Chorzy odsyłani z kwitkiem, czyli spór o dializy we Wrocławiu

Elżbieta Osowicz | Utworzono: 2014-07-05 09:40 | Zmodyfikowano: 2014-07-05 09:46
A|A|A

Zdjęcie z archiwum www.prw.pl

Szpital wojskowy - chociaż dołączył niedawno do grona ośrodków transplantacyjnych - odsyła pacjentów z chorymi nerkami do pełniących całodobowe dyżury placówek przy Kamieńskiego lub Borowskiej. Zdaniem szefa uniwersyteckiej nefrologii i jednocześnie konsultanta krajowego Mariana Klingera, transportowanie chorych w stanie zagrożenia życia jest niebezpieczne. Profesor Klinger mówi, że przyjmuje chorych z wojskowego SOR mimo, że kontrakt z NFZ ma już przekroczony:
 



Profesor Dariusz Patrzałek ze szpitala wojskowego przekonuje, że placówka jest zobowiązana do zapewnienia pełnej opieki pacjentom po przeszczepach, natomiast nie ma kontraktu na prowadzenie dializ:



W tym roku szpital wojskowy wykonał kilkanaście przeszczepów nerek, za każdy zabieg NFZ płaci prawie 50 tysięcy złotych. Nieoficjalnie wiadomo, że zyski z tych zabiegów stały się źródłem niechęci do współpracy między ośrodkami transplantacyjnymi w mieście. 

Według szefa kliniki nefrologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Mariana Klingera w maju i czerwcu doszło do trzech takich przypadków, przywieziono pacjentów w stanie zagrożenia życia. To zdaniem profesora Klingera niezrozumiałe, bo wojsko ma własne aparaty do dializy.



Profesor Dariusz Patrzałek ze szpitala wojskowego tłumaczy, że urządzenia nie zawsze są używane, ale muszą być w gotowości i nie mogą być przeznaczone dla pacjentów z SOR:



Komendant Grzegorz Stoiński zapewnia, że nie ma mowy o narażaniu chorych na niebezpieczeństwo. Gdyby doszło do zagrożenia życia wykorzystanoby te urzadzenia.  Szpital wojskowy nie ma kontraktu z NFZem na dializy, stara się o podpisanie takiej umowy.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama