Mistrzowska "Ziemia obiecana" (Recenzja)

Grzegorz Chojnowski | Utworzono: 2009-10-02 09:41 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

Już rok temu, kiedy „Ziemia obiecana" była w repertuarowych planach, przedstawienie jeszcze nieistniejące zostało wykreowane na sensację kolejnego sezonu. W tak zwanym międzyczasie udała się Klacie (i dramaturgowi Sebastianowi Majewskiemu) „Trylogia" w Starym Teatrze, a za „Sprawę Dantona" dostał następny deszcz nagród z wielką nagrodą toruńskiego Kontaktu i Laurem Konrada. No więc nic dziwnego, że znów chcieliśmy przeboju. Jak w Lidze Mistrzów albo w zawodowym boksie, jak w Formule 1 i tenisowym Wielkim Szlemie. Twórcy się trochę od takich wymagań dystansowali, ubezpieczając w razie ewentualnych potknięć. Po łódzkiej premierze entuzjazmu nie było. I nie mam pojęcia, dlaczego. Czyżby we Wrocławiu artyści zaprezentowali inny spektakl? Bo we Wrocławiu wyszedł Hit i jest Wydarzenie!

Więc zamiast pisać, o czym, w jakim duchu i w którym kierunku powędrowała interpretacja reymontowskiej powieści, co nam chcieli powiedzieć błyskotliwi adaptatorzy, zapraszam na listę przebojów „Ziemi obiecanej". Przy czym zaznaczam, że absolutnie wszystkie sceny warte są uwagi, wykonawcy wspaniali, a całość godna sławy.

10. „Meet The Flintstones" albo Mistrzowie drugiego planu. Numer w stylu wrocławskiego Teatru Polskiego. Marian Czerski (Wilczek), Edwin Petrykat (Kessler), Dominika Figurska (Trawińska), Michał Mrozek (Kundel), Andrzej Wilk (Trawiński), Jakub Giel (Maks) w równej formie odgrywają i kabaret, i dramat swoich postaci. Każdy ma chwilowe solo, a nawet mocny duet, każdy na sto procent.

9. „Zdzisław Kuźniar", czyli gościnny popis aktora pamiętającego film Wajdy, tutaj w podwójnej roli. Obydwa wcielenia pokazują świat upadły i upadający, obie też postaci umierają podczas spektaklu, bo pod naporem biznesu zginął świat wartości niematerialnych (stary Borowiecki), a i w biznesie panują inne metody działania i do nich nie dostosowuje się magnat Bucholc. Za to Zucker stosuje je doskonale.

8. „Beg For It", a więc Zucker błaga Karola, żeby na krzyż przysiągł, że nie śpi z jego żoną. Wojciech Ziemiański wieńczy dzieło, przyjmując wypowiedziane w pijackim amoku zapewnienie. Kłamstwo szybko wyjdzie na jaw, lecz Zucker go nie zobaczy, bo przecież kontroluje wszystko, nie kontrolując niczego. Za to przynajmniej kocha żonę. Chyba.

7. „Rock This Party", znany też jako „Imieniny u Niny". Trawińska nie chce, ale musi sprzedać mały przezroczysty designerski stolik, gadżet-symbol, niepotrzebny i o wiele za drogi, lecz podobnie świadczący o statusie posiadacza, co niezamieszkany pałac Mϋllera („inni budują, to i ja kazałem postawić"). Dla Trawińskiej przedmiot ma jeszcze podtekst sentymentalno-wolnościowy, szybko przesłonięty stajnią codzienności.

Oraz ex aequo

"Horse And I" - szczotkowanie Kesslera, a potem ujeżdżanie go przez dżokejkę Trawińską to jeszcze jedna odsłona seksualnej prawdy przemysłowej rzeczywistości. Miłość, a nawet pożądanie podporządkowane są wyższemu bóstwu: chciwości. "Greed is Good", jak głoszą neony, więc bez szemrania jedni się perwersyjnie sprzedają, a drudzy perwersyjnie kupują.

