Hit Ekstraklasy: Śląsk Wrocław – Lech Poznań

Bartosz Tomczak | Utworzono: 2014-11-01 16:28 | Zmodyfikowano: 2014-11-01 16:34
A|A|A

fot. slaskwroclaw.pl

Relacja ze szlagierowego spotkania T-Mobile Ekstraklasy
Śląsk Wrocław – Lech Poznań
W niedzielę od 15.30 w Radiu Wrocław


Śląsk i Lech w środku tygodnia grały o awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Plan został wykonany. Wrocławianie długo męczyli się w Stalowej Woli z drugoligową Stalą. Wygrali ostatecznie 1:0, po golu w końcówce Juana Calahorro. W Poznaniu wydawało się, że kibice będą świadkami pogromu. Lech pierwszą bramkę przeciwko Jagielloni Białystok strzelił już w ósmej sekundzie, a po 7 minutach było 2:0. Zamiast łatwego zwycięstwa była jednak dogrywka. Dopiero w jej drugiej części, poznaniacy rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść – 4:2.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Mecz w sektorze rodzinnym? Gramy z... pajączkiem

Teraz czas wrócić do ligowej rywalizacji. Faworyta wskazać ciężko. Przewagą Śląska może być gra na własnym boisku. Nie tylko dlatego, że twierdza Wrocław pozostaje niezdobyta od czternastu spotkań. Powodem jest również słaba gra Lecha na wyjeździe. Poznaniacy w delegacji wygrali tylko raz w tym sezonie. 10 sierpnia w Gdańsku z Lechią – 2:1. To było jeszcze za kadencji Mariusza Rumaka. Teraz zespół prowadzi Maciej Skorża.


Z nowym trenerem Lech gra w kratkę. Trzy wygrane, dwa remisy, porażka – to bilans Skorży w roli trenera poznaniaków. Jego drużyna potrafi zagrać mecze w których pędzi niczym lokomotywa – 6:2 z Zawiszą Bydgoszcz, 5:0 z PGE GKS Bełachatów – ale zdarzają jej się też spotkania, w których wykoleja się na ostatniej prostej – remisy z Legią Warszawa i Koroną Kielce po bramkach straconych w doliczonym czasie gry.


Śląsk prezentuje dużo stabilniejszą formę. Podkreślał to w przedmeczowych wypowiedziach nawet trener Skorża. Wrocławianie w poprzednim miesiącu nie przegrali w lidze. Dwa zwycięstwa i remis, to w dużej mierze efekt świetnej dyspozycji Flavio Paixao. Portugalczyk strzelił w tym czasie sześć goli. Nic dziwnego, że został wybrany piłkarzem października w Ekstraklasie.


Flavio Paixao to jeden z wielu potencjalnych bohaterów meczu. Ofensywa siła rażenia Śląska i Lecha jest imponująca. Poznaniacy strzelili do tej pory w lidze 27 goli, wrocławianie o dwa mniej (najlepsza jest Legia i Wisła – 28 bramek). Nie ma zatem wątpliwości, że zobaczymy grę o pełną pulę. Zwycięstwo może dać Śląskowi awans na pozycję lidera. Wygrana Lecha sprawi, że zespół Macieja Skorży zbliży się do podium na dwa punkty.


Niedzielny mecz to jednak nie tylko gra o lepsze miejsce w tabeli. Kto wie, czy to nie będzie także bój o… sponsora. Firma Amazon podpisała krótkoterminową umowę z drużynami. Na jej mocy oba zespoły zagrają w niedzielę z reklamą amerykańskiego giganta – na koszulkach (Śląsk) i na spodenkach (Lech).


Śląsk do szlagierowego spotkania przystępuje w pełni sił – poza wracającym po kontuzji do treningów Marco Paixao – trener Tadeusz Pawłowski ma do dyspozycji wszystkich zawodników. Problemy zdrowotne są za to w Lechu. W meczu Pucharu Polski kontuzji doznali Tomasz Kędziora (staw skokowy) i Muhamed Keita (uraz przywodziciela). Przeciwko Śląskowi raczej nie zagrają. Niepewny jest także status Marcina Kamińskiego, który również zmagał się z urazem.


Arbitrem meczu będzie Tomasz Kwiatkowski. W tym sezonie sędziował w dziewięciu spotkaniach Ekstraklasy. Pokazywał tylko żółte kartki – 28. Spotkania Śląska jeszcze nie prowadził. Lechowi gwizdał w tym sezonie dwukrotnie. Raz w Pucharze Polski – przeciwko Wiśle Kraków. To był jedyny mecz w którym podyktował rzut karny.

REKLAMA
Reklama