Nowy album Whitney Houston (recenzja)

Grzegorz Chojnowski | Utworzono: 2009-09-01 22:13 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

To z pewnością najbardziej oczekiwany muzyczny powrót ostatnich lat, może nawet ważniejszy dla samej artystki niż dla jej publiczności. W nowojorskim Lincoln Center, gdzie oficjalnie zaprezentowano premierowe piosenki z nowego albumu, Whitney wyglądała (i zachowywała się) wspaniale, jakby nigdy nie opuściła swojego szczytu. „Like I Never Left" to zresztą tytuł jednego z utworów na płycie „I Look To You". Ale w rzeczywistości Whitney Houston nie było w muzyce od kilku ładnych lat, zmagała się z prywatnym piekłem, z niegdyś sławnym, dziś upadłym gwiazdorem-mężem Bobbym Brownem, no i z własnym uzależnieniem od narkotyków. Miała poważne kłopoty z samą sobą i z głosem, wydawało się nawet, że kariera wokalistki stanie się już tylko piękną pieśnią przeszłości, wielkich sukcesów artystycznych i komercyjnych z lat 80., umiejętnie rozwijanych w kolejnej dekadzie, dekadzie także aktorskiej. Lata 2000., kiedy Whitney przekroczyła czterdziestkę, zaczęły się nieźle, bo na listy przebojów zawędrowała balladowo-hiphopowa piosenka „My Love Is Your Love", napisana przez męską część The Fugees. Może nie było all right, ale było OK, jak stało w tytule innego hitu z tamtego albumu, sprzedanego do dziś w 12 milionach egzemplarzy. A potem zdarzył się potężny regres, kłopoty rodzinne, spadek popularności, odwyk, wreszcie rozwód, walka o opiekę nad córką, a teraz świetnie rozegrany powrót.

Singlem promującym album jest „Million Dollar Bill", skoczny, funkujący numer autorstwa Alicii Keys. Trudno powiedzieć, czy to strzał w dziesiątkę, bo na „I Look To You" są lepsze utwory, ale chodziło tu też o czytelną informację. Że 45-letnia diva chce istnieć nie tylko w sentymentach dawnych fanów, lecz również na dzisiejszym parkiecie. Na razie Whitney nie triumfuje w zestawieniach, może z powodu trochę oldskulowego brzmienia, wymyślonego przez Swizz Beatza, producenta piosenki, aktualnego chyba jeszcze życiowego partnera Alicii Keys. Nie wiedzie się też dotąd tytułowej balladzie „I Look To You", teraz to zaledwie 99. pozycja listy Billboardu. Pewnie lepiej poradzi sobie cały album, którego amerykańska premiera, jak zwykle w Stanach, we wtorek. Młodzi Amerykanie zdają się chętniej słuchać najnowszych dokonań Mariah Carey (11. miejsce Billboardu). Nie zapominajmy jednak, iż z pierwszej płyty Whitney najwięcej osiągnął ostatni singiel „Greatest Love of All". Jakkolwiek będzie, nie gorące setki czy dziesiątki liczą się w tym przypadku. W roku śmierci Michaela Jacksona wraca bowiem autentyczna gwiazda uznana już przez tzw. opinię publiczną za zjawisko zamierzchłe. Tymczasem jeden z najlepszych głosów w historii muzyki pop znowu brzmi i to naprawdę dobrze.

Reinkarnacja siostrzenicy Dionne Warwick, dziecka Cissy Houston i chrzestnej córki Arethy Franklin, przebiegała pod okiem słynnego Clive'a Davisa. Wybrano producentów znanych i zdolnych, z norweskim duetem Stargate i Akonem na czele. Piosenkarka zaufała autorom-pewniakom, jak Diane Warren (firmowa pompa „I Didn't Know My Own Strength"), R. Kelly („I Look To You", „Salute"), Claude Kelly, Eric Hudson czy Johnta Austin. Mamy również zaskakujący cover przeboju Leona Russella „A Song For You". Co ciekawe, nie ballady tworzą klimat tego albumu, lecz rytmiczne utwory do bujania, przy okazji z niezłym tekstem. W „Nothin' But Love", na przykład, Whitney bezpretensjonalnie śpiewa o miłości dla wszystkich, którzy coś w jej życiu znaczyli, także dla wrogów. Tej płyty będzie się słuchać tej jesieni. Muzycznie Houston nie odstaje od produkcji najnowszych, pamiętając, że pochodzi z trochę innych czasów. Stąd raczej soulowe zacięcie zamiast hip-hopowego. Whitney śpiewa starannie, melodyjnie, nie popisuje się forsownymi wokalizami, mimo momentami bardzo emocjonalnych treści. Słychać na „I Look To You" dojrzałą kobietę po przejściach, pogodzoną z tym, co było, czującą współczesny rytm muzyki, z niepłonnymi nadziejami na przyszłość. Od początku do końca płyta warta długiego czekania na nią, bez jednej niepotrzebnej piosenki.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI
...................................
Whitney Houston I LOOK TO YOU, Sony Music, 2009

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~kubolw
2009-10-02 17:03:19
z adresu IP: (92.76.xxx.xxx)
Ocena: 0
Plytka spoko, klimat clubowy, lekki i przyjemny:)
Reklama