Pomóżmy Halince pokonać raka, który zaatakował jej kości

WK, RW | Utworzono: 2022-02-01 12:19
A|A|A

fot. Halinka

Owszem, wirtualny świat też kocha, ale każda jej wyprawa poza próg domu musiała być zawsze związana z ruchem. – Wyjście z domu bez rolek czy roweru nigdy się dla niej nie liczyło – uśmiecha się smutno Dobrosława Alencewicz, mama Halinki.

Skąd ten smutek? Zasiało go życie. Kilka miesięcy temu, a dokładniej w maju, Halinka zaczęła się skarżyć na ból nogi. „Pewnie sobie coś ponaciągałaś, grając w piłkę nożną” – zastanawiali się rodzice. Ale ból się wzmagał, a 11-latka zaczęła coraz wyraźniej utykać. Nie było czasu do stracenia – wizyta u jednego lekarza, potem u drugiego i trzeciego – wszyscy przyglądali się nodze dziewczynki. Niestety, bezskutecznie – żaden nie potrafił stwierdzić, co dolega małej sportsmence.

Wreszcie po trzech miesiącach trafiła do Kliniki Przylądek Nadziei we Wrocławiu. – Tam cudowni lekarze w błyskawicznym tempie wykonali wszelkie niezbędne badania i postawili diagnozę: mięsak Ewinga. To nowotwór kości, w przypadku Halinki w bardzo złośliwej wersji, a na dodatek z licznymi przerzutami – oczy pani Dobrusi mocno się „pocą”, gdy opowiada o chorobie córki.

Alencewiczowie zostali natychmiast skierowani do Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, który specjalizuje się w leczeniu takich nowotworów. Jak przyznaje mama dziewczynki, tamtejsi specjaliści, widząc wyniki badań Halinki, bardzo się przerazili. I natychmiast przystąpili do leczenia. Od września dziewczyna przeszła już 9 cykli ostrej, specjalistycznej chemioterapii. Znosi ją dzielnie, choć miewa chwile zwątpienia. – Tydzień temu nagle się rozpłakała, pytając mnie: „Dlaczego akurat mnie to spotkało?!”. Ja i mąż też zadajemy sobie takie pytanie, podobnie jak wszyscy rodzice, którzy znajdują się w takiej sytuacji – opowiada Dobrosława Alencewicz.

Intensywna chemioterapia przyniosła poprawę wyników Halinki, ale okazało się też, że guzy, które rozsiały się po jej organizmie nie mogą być operowane (co jest standardem w takiej terapii). Nastoletnią bielawiankę czeka natomiast radioterapia.

– Przed nami jeszcze daleka droga. Pani profesor, która opiekuje się moją córeczką, mówi, że leczenie potrwa co najmniej do końca roku – przyznaje mama 11-latki. – Udało nam się przetrwać w przyzwoitej kondycji psychicznej tylko dlatego, że między kolejnymi dawkami chemii możemy wrócić do domu i w miarę normalnie żyć – dodaje.

Halinka już planuje, kiedy będzie mogła się spotkać z przyjaciółmi, wrócić do wszystkich ukochanych sportów, cieszyć się pełnią życia. Na razie jednak jej układ odpornościowy jest bardzo osłabiony, więc z kolegami i koleżankami kontaktuje się jedynie dzięki łączom internetowym. – Ale będąc w domu, staramy się wprowadzać jak najmniej zakazów, by jej życie było przynajmniej po części normalne. Chodzimy na spacery, wypuszczamy się do miasta. Halinka chodzi teraz, a właściwie biega o kulach – gdy rusza do przodu, muszę za nią biec – uśmiecha się pani Dobrusia.

Przed całą rodziną jeszcze długa i nierozpoznana droga, która oznacza ogromne wydatki. Nasze wsparcie bardzo im pomoże. Można wpłacić 1 procent swojego podatku na Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” KRS 0000086210, cel szczegółowy: Halinka Alencewicz. Można też przekazać darowiznę na konto imienne: 11 1160 2202 0000 0001 0214 2867 + tytuł wpłaty: Halinka Alencewicz.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama