Słodycze w plecakach i pustki na stołówkach (POSŁUCHAJ)

Elżbieta Osowicz | Utworzono: 2015-09-21 07:42 | Zmodyfikowano: 2015-09-21 07:42
Słodycze w plecakach i pustki na stołówkach (POSŁUCHAJ) - Zdjęcie ilustracyjne: fot. Jessica Lucia via flickr.com under license of Creative Commons
Zdjęcie ilustracyjne: fot. Jessica Lucia via flickr.com under license of Creative Commons

Żywieniowa rewolucja w szkołach - na papierze i w rzeczywistości. Ze szkolnych sklepików miały zniknąć słodycze i niezdrowa żywność. W nielicznych wrocławskich szkołach udało się bez bólu wprowadzić nowe zasady. Ajenci próbują przetrwać. Jedni oferują sałatki, surówki, koktajle, inni już zrezygnowali z prowadzenia sklepików, a jeszcze inni liczą straty i płaczą. Nowe zasady obowiązują od początku września, ale to nie znaczy, że słodycze zniknęły ze szkolnych korytarzy.

Posłuchaj materiału:

Hania i Ania z podstawówki na Sępolnie mówią, że każdy kto chce ma w tornistrze łakocie.

- Jedzą, ale już ze sklepiku to nie. Wychodzą tam do sklepu kupować słodycze - mówią uczennice.

Rzeczywiście ekspedientka potwierdza, że chmara dzieci wpada do sklepów w przerwach.

- Przychodzą. Przeważnie biorą batoniki, czyli to co zakazane w szkole. Jak przychodzą i mają pieniądze, to wolno im. Każdy klient bierze co mu się podoba - mówi jedna z ekspedientek pobliskiego sklepu.

Ewa Knychalska, która ma maleńki sklepik w szkole przy ulicy Jantarowej próbuje się dostosować. (fot. Andre Roberto Doreto Santos via flickr.com)

- Bułki słodkie sprzedajemy, ale są one pieczone bez soli i bez cukru. Piekarze też się dostosowali - mówi Ewa Knychalska.

Wśród ajentów mówi się już nawet o specjalnych odchudzających pączkach. Dietetyczka Marta Grzybek ma wątpliwości.

- Taki zdrowy i ekologiczny, czyli z czego jest zrobiony? Absolutnie ja się nie zgadzam na takie coś i nie chciałabym, żeby moje dzieci jadły takie rzeczy. To jest jednak pączek - mówi Marta Grzybek.

Szefowa wydziału zdrowia w magistracie, Joanna Nyczak, przyznaje, że nie wszyscy ajenci dają sobie radę.

- Zapewne będzie tak, że część sklepików zniknie, ale ja bym się tym nie przejmowała. Jeżeli mamy żywić dzieci w szkole, to żywmy je dobrze - tłumaczy Joanna Nyczak.

Nowe przepisy odbiły się też na szkolnych stołówkach. Dzieci nie chcą pić herbaty bez cukru i niesolonych potraw.

- Przychodzą ze swoją solą i cukrem. Martwi mnie to, że dzieciakom będzie się kojarzyło zdrowe jedzenie z czymś niedobrym - mówią nauczycielki.

I tak już Hania i Ania wolą obiad w pizzerii obok szkoły, bo jak mówią jest tam lepsze jedzenie. (fot. Mike via flickr.com)

Najbardziej buntują się licealiści. W jednej ze szkół na Krzykach, grupa uczniów gotuje na korytarzu.

- Karol ode mnie z klasy przychodzi na przerwie, podpina toster i serwuje tosty. Zarabia na tym ponad 20 złotych dziennie. Nauczyciele nic z tym nie robią - mówi jeden z uczniów.





Reklama

Komentarze (12)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~axl642015-09-21 22:05:03 z adresu IP: (188.122.xxx.xxx)
W czym jest problem? Dzieci i młodzież wcale nie narzekają na zdrowe żywienie. Natomiast narzekają na ceny - bo z tymi tutaj jest przesada. Sama widzę, jak w mojej szkole bułka kosztuje 4,8 zł, zdrowe, małe pudełko ciasteczek belvita to koszt 2zł. Butelka wody kosztuje tak samo. Powiem wprost - bardzo żałuję, że taka jest cena, bo produkty są naprawdę fajne. Jednak mnie ( i myślę, że większość uczniów) nie stać, żeby kupować codziennie bułki za 5zł, a wiadomo, że nie zawsze da się zrobić śniadanie w domu samemu. Jak wygląda prawda? Uczniowie podczas przerw wychodzą do piekarni po drugiej strony ulicy, gdzie za 1,90 kupują ciepłą, dużą pizzerkę. Jestem za zdrowym jedzeniem, ale myślę, że państwo powinno wspierać szkoły i dofinansowywać produkty.
~Kasia2015-09-21 15:05:15 z adresu IP: (156.17.xxx.xxx)
Dobre :-) - Najbardziej buntują się licealiści. W jednej ze szkół na Krzykach, grupa uczniów gotuje na korytarzu. Nagrajcie to i dajcie tutaj !
~Lilka2015-09-21 12:12:56 z adresu IP: (156.17.xxx.xxx)
Ludzie, nie oszukujcie się. Za nawyki żywieniowe dzieci odpowiedzialni są rodzice, jeśli rodzice kupują dzieciom tanie słodycze i tłuste jedzenie, to potem takie dziecko sięga po takie żarcie poza domem
~krz2015-09-21 10:38:04 z adresu IP: (78.10.xxx.xxx)
Przecież nie trzeba od razu całkiem zakazywać słodyczy, cukru i soli, wszystko można jeść i sól też jest czasem potrzebna dla organizmu, ale z umiarem. Zamienniki też nie zawsze są zdrowe, a któryś ze słodzików jest śmiertelną trucizną dla psów. Jak fabryka robi słodycze z jakimś owocowym nadzieniem, to są to dziesięciokrotnie wyciskane wytłoki poprodukcyjne, do których trzeba dodać masę cukru, sztuczne barwniki, wspomagacze smaku i konserwanty, żeby to w ogóle miało jakiś smak i się nie zepsuło. Można robić słodycze z porządnych surowców i wtedy to będzie zdrowsze. Jak zobaczyłem etykietę czekolady z PRLu to aż się zdziwiłem, że czekoladę robiło się z czekolady, a nie serwatki w proszku, mleka w proszku, oleju palmowego (pod ich uprawę wypala się lasy równikowe), odtłuszczonej czekolady w proszku (25% czekolady + cukier) i całej masy polepszaczy, barwników i konserwantów. Domowe przetwory z malin tylko trochę dosładzane trzymają się ze dwa lata, a jak jakaś zapomniana resztka na dnie słoika przestała w lodówce kilka miesięcy, to dalej była dobra.
~Zdzichu2015-09-21 09:26:37 z adresu IP: (159.205.xxx.xxx)
U mojej córki w szkole podstawowej już kwitnie handel ! Co zamożniejsze dzieciaki kupują w sklepach po drodze do szkoły słodycze i sprzedają z zyskiem innym na przerwach.Jak mówi córka teraz jest nawet większy wybór i jest taniej niż było w sklepiku szkolnym.Polak potrafi kombinować już od podstawówki
~poll2015-09-21 08:52:56 z adresu IP: (217.237.xxx.xxx)
bardzo dobrze ze nie ma smieci w szkolach, powoli powoli na pewno beda jesc gowien coraz mniej
~gość2015-09-21 08:22:39 z adresu IP: (31.178.xxx.xxx)
słuchając tej informacji dziś w radiu. ogarnęła mnie na przemian złość i śmiech. Wszyscy narzekają , że to dzieci nie chcą jeść nowego jedzenia w szkolnych stołówkach i nie chcą dzieci korzystać ze szkolnych sklepików. Otóż bzdurą jest to totalną, gdyż problem polega nie na dzieciach a na paniach tzw, intendentkach. Paniach odpowiedzialnych za żywienie dzieci, które układają menu. z przykrością należy stwierdzić iż panie te nie mają pojęcia o zamiennikach cukru jak np. fruktoza ksylitol miód itp. w naszym domu i w śród znajomych również nie ma cukru w domu , nie ma makaronu i produktów tradycyjnych , są produkty pełnoziarniste lub bezglutenowe, dzieci zajadają z chęcią jak i dzieci odwiedzające nas, również podany w felietonie makaron z serem w szkołach tkwi nieznośne jedno menu od dawien dawna tylko makaron z serem i kapuśniak dziś na rynku jest mnóstwo warzyw, mnóstwo produktów smacznych i zdrowych które dzieci pochłaniają przepis został wprowadzony, jednak nikt nie zastanowił się nad zaściankowym przekonaniu tych biednych pań odpowiedzialnych za żywienie naszych dzieci w placówkach masowych. należy personel dokształcić najpierw . ale niestety taniej jest zwalić winę na dzieci, bo one nie chcą tego jedzenia konsumować. c chciałabym zobaczyć jak personel szkolny, przedszkolny zasiadają do tych talerzy i z uśmiechem na twarzy zajadą to co przygotowały z dyrekcją na czele. serdecznie pozdrawiam, Antonina,
~gpai2015-09-21 12:03:38 z adresu IP: (188.146.xxx.xxx)
1
Prosze zapoznac sie z rozporzadzeniem, to zobaczy Pani jakie restrykcje sa nalozone, wlaczajac w to zakaz uzywania ksylitonu i stewii!!!! Dopuszczony tylko miod! Alergenny dodam, tracacy wlasciwosci w wysokiej temperaturze. Mam dosc ludzi ktorzy tylko przyklaskuja a sami z tych nowych prodyktow/ dan nie korzystaja, ba nie maja nawet pomyslu na alternatywe, oczywiscie zgodna z rozporzadzeniem! Prosze samemu jesc rosol bez soli, ale nie ograniczac i nie nakazywac tego innym bo wolnosc polega na wyborze. Sukcesem jest ze dziecko majac wybor wybiera zdrowo ale to juz rola rodzicow!!!!
~Lilka2015-09-21 08:53:36 z adresu IP: (156.17.xxx.xxx)
0
Człowieku ! co jest winna pani, skoro dzieciak nawet jak zje zdrowy obiad, wracając ze szkoły nakupuje sobie tanich cukierków i batoników !
~Lilka2015-09-21 08:14:11 z adresu IP: (156.17.xxx.xxx)
Trzeba robić kampanię społeczną , żeby młode pokolenie zrozumiało , co znaczy zdrowo jeść. Trzeba uświadomić ludziom : jesz słodycze, niezdrowe żarcie to twój wybór, ale będziesz wyglądać jak teraz już niektóre nastolatki : grube jak hipopotam, cera z pryszczami od toksyn ze słodyczy, to tego masa chorób : cukrzyca, rak , miażdżyca....jeśli młoda dziewczyna , chce tak jeść- proszę bardzo.
~Lilka2015-09-21 08:51:19 z adresu IP: (156.17.xxx.xxx)
0
Hmmm, biorąc pod uwagę jak media i net kształtuje wizerunek piękna i to, że młode dziewczyny , nastolatki są wrażliwe na punkcie wyglądu, to wydaje mi się, że to może być dobra droga do trafienia do nich, przekonania ich....to tak samo jak z nauką : młodzież musi zrozumieć : nie uczysz się to jesteś przegrany, odżywiasz się niezdrowo - jesteś przegrany bo będziesz otyły i chory
~gość2015-09-21 08:27:33 z adresu IP: (31.178.xxx.xxx)
0
przykro mi ale takie apele do dzieci ani młodzieży dziś nie trafiają trzeba zdrowym żywieniem dopasować się do dzisiejszych nastolatków, one naprawdę nie wiedzą że to co im się wydaje nie smaczne i ohydne jest dobre i zdrowe. tylko należy do dzieciaków trafić wystarczy parę groszy dołożyć i zamiast zwykłego makaronu kupić do szkolnej kuchni pełnoziarnisty każdy to spróbuje , szczególnie dziewczynki, wystarczy zachęcić