6. „Wałęsa! Oddaj moje 100 milionów", inaczej „Jak Mϋller z Weltem targu dobijali". Twardy i wiochowaty zarazem Wiesław Cichy w futrze rosyjskiego oligarchy przychodzi do Welta po dług. Nie wiadomo, kto wygrywa, zresztą nieważne, dopóki toczy się giełda. Michał Majnicz jest niezwykle ciekawym Morycem, w ogóle nie czuć w nim Żyda (jak nie czuć Bauma Niemcem, a Borowieckiego Polakiem), tylko przebiegłego gracza. Momentami przypomina się Wojciech Pszoniak, lecz aktor nie pozwala sobie na naśladowanie, prowadzi swą postać konsekwentnie i dojrzale, polemizując z gwiazdorem Wajdy (tak zresztą robią i inni wykonawcy, co słychać w przerysowanej intonacji dialogów). A w piosence Abby to on jedyny śpiewa własnym głosem, prawda?

5. „Money, Money, Money" i być może najefektowniejsza scena, w formie karaoke (nie przez wszystkich dość opanowanej). Podsumowanie pierwszej części przedstawienia, pełnej skeczów dotyczących plakatowej diady: buy-sell, dziś terminów nierozłącznych. Nie liczmy również na trzecie wyjście, bo takiego nie ma.

4. „I Love You But", mianowicie postać Anki, panienki z dworku u Reymonta i Wajdy, tutaj kobiety bez złudzeń, próbującej przetrwać na rynku, najlepiej w związku z chłopcem, którego kocha. Potrafi wziąć pod uwagę opcję B, no i wycofać się, zachowując chyba jednak honor. Proszę popatrzeć na mimikę twarzy Pauliny Chapko, gdy siedzą z Madą przy nieotworzonym szampanie. Dobrze wymyślona, uwspółcześniona i oczywiście zagrana rola.

3. „Guilty Conscience", to znaczy finał. Marcin Czarnik, określany tu mianem Bum Bum, więc czegoś/kogoś w rodzaju sumienia jako kaskader. Niesamowite i dojmujące. Ostatnia z serii scen chwytających widzów za gardło i zaglądających w oczy prawdzie. Trans i powaga, a Lucy Zucker (wprost oszałamiająca Ewa Skibińska) zjawia się jak Biała Dama z odmiennej baśni. Na koniec niespodzianka z autorskim podpisem. Potem zasłużone oklaski!

2. „The Man Who Sold The World", to jest przedmałżeński kurs Mady i Karola. Anna Ilczuk pokazuje klasę ekstra już wtedy, gdy z teatralnym ojcem otwierają laptop (celowo starego typu, by zaakcentować przaśność tego towarzystwa) i zachwalają zalety posiadłości. Ilczuk przyciąga uwagę od początku (od spojrzenia zakochanej kozy wgapionej w Borowieckiego) po końcówkową, bolesną psychicznie i fizycznie etiudę z Bartoszem Porczykiem, Karolem naszych czasów, z filmowym wąsikiem Olbrychskiego, ale bez skrupułów. Najmniejszych. Brawo dla obojga!

1. „In The Air Tonight", słowem pożądanie. Ewa Skibińska i Bartosz Porczyk dokonują niemożliwego, czyli na podobnym artystycznie poziomie inaczej kreują jeden z najsłynniejszych erotycznych duetów w polskiej popkulturze. To, co wyczyniała u Wajdy Kalina Jędrusik wydawało się nie do pobicia, nie do zrównania. Skibińska jest jednak wielka, jej Lucy ma wszelkie szanse na legendę. Pomaga Phil Collins w ujmującym skreczu Jana Klaty, nie ustępuje partner. Ukłony!

PS
O tym, że wyjazd do przepompowni Świątniki to pomysł na siłę nadmieniam z obowiązku. O tym, że Scena na Świebodzkim w pełni by wystarczyła przekonywać nie muszę. O tym, że tytuły przebojów pochodzą z piosenek bardziej lub mniej znanych na wszelki przypadek informuję. Za to, że wszystkich cytatów i nawiązań nie odczytałem, nie przepraszam.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI
...................................................
ZIEMIA OBIECANA wg Władysława Reymonta, reż. Jan Klata, dramaturgia Sebastian Majewski. Teatr Polski we Wrocławiu, 25.09.2009

 

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama