Zamieszania drogowego na południu Wrocławia ciąg dalszy. O sprawie rozmawiali mieszkańcy Brochowa, Jagodna, Iwin i Zacharzyc
Kilkadziesiąt osób z Brochowa, Siechnic, Iwin i Zacharzyc spotkało się, aby porozmawiać o problemie remontu i wykluczenia transportowego, którego - jak podkreślali uczestnicy - dopuścili się urzędnicy, próbując skłócić mieszkańców różnych części aglomeracji. Spotkanie odbyło się przy ul. Afgańskiej i dotyczyło skutków remontu wiaduktów na ul. Gazowej.
Podczas otwartego spotkania zwracano uwagę na korki, wydłużony czas dojazdu do pracy, szkół i przychodni oraz brak przygotowanych alternatywnych tras:
- Ja rozumiem, że trzeba zmienić organizację ruchu, ale robienie na żywym organizmie eksperymentu, czy da się wykluczyć całą grupę osób z tych dwóch wiosek, bo może się uda na dłużej po to, żeby ich zmusić do tego, żeby może poddali się i przyszli do tego Wrocławia, który robi świństwo, bo tutaj kawałek dalej za chwileczkę będzie blok zamiast tej zieleni.
W trakcie rozmów mieszkańcy relacjonowali, że czas powrotu do domu wydłużył się nawet z kilku do kilkudziesięciu minut, a urzędnicy nie zapewniają odpowiedniego tymczasowego rozwiązania:
- Dlaczego ta decyzja została podjęta tak nagle, w ogóle bez żadnego zastanowienia się ani wcześniejszych analiz dotyczących stanu i jakości tych wiaduktów? Wiemy, że procedowana jest budowa ulicy Libańskiej i to jest ulica, która mogłaby odciążyć ulicę Koreańską na Brochowie z ruchu tranzytowego. Tylko po stronie Siechnic nie ma nic.
ZOBACZ TEŻ: Różne punkty słyszenia: Wrocław i sąsiedzi na kursie kolizyjnym. Spór o Brochów i dojazdy
Jeden z mieszkańców Brochowa zwracał też uwagę, że osiedlowe ulice są wykorzystywane do egzaminowania przyszłych kierowców, co podczas remontu dodatkowo pogarsza sytuację na osiedlu:
- Są małe rzeczy, które można by zrobić, żeby usprawnić sytuację. Mamy na przykład zatrzęsienie samochodów nauki jazdy. To jest horror, co tu się dzieje. Autobusy, ciężarówki, wszystkie te "małe elki", samochody. Ja rozumiem, ale proszę państwa, tu aż nie da się jeździć. Wszędzie mamy ograniczenia do 30 km na godzinę.
Część uczestników spotkania zaznaczyli, że jeśli będzie taka potrzeba, są gotowi wyjść na ulice i protestować w sprawie zmiany organizacji ruchu. W trakcie dyskusji wielokrotnie podkreślano, że mieszkańcy nie powinni być skłócani między sobą przez urzędników, lecz wspólnie domagać się konkretnych rozwiązań. Spotkanie zorganizowało SOS Wrocław.
PRZECZYTAJ: "Patodeweloperskie narośla". Radny Suligowski o mieszkańcach podwrocławskich wsi po materiale o ul. Koreańskiej w Radiu Wrocław
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.


