, że możemy być narażeni na poniesienie konsekwencji finansowych wobec tych, którzy prowadzą zgodnie z prawem działalność - mówi radny Wojciech Cichoń:

Pod projektem uchwały podpisało się 600 osób. Nie uzyskał on pozytywnej opinii Prezydenta Miasta Tadeusza Krzakowskiego, który również obawia się o ewentualne odszkodowania dla przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność gospodarczą na tym terenie. Radny Maciej Kupaj tłumaczył, że samo wszczęcie procedury nie oznacza jeszcze żadnych odszkodowań.

- Z opinii Pana prezydenta wynika jednoznacznie, że zmiana funkcji terenu może spowodować roszczenia finansowe, a nie przystąpienie do zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, poza tym może, a nie musi, także dowiemy się tak naprawdę dopiero na etapie kiedy zaczniemy to robić formalnie:

Projekt uchwały w sprawie przystąpienia do zmiany obecnego plany złożyli mieszkańcy, którzy mimo zapewnień inwestora o wycofaniu się z inwestycji, nie mają żadnej gwarancji, że zakład pirolizy w Pątnowie w przyszłości nie powstanie. Wydana decyzja środowiskowa dla tej inwestycji wciąż pozostaje w mocy.

Więcej o sprawie: TUTAJ

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~bolo
2020-11-30 12:20:16
z adresu IP: (79.110.xxx.xxx)
Ocena: -2
Jak truje spalarnia, która miała być najbezpieczniejsza w UE (raport ToxicoWatch) Spośród 13 spalarni odpadów pracujących obecnie w Holandii, Restoffen Energoe Centrale (REC - na zdjęciu) jest najmłodsza, została otwarta w 2011 roku w Harlingen (następne nie powstały). Holenderskie Ministerstwo Gospodarki ogłosiło wówczas, że jest to "awangardowa instalacja", najlepsza w Zachodniej Europie. Jednak długoterminowe badania przeprowadzone w ostatnich latach przez organizację ToxicoWatch ujawniły, że zakład emituje rakotwórcze dioksyny, furany i inne trwałe substancje szkodliwe dla środowiska (POPs) daleko przekraczające limity ustalone przez prawo Unii Europejskiej. Badania sfinansował holenderski rząd. Tak zwana elektrociepłownia w Harlingen zamienia śmieci w energię. Początkowo miała spalać tylko odpady komunalne z Fryzji. Jednak obecnie przyjmuje odpady z całej Holandii. Oprócz odpadów komunalnych, spalarnia REC przyjmuje także odpady przemysłowe, pofermentacyjne, osady ściekowe. Spaliny i pyły omijają filtry! ToxicoWatch odkryło, że jedną z przyczyn przekraczania dopuszczalnych poziomów emisji przez spalarnie REC jest emitowanie spalin i pyłów w okresach rozruchów i wyłączeń bez filtrowania. Jest to możliwe dzięki zbudowaniu obejść filtrów. Ma to uzasadnienie ekonomiczne: wymiana filtrów, szczególnie worków z tkaniny filtracyjnej jest kosztowną operacją. Cóż z tego, że emisja bez filtracji jest zabroniona, skoro taka praktyka jest standardowym postępowaniem. Spalarnia REC jest w stanie bronić w sądzie tych emisji występujących w fazach przejściowych, ponieważ przepisy mają zastosowanie wyłącznie do operacji w stanie ustalonym i nie dotyczą sytuacji awaryjnych. Problemy z niekontrolowanym spalaniem zdarzyły się kilka razy w 2018 roku, tak że lokalna straż pożarna musiała interweniować, a kierownictwo zakładu zdało się tracić kontrolę nad instalacją.
~bolo
2020-11-30 12:06:43
z adresu IP: (79.110.xxx.xxx)
Ocena: -1
Dioksyny to najbardziej szkodliwe substancje, jakie zidentyfikowano w środowisku-są 10 000 razy bardziej trujące od cyjanku potasu !!!!!! Detektory masowe, zarówno kwadrupolowe jak i pułapki jonowe mają zbyt mały poziom wykrywalności, aby nadawały się do prowadzenia monitoringu. Próg wykrywalności tych detektorów jest rzędu 20-50 pikogramów związku, przy wymaganym poziomie wykrywalności poniżej 1 pikograma. Wynika z tego, że przy dysponowaniu najnowszymi rozwiązaniami technicznymi i wysoko kwalifikowanym personelem analitycznym wynik analizy możliwy jest do wykonania w ciągu minimum kilkunastu godzin. W oparciu o przedstawione możliwości techniczne, aparaturowe i merytoryczne, a przede wszystkim obliczeniowe można stwierdzić, że w chwili obecnej nie ma możliwości prowadzenia monitoringu dioksyn w rozumieniu określania jakości spalin podczas spalania odpadów. Czynności pomiarowe, analityczne i obliczeniowe wymagają minimum kilkugodzinnych operacji oraz właściwej interpretacji otrzymanych sygnałów analitycznych od próbek na poziomie pikogramowym. Ze względu na bardzo wysoki koszt pomiarów i analizy dioksyn w spalinach ze spalarni odpadów, nie ma praktycznych powodów do ich wykonywania częściej niż raz w tygodniu. W tym przypadku wynik analizy jest możliwy do uzyskania w ciągu 1 doby. Trujące działanie dioksyn jest o wiele silniejsze niż strychniny czy cyjanku. Czym są dioksyny i czy należy się ich obawiać? Po trzech latach studiów Agencja Ochrony środowiska USA (EPA) jest tuż przed opublikowaniem 9-tomowego opracowania "ponowna naukowa ocena" dioksyn i dioksynopodobnych chemikaliów, włączając dwubenzofurany i niektóre PCB (polichlorowane dwufenyle). PCB są truciznami przemysłowymi, których stosowanie jest zakazane w USA z uwagi na szeroko rozprzestrzenione zniszczenia środowiskowe. Dioksyny i furany są wysoce toksycznymi produktami ubocznymi pewnych operacji przemysłowych, takich jak spalanie, spopielanie opon, spalanie węgla i oleju, produkcja papieru i niektórych pestycydów, wytop metali i być może spalanie paliw w silniku diesel'a. Istnieją prawdopodobnie również inne źródła. Dioksyny i furany powstają, gdy chlor łączy się z innymi chemikaliami w wysokich temperaturach.
Reklama