Nie dostała hot doga, więc skopała ekspedientkę. Ruszył proces wrocławianki i jej partnera

Do zdarzenia doszło w październiku ubiegłego roku. Wrocławianka i jej partner zaatakowali w sklepie młodą ekspedientkę, Ukrainkę, która nie miała jak wydać im pieniędzy za zakup. Poprosiła o drobne, wtedy została zwyzywana, a następnie dotkliwie pobita przez klientkę.
Jak mówi pełnomocnik pokrzywdzonej adwokat Filip Zieliński, atak był brutalny i spowodowany błahym powodem:
- Poszło tak naprawdę o to, że pani nie miała jak wydać i jak sprzedać dość standardowego produktu w sklepie no i to wywołało agresję na tle narodowościowym. Ciosy, kopania szarpanie, dość dramatyczny przebieg tego zdarzenia.
17-letnia Alona K, poszkodowana, zeznawała, że nie wie, dlaczego doszło to ataku:
- Ja usłyszałam, że jestem, bardzo przepraszam Wielki Sąd je....ną Ukrainką. Powiedziała, że zabiję cię, za co ja odmówiłam obsługi, bo naprawdę nie bardzo dobre zachowanie i sytuacja to była.
Oskarżona Małgorzata C. w sądzie przyznała się do pobicia, ale nie na tle rasistowskim:
- Wyglądało to tak, że chciałam kupić hot doga, pani tutaj nie chciała mi wydać, stwierdziła, że nie ma. No i coś, po prostu byłam jeszcze pod wpływem alkoholu i dużych emocji, powyzywałyśmy się od głupich szmat. Tak uderzyłam kilka razy.
Dawid Ł, partner atakującej kobiety również zasiada na ławie oskarżonych. Mimo że kamera monitoringu wyraźnie zarejestrowała, że pomagał w napaści powstrzymując innego pracownika i wywracając ofiarę, mężczyzna twierdzi, że nic złego nie zrobił:
- Ja nikogo nie uderzyłem, jedyne co to uczestniczyłem w tej sytuacji, to próbowałem rozdzielić te dziewczyny, które się po prostu no pobiły. I nic więcej złego nie zrobiłem na pewno.
Całe zdarzenia zarejestrowały kamery monitoringu. Za atak na tle narodowościowym oskarżonym grozi do 3 lat.
Przeczytaj także: Przekroczył prędkość o ponad 30 km/h i uciekał przez dwa powiaty. Zatrzymała go policja
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.

