Turów wygrywa ciężki bój w Dąbrowie Górniczej

Michał Hamburger | Utworzono: 2014-11-30 21:55 | Zmodyfikowano: 2014-11-30 22:10
A|A|A

Początek meczu lepszy w wykonaniu podopiecznych Miodraga Rajkovicia, którzy szybko objęli prowadzenie. Gospodarze zdołali dogonić, a nawet objąć minimalne prowadzenie 11:10. Od tego momentu w grze dąbrowian coś się zacięło, natomiast przyjezdni przeprowadzili skuteczne akcje i osiągnęli kilku punktową przewagę. Pierwsza kwarta zakończyła się prowadzeniem zgorzelczan 32:26, a jednym z najbardziej skutecznych graczy PGE Turowa był Jakub Karolak, który wyszedł w pierwszej piątce mistrzów Polski i znakomicie się czuł na boisku swojej byłej drużyny.

W drugiej kwarcie koszykarze MKS zagrali koncertowo. Znakomita dyspozycja rzutów za trzy pozwoliła im w pewnym momencie osiągnąć aż dziewięć punktów przewagę. Pierwsze skrzypce w drużynie gospodarzy grał debiutujący w Tauron Basket Lidze Ken Brown. Amerykanin zupełnie nie czuł tremy w premierowym na polskich parkietach występie i trafiał jak na zawołanie. Po pierwszych dwudziestu minutach gry było na jego koncie aż 18 punktów. Zgorzelczanie bardzo słabo zagrali w defensywie. Gospodarze wykorzystywali ich gapiostwo pod koszem, ale przewagę pozwoliła im osiągnąć niesamowita skuteczność rzutowa zza linii 6,75 m. Mistrzowie Polski zdołali zmniejszyć przewagę gospodarzy, dzięki dwóm celnym „trójkom” Filipa Dylewicza w końcówce tej części gry.

Po przerwie wydarzenia na parkiecie miały dosyć wyrównany przebieg. Miejscowi nie byli już tak skuteczni na dystansie, ale efektywnie kończyli akcje podkoszowe. Mistrzowie Polski spisywali się dużo lepiej w grze obronnej, co nie pozwoliło gospodarzom na objęcie wysokiego prowadzenia. Zgorzelczanie próbowali zaskoczyć zespół z Dąbrowy rzutami za trzy punkty, ale ten element nie był najsilniejszym punktem mistrzów Polski w tej części gry. To wszystko sprawiło, że po trzydziestu minutach trzy oczka więcej na swoim koncie mieli gospodarze.

Ostatnia część gry była bardzo emocjonująca. Potwierdziło się to, że mistrzowie Polski grają najlepiej w ostatniej kwarcie, natomiast gospodarze w tej części popełniają najwięcej błędów. Nie inaczej było tym razem i PGE Turów najpierw doszedł rywali, a później tylko powiększał przewagę. W końcówce zrobiło się bardzo nerwowo. Zgorzelczanie prowadzili dwoma punktami, a MKS starał się doprowadzić do remisu. Podopieczni Wojciecha Wieczorka razili jednak nieskutecznością, nie trafiając kilku rzutów z rzędu. Podobnie było po stronie PGE Turowa i na 28 sekund przed końcem wynik się nie zmienił. W kluczowej akcji gospodarze stracili piłkę od koszem mistrzów Polski i tym samym szansę na wygraną. Po raz kolejny dzięki konsekwentnej grze podopieczni Miodraga Rajkovicia wygrali 92:86 i utrzymali miejsce na szczycie tabeli ekstraklasy.

REKLAMA

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama